We wtorek o godz. 14:26 prezes PKOl zamieścił w serwisie X następujący wpis: "W ślad za decyzjami Walnego Sprawozdawczego Zgromadzenia Delegatów, które odbyło się 15 czerwca br. oraz wnioskami złożonymi do protokołu przez delegatów, zwróciłem się niezwłocznie o wydanie opinii prawnych, czy podjęte uchwały są zgodne z obowiązującym Statutem PKOl i przepisami prawa powszechnego". Chodzi m.in. o uchwałę wzywającą do zwołania Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia, na którym prezes mógłby zostać zdymisjonowany.
Nieco ponad dwie godziny później, dokładnie o godz. 16:33, Piesiewicz zamieścił kolejny wpis. "PKOl składa zawiadomienie do organów ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 190a k.k., art. 270 par. 1 k.k. oraz art. 287 par. 1 k.k. w związku z dowodami o nieuprawnionym głosowaniu przez jednego z delegatów na dwóch tabletach oraz zignorowaniu przez przewodniczącego zebrania p. Tomasza Kwietnia zgłoszenia mu tego faktu. Podejmiemy także działania dla zbadania przez organ nadzoru ważności podjętych na zgromadzeniu uchwał w związku z tym procederem" - czytamy. To również pokłosie poniedziałkowych obrad, które, jak przypomina PAP, trwały "3,5 godziny i miały burzliwy przebieg. Prezes Piesiewicz starał się zachować stoicki spokój, co zostało źle odebrane przez większość delegatów".
- To był pokaz arogancji wobec całego środowiska sportowego - powiedział PAP Krzysztof Wiłkomirski, prezes Polskiego Związku Judo, nawiązując do przebiegu Zgromadzenia Sprawozdawczego PKOl. O co miał pretensje do 45-latka?
- Prezes Piesiewicz przez wiele godzin obrad nie wypowiedział ani jednego słowa, bawił się telefonem. Nawet proszony przez delegatów, żeby się ustosunkował do tego wszystkiego, co zostało powiedziane, zwłaszcza do uchwały, którą podjęliśmy, żeby jednak ustąpił. Na siedząco mówił, że tego nie zrobi. Dawał do zrozumienia, że nie będzie z nami rozmawiał. To jest trochę bezczelne - stwierdził Wiłkomirski.
Z kolei szef PKOl po obradach zwrócił się do dziennikarzy. Przekonywał ich, że "ogranicza go prawo i wcześniej nie może zwołać takiego zgromadzenia niż dopiero w kwietniu, kiedy jest ono przewidywane". - Nikt nie będzie namawiał mnie do łamania konstytucji Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Mam opinię Komisji Rewizyjnej, która jednoznacznie uważa, że to jest niezgodne ze statutem - mówił.
"Wiłkomirski odparł PAP, że przy 'tak kiepskim statucie' można zamówić dowolną ekspertyzę prawną. Dodał, że spór może rozstrzygnąć sąd. Według niego prezes PKOl ma obowiązek zwołania Nadzwyczajnego Walnego" - czytamy.
- Potrzebujemy kilku dni, ale nie wykluczamy tego, że pójdziemy z tym do sądu. Wybranie dzisiaj tej drogi byłoby trochę nieodpowiedzialne. Dajemy szansę do realizacji tego, do czego wzywamy prezesa - oznajmił. Do sprawy odniosła się też rzeczniczka PKOl Katarzyna Kochaniak-Roman. Ona przekazała PAP, że "dotąd żadna opinia prawna strony opozycyjnej, potwierdzająca zasadność zwołania Nadzwyczajnego Walnego, nie wpłynęła". - Stoimy na stanowisku, że nikt poważny (z prawników - dop. PAP) nie podpisze się po tym. To jest łamanie statutu - przekazała.
Sprawdź również: Świat oszalał na punkcie "babci". Oto największy bohater mundialu
Sytuacja zrobiła się patowa. "Wniosek o zwołanie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia, którego jedynym punktem merytorycznym ma być odwołanie prezesa, został złożony 29 maja w siedzibie PKOl. Podpisało się pod nim 82 ze 106 członków PKOl, co oznaczało, że liczba popierających wniosek znacznie przekraczała statutowy wymóg 2/3 członków PKOl. Wcześniej, na posiedzeniu zarządu 22 maja, wniosek nie był procedowany" - tłumaczy PAP.
"Zgodnie ze statutem PKOl Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie jest zwoływane przez zarząd nie później niż w terminie 30 dni od daty zgłoszenia wniosku, a na co najmniej 21 dni przed jego terminem do członków powinno być wysłane zawiadomienie z podaniem daty, miejsca i proponowanego porządku obrad NWZ. Z tego wynika - zdaniem opozycji - że prezes miał dziewięć dni na podanie terminu Walnego. Do poniedziałku tego nie zrobił, a minęło 16 dni" - dodano.
Piesiewicz od dawna musiał mierzyć się z krytyką, która osiągnęła apogeum po aferze z giełdą krypotwalut zondacrypto, mającą wypłacić nagrody dla olimpijczyków za zimowe igrzyska w Mediolanie oraz Cortinie d'Ampezzo. Część zawodników uzyskała obiecane nagrody, ale część nie, co przelało czarę goryczy i pod koniec kwietnia przedstawiciele związków sportowych zebrali się na spotkaniu zorganizowanym przez ministra sportu i turystyki Jakuba Rutnickiego - wówczas 52 federacje podpisały oświadczenie wzywające 45-latka do dymisji.
Ostatecznie medalistów olimpijskich (Kacper Tomasiak, Władimir Semirunnij, Paweł Wąsek) udało się spłacić z funduszy sponsorów PKOl, o czym Piesiewicz poinformował przed poniedziałkowym Walnym Zgromadzeniem. Mimo to w jego trakcie opozycja odrzuciła sprawozdanie finansowe oraz sprawozdanie merytoryczne zarządu za poprzedni rok.