"Chiny pokazały światu środkowy palec". Kulisy największego skandalu w Pekinie

Dominik Senkowski
Największy skandal na igrzyskach w Pekinie miał miejsce już na początku. Chińczycy kazali ujgurskiej narciarce biegowej Dinigeer Yilamujiang zapalić znicz olimpijski i w ten sposób upolitycznili całą imprezę. "Der Spiegel" przedstawia kulisy tej historii.

W normalnych okolicznościach kamera nigdy nie pokazywałaby Dinigeer Yilamujiang w czasie biegu na 15 km. W sobotę reprezentantka Chin przekroczyła linię mety prawie sześć minut za mistrzynią olimpijską Therese Johaug, zajęła dopiero 43. miejsce. Ale okoliczności nie były normalne. Od ceremonii otwarcia igrzysk chińska biegaczka ujgurskiego pochodzenia jest znana na całym świecie.

Zobacz wideo Wściekłość i bezradność Maliszewskiej. Koniec marzeń

Yilamujiang ma 20 lat i jest córką instruktora narciarstwa. Pochodzi z Altayu, miasta w prowincji Sinciang. Nominowanie jej do zapalenia znicza olimpijskiego po raz kolejny skierowała międzynarodową uwagę na Ujgurów - etniczną i religijną mniejszość, którą eksterminują chińskie władze. Właśnie w Sinciangu żyją miliony Ujgurów, którzy są torturowani przez chińskie władze w "obozach reedukacyjnych". 

Ceremonia jak akt polityczny 

- Chińczycy chcieli przydzielić młodej Ujgurce odpowiedzialne zadanie, by pokazać światu, jak ten bardzo myli się w swoich oskarżeniach. I, mimo że Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) zawsze utrzymywał, że igrzyska muszą pozostać apolityczne, ceremonia otwarcia przerodziła się w akt polityczny - czytamy w "Der Spiegel". 

- Chiny pokazały reszcie świata środkowy palec - powiedział Yaqiu Wang z Human Rights Watch. - Mam nadzieję, że międzynarodowi przywódcy, którzy uczestniczyli w otwarciu igrzysk, zastanowią się, jak historia oceni ich obecność - powiedział Wang, podając przykład sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa. W Pekinie byli także m.in. Andrzej Duda i Władimir Putin.

- To był gest polityczny, który dał światu strasznie fałszywy obraz szczęśliwego życia Ujgurów. Władze chciałby przekazać: "Patrzcie, wśród Ujgurów nie ma cierpienia" - powiedział Kuerban Haiyuer w wywiadzie dla "Der Spiegel". - To nie odpowiada rzeczywistości, w której rząd chiński z całych sił prześladuje Ujgurów, więzi ponad milion z nich w 1400 obozach internowania - dodał Haiyuer, który kieruje w Berlinie biurem Światowego Kongresu Ujgurów.

Chińczycy tłumaczą wybór ujgurskiej zawodniczki 

Yilamujiang nie jest pierwszą osobą ujgurskiego pochodzenia wykorzystywaną jako narzędzie w czasie igrzysk. Według Haiyuera, w 2008 roku na letnich igrzyskach w Pekinie pojawił się zawodnik o ujgurskich korzeniach, który przed zapaleniem znicza niósł ogień olimpijski. - Nazywa się Kamaltürk Yalqun, obecnie mieszka w USA. Jego ojciec od tamtego czasu zaginął w obozie internowania - mówi Haiyuer. I przyznaje, że nie wie, co stanie się z Yilamujiang po igrzyskach.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski broni decyzji chińskich organizatorów o wyborze Yilamujiang. - Jest olimpijką, która startuje na tegorocznych igrzyskach w Pekinie. Była absolutnie uprawniona do wzięcia udziału w ceremonii - powiedział rzecznik komitetu Mark Adams.

Z punktu widzenia Zachodu nominacja ujgurskiej zawodniczki do zapalenia znicza to gest pełen hipokryzji. A jak odebrano to w Chinach? - Dla dobrze poinformowanych Chińczyków jest to oczywiste, ale wciąż jest wystarczająco dużo społeczności na świecie, które podążają za chińską narracją - twierdzi Haiyuer.

"Der Spiegel" poprosił o komentarz Zhanga Yimou, odpowiedzialnego za organizację ceremonii otwarcia igrzysk. Ten tłumaczył, że pod koniec ceremonii skorzystano ze "sztafety pokoleń" - do ostatniego biegu z ogniem olimpijskim na Stadionie Narodowym w Pekinie wybrano zawodników z sześciu dekad, zaczynając od łyżwiarza szybkiego Zhao Weichanga z lat 50., a kończąc właśnie na Yilamujiang, która urodził się w 2001 roku. - "Sztafeta pokoleń" to dokonały pomysł - zachwyca się MKOI. 

- Organizatorzy igrzysk zachowują się tak, jakby młoda biegaczka narciarska była najbardziej oczywistym wyborem do zapalenia znicza. Tymczasem w samej tylko żeńskiej reprezentacji Chin w hokeju na lodzie jest siedem zawodniczek urodzonych w XXI wieku. Jest także m.in. biathlonista Ding Yuhuan z rocznika 2003 - wskazuje "Der Spiegiel". Trudno uwierzyć w to, że wybór ujgurskiej biegaczki był przypadkowy.

Sama Yilamujiang po ceremonii otwarcia szybko opuściła stadion. Przeszła obok dziennikarzy nie udzielając żadnych wywiadów. Wątpliwe, czy kiedykolwiek będzie mogła swobodnie odpowiedzieć o swojej historii. Najlepszy przykładem na to, że osobiste wersje zdarzeń w Chinach nie mają racji bytu, to  tenisistka Peng Shuai, która najpierw oskarżyła w internecie dygnitarza chińskiej Partii Komunistycznej o napaść seksualną, a po tygodniach milczenia wycofała się ze wszystkiego. 

Powszechny terror

Część zagranicznych mediów porównuje tegoroczne igrzyska w Pekinie do igrzysk w nazistowskich Niemczech w 1936 roku. Czy słusznie? - Nikt nie zamierza kwestionować wyjątkowej wagi Holokaustu, ale okoliczności obu imprez sportowych są porównywalne. Przed drugą wojną światową ludzka nienawiść doszła do władzy, która bardzo szybko zbroiła się gospodarczo i militarnie. Była skierowana przeciwko pewnej grupie, którą chciano zlikwidować. To samo dzieje się obecnie w Chinach z mniejszościami religijnymi - tłumaczy Haiyuer. 

- Komunistyczna propaganda nazywa Ujgurów, buddystów i Tybetańczyków społecznie upośledzonymi. Stanowimy poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, które wymaga zdecydowanych działań przeciwko nam. Dlatego Ujgurzy przebywają w obozach, w których są poddawani torturom, sterylizowani i gwałceni - kończy. 

Więcej o: