Sport.pl

Euro w dobie cyfrowej rewolucji. Jak zmieni się kibicowanie w najbliższych latach?

57 proc. kibiców woli zostać w domu niż iść na stadion. Jeśli już tam pójdą, to muszą mieć dostęp do sieci, inaczej wyjdą w przerwie. No bo w domu już wkrótce założą specjalne okulary i poczują się, jakby siedzieli w pierwszym rzędzie. A to tylko zapowiedź rewolucji w kibicowaniu. Ona już trwa i rozkręca się. Co nas czeka?

Kibic zostaje w domu

Z corocznego raportu Cisco wynika, że Internet stał się tak ważny jak powietrze, woda, jedzenie czy dach nad głową, a w 2020 roku smartfon będzie najważniejszym narzędziem na świecie. Rewolucja w kibicowaniu już trwa, ale co jeszcze przed nami?

Według prognoz w 2020 roku więcej ludzi będzie miało smartfony (5,4 mld ludzi, a liczba smartfonów w ogóle ma wynieść 11,6 mln sztuk) niż prąd (5,3 mld), bieżącą wodę (3,5 mld) i samochody (2,8). Jaki to ma wpływ na kibiców? Mamy narzędzie, więc chcemy z niego korzystać - wiedzieć więcej, szybciej i lepiej. Odczuwać głębiej i dłużej. Mecz zaczyna się na długo przed pierwszym gwizdkiem, potem trwa jeszcze przez kilka godzin, a czasami nawet przez kilka dni dzięki portalom sportowym, aplikacjom, Twitterowi, Facebookowi, Snapchatowi...

Z badań Cisco wynika również, że 57 proc. kibiców woli oglądać mecz w domu, gdzie jest wygodniej, nie trzeba martwić się o dojazd i powrót ze stadionu, no i do łazienki jest bliżej. Poza tym na stadionie miejsca jest niewiele, bilety są drogie, murawa często za daleko, więc może nam coś umknąć. Wybieramy więc duży telewizor i kanapę. Kto i w jaki sposób walczy tam o naszą uwagę?

Wirtualna rzeczywistość Wirtualna rzeczywistość youtube

Wirtualna rzeczywistość

Być może zamiast patrzenia w telewizor niedługo mecz będziemy oglądać dzięki specjalnym okularom.

Podczas półfinałów i finału Ligi Mistrzów UEFA robiła testy VR, czyli wirtualnej rzeczywistości. Sprawdzała możliwości kamery rejestrującej obraz w 360 stopniach w 3D i uzbrojonej w osiem mikrofonów. Kolejne testy mają być przeprowadzone podczas Euro 2016.

Jeśli się uda, to z pomocą specjalnych okularów wkrótce będziemy mogli poczuć się jak na stadionie, zasiąść w pierwszym rzędzie, słuchać śpiewów i wrzasków (a pewnie też i obelg, swoją drogą, ciekawe co z cenzurą?) nie ruszając się przy tym z kanapy.

Ales Morgan w środku fot. AP/Walter Bieri Ales Morgan w środku fot. AP/Walter Bieri Ales Morgan w środku fot. AP/Walter Bieri

Transmisje na Facebooku

A jeśli nie telewizja i okulary VR, to może po prostu komputer? Może już niedługo nie trzeba będzie płacić telewizjom za transmisje ze spotkań?

Ostatnio w USA przeprowadzono pierwszą w historii transmisję na żywo na Facebooku. W tym celu wykorzystano coraz bardziej popularną ostatnio funkcję Facebook Live - do tej pory wykorzystywaną w mediach sportowych głównie po to, by komentować na żywo jakąś decyzję, pokazać mistrzowską fetę, czy też zaprezentować nowe koszulki (zrobiły to m.in. Chelsea Londyn i Manchester United).

W USA poszli krok dalej. Gwiazda kobiecej reprezentacji piłkarskiej Alex Morgan transmitowała na Facebooku cały ligowy mecz Orlando Pride - Houston Dash. Pomagali jej w tym specjaliści z działu mediów społecznościowych National Women's Soccer League. Efekt? Pierwszą połowę obejrzało 273 tys. osób, a drugą już 349 tys. Dużo, bo piłka nożna przegrywa popularnością z kilkom sportami w USA, a jej kobiece wydanie budzi jeszcze mniejsze zainteresowanie.

Barclays Center Barclays Center wikipedia, AEMoreira042281

Stadiony cyfrowe

No dobrze, ale załóżmy, że jednak mamy pieniądze i czas, żeby wybrać się na stadion. Co nas tam czeka w przyszłości?

USA organizatorzy rozgrywek akademickich zaobserwowali, że kibicom zdarza się wychodzić z obiektów, jeśli Wi-Fi jest zbyt słabe. Sygnał był jasny - młodzi kibice chcą Internetu. A zaraz przecież dorosną, będą mieli pieniądze i przerzucą się na rozgrywki profesjonalne. Tezę potwierdziły dane zebrane na obiektach.

Barclays Center, gdzie swoje mecze rozgrywają Brooklyn Nets, jest jedną z najnowocześniejszych aren sportowych na świecie. Już ponad 1/3 kibiców (pojemność trybun to 17,5 tys.) korzysta podczas meczowego wieczoru z Wi-Fi.

Dzięki specjalnej aplikacji w trakcie meczu sprawdza powtórki zagrań. Pojawia się jakaś kontrowersja i masz wątpliwości? Nie ma sprawy, obejrzyj sobie ją z różnych kamer. Jesteś głodny? Nie trać meczu i nie czekaj na przerwę, by potem stać w kolejce, nie szukaj też pana z przekąskami - zamów jedzenie przez smartfona, doniesiemy ci hot-doga na twoje miejsce. A może nagle okazało się, że od ostatniego meczu pogorszył ci wzrok i siedzisz za daleko? Wejdź do aplikacji, sprawdź czy są jakieś wolne miejsca bliżej parkietu, dopłać kilkadziesiąt dolarów i się przesiądź. Z każdą kwartą cena za zamianę jest niższa.

Aplikacje na amerykańskich stadionach nie są już niczym niezwykłym. Z danych New England Patriots wynika, że dwa lata temu co 7 osoba na trybunach (pojemność 70 tys.) korzystała podczas meczu z oprogramowania. Kwestią czasu jest, aż podobną usługę zaproponują nam organizatorzy wielkich, piłkarskich widowisk.

Shane Long został zniesiony z boiska na noszach.Na jego miejsce wszedł Robbie Keane. Shane Long został zniesiony z boiska na noszach.Na jego miejsce wszedł Robbie Keane. Adam Holt / REUTERS / REUTERS

Mecz trwa 60 minut, resztę można wykorzystać

Zaraz, zaraz, czy my w ogóle w tym całym natłoku jeszcze oglądamy mecze? Można wysunąć tezę, że skoro spotkanie w domu często ogląda się już na trzech ekranach (telewizora, laptopa i smartfona), to traci się dużo, bo przecież trzeba oderwać wzrok od transmisji i poszukać dodatkowych informacji. A jak już się napisze tweeta, to zwykle ktoś podaje go dalej, odpowiada i wtedy naszą uwagę musimy dzielić już naprawdę intensywnie. A jest jeszcze Facebook, Snapchat, Instagram.... Jesteśmy wprawdzie bliżej piłkarzy, dzielimy z nimi emocje i liczymy na interakcje, ale czy nie tracimy rzeczy podstawowej w kibicowaniu, czyli uwagi skupionej na samym spotkaniu?

I pewnie jest w tym dużo prawdy, że samej gry oglądamy mniej niż kiedyś, ale trzeba pamiętać o ważnej rzeczy - mecz nie trwa 90, a ok. 60 minut. To efektywny czas gry, resztę stanowią przerwy, kiedy piłkarz leży i trzyma się za nogę, piłka wychodzi na aut, a sędzia musi uspokajać zawodników. Czyli zyskujemy dodatkowe pół godziny. Kiedyś w tym czasie biegaliśmy na siku albo po prostu oglądaliśmy niezbyt interesujący obrazek. Dziś w tym czasie dyskutujemy o spotkaniu i jesteśmy bliżej meczu niż wcześniej. Czujemy się częścią widowiska.

Twitter Twitter Twitter

Potęga Twittera

Jeśli ktoś wątpi w to, że sport jest najbardziej angażującą w Internecie częścią naszego życia, niech spojrzy na statystyki Twittera. 41 proc. wszystkich tweetów jest o sporcie mimo tego, że tylko 1 proc. ramówek telewizyjnych to sport na żywo - a Twitter to przecież narzędzie, dzięki któremu komentujemy przede wszystkim to, co dzieje się teraz.

Ostatni mundial wygenerował kosmiczną liczbę 672 mln tweetów. Schalke uwierzyło w Twittera i interakcje z kibicami do tego stopnia, że zaczęło w szatni wieszać tweety fanów w celu zmotywowania piłkarzy.

A Twitter to też miejsce, gdzie możemy znaleźć to, co nam uciekło. Już w kilkanaście sekund po golu czy jakiejś kontrowersji znajdziemy tam odpowiednie wideo.

Cristiano Ronaldo Cristiano Ronaldo Cristiano Ronaldo

Sportowcy - maszyny marketingowe

Jakim biznesem są dziś media społecznościowe obrazuje przypadek Cristiano Ronaldo. Jeśli na boisku wciąż trwa spór, czy jest lepszy od Messiego, to w Internecie wątpliwości nie ma. W tamtym roku Ronaldo poza murawą zarobił 27 mln dolarów, a w sumie 79,5 mln (był trzeci, za bokserami Floydem Mayweatherem i Mannym Pacquiao). Portugalczyk jest za to pierwszym sportowcem, który przekroczył granicę 200 mln fanów w mediach społecznościowych (a trzecim na świecie, obok piosenkarzy Justina Biebera i Taylor Swift). Teraz to już 212 mln - 112 na Facebooku, 42 na Twitterze i 58 na Instagramie. Tylko w zeszłym roku przybyło mu 42 mln śledzących. Ta grupa rośnie każdego dnia o ok. 135 tys. osób. I teraz liczba z kosmosu - w 2015 roku 760 mln razy wchodzono z nim w interakcje - tzn. ktoś podał dalej jego Tweeta, skomentował lub polubił wpis na Facebooku czy zdjęcie na Instagramie.

Co na to konkurencja? Messi, drugi najpopularniejszy sportowiec w mediach społecznościowych na koniec 2015 miał 80 mln mnie fanów niż Ronaldo. LeBron James, najpopularniejszy sportowiec w Ameryce Północnej, mógł się pochwalić 69 mln śledzących. Topowa piątka NBA - James, Michael Jordan, Kobe Bryant, Kevin Durant i Stephen Curry mieli w sumie 187 mln. Ronaldo pobił więc wszystkich. Z faktu, że kibice chcą być bliżej swojego idola, oglądać go w codziennych sytuacjach, komentować jego zdjęcia i wpisy, korzystają sponsorzy.

Forbes podaje, że post reklamowy na Facebooku Ronaldo jest wart ponad 143 tys. dolarów. Dla porównania - post Messiego to żałosne 62,5 tys. Od piłkarza kibice dowiaduję się więc nie tylko, co sądzi o ostatnim meczu, ale też w co się ubiera, jaki zegarek ma na ręce i w jakich butach biega. Dystans znów się zmniejsza, ale tym razem intymność jest udawana za słoną kasę.

Więcej o: