Cała Polska marzyła, by Maja Chwalińska wygrała finał i poszła w ślady Igi Świątek jako druga tenisistka znad Wisły, która zdobyła wielkoszlemowy tytuł w singlu. Maja mogła też zostać drugą w dziejach mistrzynią, która do drabinki głównej dostała się przez kwalifikacje (po Emmie Raducanu, zwyciężczyni US Open 2021). Niestety po wyeliminowaniu dwóch Rosjanek (Anny Kalinskiej i Diany Sznajder), trzecia już okazała się za mocna.
Mirra Andriejewa rozegrała wspaniały mecz. Popełniła mało błędów, była świetnie przygotowana i opanowana, mimo zaledwie 19 lat. Rosjanka sięgnęła po swój pierwszy w karierze tytuł wielkoszlemowy, wygrywając 6:3, 6:2. Nie zmienia to faktu, że Chwalińska dokonała w Paryżu rzeczy wielkich. To absolutny przełom w jej karierze, który może być początkiem czegoś wielkiego. W reakcjach pomeczowych kibiców oraz ekspertów przeważały gratulacje. Takowe złożyła jej też koleżanka z reprezentacji Polski.
Mowa o Magdzie Linette, która z paryskim turniejem pożegnała się w III rundzie, pokonana przez Igę Świątek. "Wielkie brawa za walkę do końca! Polska jest z Ciebie dumna!" - napisała nasza reprezentantka na portalu X. Linette w karierze raz była blisko wielkoszlemowego finału (przegrała w półfinale Australian Open 2023 z Aryną Sabalenką).
Chwalińska dzięki grze w finale awansowała ze 114. na 21 miejsce w światowym rankingu WTA. To oznacza dla niej rozstawienia w kolejnych dużych turniejach. Choć nie wiadomo, czy będzie to dotyczyć Wimbledonu. Polka stara się o dziką kartę, by nie musieć brać udziału w eliminacjach (brany jest tam pod uwagę ranking sprzed Roland Garros).