- Nie chodzi tylko o to, że Maja wygrywa. Chodzi o to, jak wygrywa. Pokazała opanowanie, precyzję i taktyczną biegłość, zamieniając mecze w szachy w biegu - mówi Sport.pl o fenomenie Mai Chwalińskiej Christopher Clarey, dziennikarz "New York Times". Zagraniczni eksperci tenisowi są zachwyceni Polką. Czy w finale Roland Garros zdoła sprawić jeszcze jedną sensację?
W historii tenisa zdarzają się momenty, które zapamiętamy na lata. Tegoroczny Roland Garros przyniósł nam właśnie taką opowieść, której główną bohaterką stała się 24-letnia Maja Chwalińska. Jej droga do finału to nie tylko sensacja, to przede wszystkim demonstracja tenisa, o którym wielu już zapomniało: opartego na inteligencji, różnorodności i finezji.
Rozmawiamy z zagranicznymi ekspertami, którzy do tej pory rzadko mieli okazję śledzić występy Chwalińskiej. Przed imprezą w Paryżu nigdy nie weszła do top 100, grała głównie na poziomie imprez WTA 125 lub eliminacji do 250 oraz kwalifikacji wielkoszlemowych. Dla naszych rozmówców, jej sukces w Paryżu nie jest jednak dziełem przypadku, lecz kumulacją talentu i mentalnego odblokowania.
Marco Mazzoni, włoski dziennikarz serwisu Livetennis.it, podkreśla, że przełom był kwestią czasu: - Wierzę, że w tenisie, gdy talent łączy się z odrobiną nieustraszoności, wcześniej czy później musisz mieć swój przełomowy turniej. Dla Mai ten moment nadszedł podczas trwającego French Open.
Mazzoni zwraca uwagę na kluczowy etap: - Prawdopodobnie przejście przez kwalifikacje w tak przekonujący sposób dało jej ogromny impuls, zapewniając pewność siebie, która pozwoliła jej grać na tak wysokim poziomie przez cały turniej - mówi Włoch. Chwalińska przeszła przez eliminacje jak burza, nie straciła nawet seta. Pierwszy raz dostała się do turnieju głównego w stolicy Francji.
Rémi Bourrières, francuski dziennikarz, nie kryje zdumienia: - Absolutnie niewiarygodne. Śledzę tenis przez cały rok od 25 lat i ledwo znałem jej nazwisko! Nawet nigdy nie widziałem jej w akcji. Napisałem dziś artykuł o najbardziej zaskakujących finalistkach ery Open od 1968 roku. Dla mnie ona jest największą niespodzianką w kobiecym tenisie ostatnich lat. Może nawet w historii.
Diego Barbiani z Oktennis.it postrzega to wydarzenie w wymiarze niemal metafizycznym: - To historyczne, to szaleństwo, to moment zmieniający życie Mai. Ale wydaje się też, jakby wszechświat w jakiś sposób oddał jej to, co zabierał przez wiele lat.
Włoch nawiązuje do kłopotów ma polu mentalnym, jakie tenisistka przechodziła kilka lat temu. W 2021 roku przyznała, że zawiesza karierę i walczy z depresją. Po drodze miała też sporo kontuzji, jej droga zawodowa nie układała się na miarę potencjału, jaki pokazywała w czasach juniorskich. Często wiatr wiał jej w oczy, ale w Paryżu doczekała się upragnionego sukcesu.
Szachy na kortach z mączki
Czym właściwie Chwalińska rzuciła wyzwanie współczesnemu tenisowi, zdominowanemu przez potężne uderzenia z linii końcowej? Christopher Clarey, amerykański dziennikarz i autor książek związany z "New York Times", trafnie zauważa, że Polka zmieniła sposób postrzegania rywalizacji: - Nie chodzi tylko o to, że Maja wygrywa. Chodzi o to, jak wygrywa. Pokazała opanowanie, precyzję i taktyczną biegłość, zamieniając mecze w szachy w biegu.
Bourrières dodaje: - Jak wielu ludzi na Roland Garros, zakochałem się w grze Chwalińskiej. Kobiety i mężczyźni, wszyscy to widzą - ona ma dar w rękach! Co jest interesujące w jej grze, to że uderza wysoko forhendem, ale utrzymuje piłkę bardzo nisko z bekhendu. Ten kontrast jest bardzo uderzający. Myślę, że korzysta z rozmiaru kortu Philippe Chatrier, który sprzyja jej forhendowej mocy. I ma bardzo wysokie tenisowe IQ.
Clarey zaznacza, że Chwalińska skutecznie pozbawia rywalki ich największego atutu - rytmu: - Daje swoim wyższym i potężniejszym przeciwniczkom niewiele okazji do wejścia w ich zwyczajowy rytm. Zamiast tego, Maja używa pracy nóg, bo kapitalnie się porusza po korcie oraz kontroluje rotację, by wprawić w zakłopotanie kolejne wyżej notowane zawodniczki.
Polka pokonała po drodze do finału m.in. Qinwen Zheng, Marię Sakkari, Annę Kalińską oraz Dianę Sznajder. Każda z nich ma większe obycie na najwyższym poziomie tenisowym od naszej tenisistki, każda jest wyżej w rankingu. W żadnym z tych spotkań Maja nie była faworytką. - Sznajder, także leworęczna zawodniczka, powiedziała, że ona i jej zespół nie mogli znaleźć nagrania z meczu Chwalińskiej z inną leworęczną, które mogłoby im pomóc w przygotowaniach do meczu - wskazuje Clarey.
Tony Fairbairn z Ubitennis.net wskazuje na konkretne narzędzia, które czynią Polkę tak niebezpieczną:
- Największymi atutami Mai są kreatywność oraz fenomenalny skrót. Topspinowy forhend był zabójczy, ale to jej zdolność do podejmowania decyzji, kiedy być agresywną, a kiedy kreatywną, okazała się jej bezcennym kapitałem.
"Stara szkoła" w nowoczesnym wydaniu
Mazzoni określa styl Polki jako "old schoolowy": - Maja używa całego kortu wyjątkowo dobrze i nie polega wyłącznie na sile. Umiejętność zakłócania rytmu rywalek i zmuszania ich do gry poniżej swoich możliwości poprzez mieszanie rotacji, trajektorii i wyboru uderzeń jest rzadką dziś jakością w tenisie - mówi Włoch. Dlatego Polka tak zachwyca kibiców i dziennikarzy, bo gra w sposób rzadko spotykany we współczesnym kobiecym tenisie.
Clarey zwraca jednak uwagę na to, że ta droga wymaga niezwykłej sprawności fizycznej: - Brak wielkiej broni w postaci mocnych uderzeń oznacza, że Maja musi budować wymiany, często długie wymiany, co stanowi obciążenie fizyczne i wymaga ogromnej konsekwencji.
W podobnym tonie wypowiada się Barbiani: - Największą siłą, jaką u niej widziałem, jest umiejętność czytania gry. Jej nogi czasami znajdują się tam, gdzie piłka będzie dopiero za chwilę, jeszcze zanim rywalka uderzy.
Do takiej gry Chwalińska potrzebuje idealnego przygotowania fizycznego. Od kilku miesięcy pracuje z Maciejem Ryszczukiem, znanym z tego, że od lat należy do teamu Igi Świątek. Wsparcie takiego fachowca pomaga finalistce Roland Garros oprzeć swój techniczny tenis na lepszej wytrzymałości.
Co będzie w finale?
Przed Chwalińską najważniejszy sprawdzian: finał Roland Garros przeciwko Mirrze Andriejewej. Eksperci zgodnie przyznają, że ósma na świecie Rosjanka będzie faworytką.
- Finał z Andriejewą będzie trudnym wyzwaniem, zwłaszcza biorąc pod uwagę poziom pewności siebie, jaki Mirra pokazała w tym turnieju, zwłaszcza w półfinale z Martą Kostiuk. Jeśli Andriejewa pokaże ten sam poziom gry, będzie Mai niezwykle ciężko - ostrzega Mazzoni. Ale dodaje: - Jedynym czynnikiem działającym na korzyść Polki jest całkowity brak presji. Może wyjść na kort, grać swobodnie i w pełni cieszyć się chwilą.
Bourrières patrzy na to z zaciekawieniem: - W każdej rundzie mam wrażenie, że historia Mai zaraz się skończy, a jednak w każdej rundzie ona przechodzi dalej. Więc dlaczego nie miałaby zaskoczyć wszystkich ponownie w finale? Nadal stawiam Rosjankę jako faworytkę, bo ona sama ma wielką inteligencję taktyczną i sporo różnorodności. Jak to często bywa w finałach Wielkiego Szlema, emocje odegrają wielką rolę. Zobaczymy, kto poradzi sobie z nimi najlepiej. Maja zaimponowała mi dotychczas opanowaniem, podczas gdy wiemy, że Mirra jest bardzo emocjonalna. Ale finał Wielkiego Szlema jest czymś zupełnie unikalnym: nikt nie wie, czego się spodziewać, dopóki tego nie przeżyje.
Clarey podchodzi do sobotniego starcia tak: - Jeśli Andriejewa utrzyma emocje w ryzach i będzie serwować tak, jak w ostatnich dwóch meczach, uważam, że wygra w dwóch setach. Ale jeśli stanie się zbyt nerwowa i zacznie spieszyć się zamiast myśleć, wtedy Maja będzie miała swoją szansę.
- Maja musi spróbować wejść Mirrze do głowy, licząc przy tym na wsparcie publiczności, która pokochała jej historię - uważa Barbiani. Trybuny prawdopodobnie będą po stronie Polki. Podobnie było w półfinale ze Sznajder. Wielu naszych kibiców kupiło wcześniej bilety z myślą, że zobaczą w finale Świątek, a turniej ułożył się tak, że dalej zaszła Chwalińska.
W finale znów zobaczymy więc rywalizację underdoga i kandydatki do tytułu. - W ćwierćfinale z Kalinską i półfinale ze Sznajder czułem, że Chwalińska obniżyła trochę poziom w drugim secie, co na tym etapie imprezy jest zdecydowanie zrozumiałe, ale Andriejewa wyglądała w tym czasie bardzo stabilnie. Maja musi znów czarować i to przez cały mecz - uważa Barbiani.
Niezależnie od wyniku spotkania finałowego w Paryżu, jedno jest pewne: Chwalińska stała się jedną z najbardziej fascynujących nowych osobowości w kobiecym tourze. Nigdy jeszcze tenisistka z kwalifikacji nie zaszła w Roland Garros tak daleko. A Polka chce więcej, chce powalczyć o historyczny tytuł wielkoszlemowy. Początek meczu z Andriejewą o godzinie 15:00, relacja w Sport.pl, transmisja w Eurosporcie, TVN oraz w HBO Max.