Co to jest za historia! Drogę Mai Chwalińskiej do finału Roland Garros zna już nie tylko cała Polska, a cały świat. Polka jest pierwszą zawodniczką w historii tego turnieju, która dotarła do tego etapu rozgrywek, choć zaczynała w kwalifikacjach. Po drodze Chwalińska pokonała takie zawodniczki jak Qinwen Zheng, Elise Mertens, Anna Kalinska, Maria Sakkari czy Diana Sznajder.
Jeszcze przed początkiem sobotniego finału, w którym Chwalińska grała z Mirrą Andriejewą, było jasne, że Polka jednym fantastycznym turniejem całkowicie zmieni swoje życie. Już nie będzie miała zmartwień finansowych związanych z grą na najwyższym poziomie. Samo dojście do finału Roland Garros gwarantowało jej ogromny awans w rankingu WTA, a to oznacza grę w najważniejszych turniejach bez konieczności gry w kwalifikacjach.
Ostatecznie Chwalińska przegrała finał Roland Garros 3:6, 2:6. A to oznacza, że w kolejnej aktualizacji rankingu WTA będzie miała 1996 punktów rankingowych i czeka ją awans na 21. miejsce. Przypomnijmy, że celem reprezentantki Polski na ten sezon był awans do czołowej setki rankingu - udało się go zrealizować z nawiązką.
Tym samym Chwalińska jest czwartą najwyżej sklasyfikowaną reprezentantką Polski w historii rankingu WTA. Wyżej w swojej karierze były tylko trzy tenisistki z naszego kraju - Iga Świątek (1. miejsce), Agnieszka Radwańska (2. miejsce) i Magda Linette (19. miejsce).
Chwalińska dochodząc do finału Roland Garros przeszła do historii polskiego i światowego tenisa. Nawet mimo porażki udało jej się dokonać czegoś niespotykanego na tym poziomie. Teraz pozostaje liczyć na to, że docenią to również organizatorzy Wimbledonu i Polka otrzyma dziką kartę na ten turniej.