Ujawniamy kulisy sukcesu Igi Świątek. "Mówili nam, że nic z tego nie będzie"

- Pamiętam, jak mówiono nam, że nic z tego nie będzie. Albo jak Iga pytała po turnieju w Radomiu, dlaczego rodzice rywalek ją oszukują, bo takie były realia, że nie było sędziów. W końcu zaczęła walczyć o swoje: upominać się, negować czyjeś decyzje, rozpychać się - o kulisach sukcesu Igi Świątek mówi w rozmowie ze Sport.pl Janusz Świątek, wujek tenisistki.

To już pewne - po turnieju w Miami Iga Świątek zostanie nową liderką rankingu WTA. 20-latka z Raszyna jest w życiowej formie, w 2022 roku gra znakomicie. Ale jej droga na szczyt wcale nie była łatwa. W rozmowie ze Sport.pl opowiada o tym Janusz Świątek, wujek Igi, brat jej taty - Tomasza.

Zobacz wideo Iga Świątek dorównała siostrom Williams. Wielka przemiana

"Szkoda, że nie zostałem wtedy menedżerem Igi"

- Koszmarnie trudno pozyskuje się wsparcie finansowe dla młodych tenisistów w Polsce. Wielu nie wierzy w talent - zaczyna Janusz Świątek. - Różnymi drzwiami próbowałem wchodzić, aby załatwić Idze sponsoring, gdy nie miała jeszcze swojego menedżera. To było bardzo trudne. Teraz, po latach, ludziom przypomina się, jak prosiłem ich o wsparcie. Pamiętam, jak 10 lat temu rozmawiałem z kolegą, który pracował w jednej z firm sponsorujących piłkarzy. Żartem mówiłem mu: "Zabierz parę groszy piłkarzom i daj Idze. Zobaczysz, nie pożałujesz". Widziałem się z nim tydzień temu i przyznał: "Szkoda, że nie zostałem wtedy menedżerem Igi" - wspomina wujek najlepszej tenisistki świata.

Rola rodziny, a zwłaszcza rodziców, w tenisie jest kluczowa. Nie tylko muszą znaleźć środki na rozwój dziecka, ale też pomóc stawiać pierwsze kroki na korcie, motywować, a później poszukać trenera na swoje miejsce. Trzeba wspólnie przejść okres nastoletniego buntu, gdy jedno dziecko chce dalej uprawiać sport, a inne czasem myśli o rezygnacji. 

- Iga, mając 13-14 lat zaczęła rozumieć, że muszą przyjść wyrzeczenia. Ludzie podchodzą do tego tak, że dziecko uprawiające sport nie ma dzieciństwa. Pytanie, czym ma być to dzieciństwo? Jeśli skończy się na siedzeniu przy komputerze przez wiele godzin, to sport wydaje się być lepszym rozwiązaniem. Nie zawsze musi się kończyć zawodową karierą, ale ruch jest zawsze lepszy od siedzenia - wskazuje wujek naszej tenisistki.

Dużo czasu trzeba poświęcić, by znaleźć się w tym miejscu, w którym dziś jest Iga Świątek. - To czas zawodnika, jego trenera, rodziców. Uczestniczyłem w tym, miałem okazję im pomagać, przyglądać się, jak brat uczy córki gry w tenisa. Pamiętam, jak jeździli na treningi na Warszawiankę albo gdy obok przy basenach na dużym parkingu Tomek rozstawiał minikort i grał z dziewczynkami - wspomina nasz rozmówca. 

"Iga wychowywana była w kulcie sportu"

Starsza siostra Igi, Agata, również grała w tenisa. Z powodów zdrowotnych musiała jednak zrezygnować z zawodowego sportu. - Agata zajęła się nauką. Dziś kończy studia stomatologiczne. Mój brat zawsze dbał o to, by dziewczyny pamiętały o szkole. Iga również dobrze się uczyła. Mimo kariery sportowej stara się dużo czytać. Jest inteligentna, co wykorzystuje także na korcie - mówi Janusz Świątek.

Nowa liderka rankingu WTA wychowywała się w rodzinie o sportowych korzeniach. - Tomek jest olimpijczykiem z Seulu, startował w wioślarstwie. Nasz ojciec boksował, a jego brat był kolarzem. Ja najpierw trenowałem skok wzwyż, a później koszykówkę. Iga wychowywana była w kulcie sportu, może przejęła też w genach trochę waleczności i sportowej rywalizacji - przyznaje jej wujek. I dodaje: - Rozmawiałem ostatnio z bratem, bardzo cieszy się z sukcesu Igi. On jest jednak bardziej powściągliwy, ja za to bardziej emocjonalny.

Sukces Igi Świątek jest tym większy, że pochodzi z kraju, w którym nie ma imprez Wielkiego Szlema czy innych najbardziej prestiżowych turniejów. - Wielokrotnie słyszałem, że innym zawodnikom jest łatwiej, bo dostają „dzikie karty". Zwłaszcza tenisiści z krajów, które są gospodarzami Wielkich Szlemów, mają ułatwiony dostęp do wielkiego tenisa. Iga musiała zaciekle walczyć w eliminacjach. Można bez „dzikich kart" dojść na szczyt tenisa, ale to bardzo trudne. Iga bardzo szybko chciała uzyskać takie miejsce w rankingu WTA, by nie musiała przebijać się przez kwalifikacje, bo to zabiera czas, siły, bardzo ogranicza - tłumaczy nasz rozmówca. Trzy lata temu Świątek kończyła rok na 61. miejscu na świecie, poprzedni sezon na dziewiątym. Postęp jest niesamowity.

"Iga przez długi czas nie mogła tego przeżyć i pytała: dlaczego mnie oszukują?"

- Wiele osób uważa, że Iga ma wspaniałe życie, bo podróżuje po całym świecie. Zapomina się jednak o tym, jak wiele to kosztuje, ile wyrzeczeń mają zawodowi tenisiści. Może właśnie dlatego 25-letnia Ashleigh Barty zakończyła karierę. Iga często nie miała czasu na znajomych, na normalne życie. Dla młodego człowieka to bardzo trudne - wskazuje Janusz Świątek.

Wujek tenisistki podkreśla, jak dojrzała jest, mimo młodego wieku, jego bratanica. - Znam wiele starszych osób, a bardziej dziecinnych niż Iga. Jest młoda, ale bardzo dojrzała. Gdy kończy się jeden turniej mówi, żeby o tym zapomnieć i dalej robić swoje. Nie chce rozpamiętywać. To bardzo odpowiedzialne podejście do sportu - wskazuje.

Dojrzałość przyszła z wiekiem i nowymi doświadczeniami, nie zawsze najlepszymi. W kwietniu Iga Świątek wystąpi w Radomiu w meczu Polska - Rumunia w ramach rozgrywek drużynowych Billie Jean Cup. - Pamiętam, jak będąc dzieckiem grała w Radomiu, pamiętam te emocje. Wszyscy chcieli za wszelką cenę wygrać tamten turniej, zwłaszcza rodzice jej rywalek. Zdarzało się, że oszukiwano, bo na takich zawodach nie było sędziów, rodzice startujących dzieci często sami sędziowali, takie były wtedy realia. Iga przez długi czas nie mogła tego przeżyć i pytała: "Dlaczego mnie oszukują?". W końcu zaczęła walczyć o swoje: upominać się, negować czyjeś decyzje, rozpychać się. W ten sposób także nabrała charakteru - wspomina Janusz Świątek. 

Britain Scotland Poland SoccerPolska dostała od UEFA propozycję nie do odrzucenia. "Straszliwy nacisk"

Od trzech lat w sztabie Igi Świątek jest psycholog Daria Abramowicz. - Widzę zmianę u Igi. Jest dużo spokojniejsza. Dziś nie widzimy, by łamała rakiety, a to jej się zdarzało w przeszłości. Ostatnio to Simona Halep złamała rakietę z frustracji, gdy przegrywała z nią w półfinale Indian Wells. Iga jest bardzo silna psychicznie. To daje się zauważyć. Nie wszystkie jej mecze są wybitne, ale przecież najważniejszy jest wynik końcowy. Dobry przykład to finał w Indian Wells. Spotkanie z Marią Sakkari nie należało do najładniejszych, ale Iga to wytrzymała - wskazuje jej wujek. 

Były reprezentant Niemiec mocno ws. Lewandowski - Haaland. Były reprezentant Niemiec mocno ws. Lewandowski - Haaland. "Absurd"

"Trzeba było pilnować trenerów, gdy Iga była jeszcze dzieckiem"

Oprócz pozyskania środków finansowych dla rodzica młodego sportowca najtrudniejsze jest znalezienie odpowiedniego trenera. Przychodzi bowiem taki moment, gdy trzeba oddać dziecko w ręce kogoś z zewnątrz. - Gdy spotykamy się z bratem i rozmawiamy o Idze, to cieszymy się z jej wyników, ale też pamiętamy, jak niektórzy mówili nam, że nic z tego nie będzie. Nie wszyscy wytrzymywali. Mam na myśli np. poprzednich trenerów, aczkolwiek nie chodzi o Piotra Sierzputowskiego, z nim Iga pracowała przez ponad pięć lat i to była dobra współpraca. Widziałem różnych jej szkoleniowców, gdy była juniorką, dosłownie na samym początku. Jedni sumiennie wykonywali swoje obowiązki, inni zmieniali swój styl i podejście do pracy na treningach, dopiero gdy przyjeżdżał na nie Tomek.  W niektórych przypadkach tak to niestety wyglądało na początku, że trzeba było pilnować trenerów, gdy Iga była jeszcze dzieckiem - wspomina Janusz Świątek.

Nasz rozmówca powtarza, że porażka jest sierotą, a sukces ma wielu ojców. - Każdy chce się teraz przypiąć do sukcesu Igi. Proszę mi wierzyć, że co chwilę słyszę od dalszych znajomych prośby o autograf lub zdjęcie. Myślę czasami: "A gdzie byłeś wcześniej?" Ile razy zapraszałem ludzi choćby do obserwowania jej profilu na Facebooku i nie było reakcji. W takich realiach funkcjonowaliśmy na samym początku. O wszystko trzeba było prosić, próbować załatwiać różnymi kanałami i dziś człowiek pamięta, kto wspierał. Teraz Iga ma więcej obserwujących, ale kiedyś to musiało się od czegoś zacząć, szło od rodziny, znajomych. W dzisiejszym sporcie wszystko jest ważne, wpływa na budowanie kariery, marki - wskazuje wujek naszej mistrzyni. 

"Jak Iga podaje tękę, to tak, jak kiedyś brat przy wiosłach - czuć wypracowaną dłoń"

Janusz Świątek podkreśla, że najważniejsze, by Iga zachowała spokój i omijały ją kontuzje. - Wtedy wszystko będzie dobrze i jako rodzina cały czas jej tego życzymy. Pamiętam jej paskudny uraz stawu skokowego sprzed pięciu lat. Przez ponad pół roku nie była w stanie stać na nodze. Na jednej nodze stała, drugą podpierała na krześle. Pokazała niesamowity hart ducha, by wrócić do tenisa - mówi wujek.

Rodzina śledzi każdy mecz Igi Świątek. - Nie ma znaczenia, na jakim gra kontynencie, o jakiej porze. Nie wyobrażam sobie postępować inaczej. Skoro obcy ludzie albo znajomi potrafią nie opuszczać żadnego spotkania Igi, to tym bardziej jej rodzina. To niezwykłe, że moja bratanica jest tak wysoko. Czasem to do nas nie dociera. Mówiło się o tym kiedyś, że może być w czołówce, a dziś jest najlepsza w rankingu - mówi.

- Widzieliśmy się ostatnio z Igą po jej występach w Australii. W telewizji wydaje się być wysoka, ale na żywo jest dużo drobniejsza. Tak to wygląda z mojej perspektywy, ale trzeba pamiętać, że mam 2,04 m wzrostu. Ale jak Iga podaje rękę, to tak, jak kiedyś brat przy wiosłach - czuć wypracowaną dłoń. Pamiętam, jak ktoś wrzucił kiedyś zdjęcia dłoni Rafaela Nadala. Były bardziej spracowane niż u rolnika - kończy nasz rozmówca. 

Więcej o: