Wydarzenia roku w światowym sporcie [SONDAŻ]

Triumf Hiszpanów na Euro 2012, popisy Usaina Bolta i Davida Rudishy na igrzyskach, a może ujawnienie dopingu Lance'a Armstronga? Wybierz największe wydarzenie roku w światowym sporcie.

Koszykówka: Miami Heat mistrzami NBA. Pierwszy tytuł LeBrona Jamesa

Lebron James czekał na swój pierwszy tytuł aż 9 lat, ale zdobył go w wielkim stylu. Jego Miami Heat wygrali rywalizację z Oklahoma City Thunder 4:1, a Jamesa wybrano MVP finału.

Tak pisaliśmy o tym wydarzeniu na Sport.pl:

Kiedy rok temu przegrał z Mavericks, wyszydzanie go sięgnęło zenitu (choć już wcześniej właściciel Cavaliers Dan Gilbert nazwał Jamesa tchórzem, zdrajcą, egoistą i narcyzem). W Cleveland palono jego kukły, z wieżowców zrzucano reklamy. To wtedy powstała uaktualniana do dziś strona Ihatelebronjames.com. Miami Heat stał się najbardziej nielubianym klubem w Ameryce, według internetowych sond w tegorocznym finale kibicowała mu tylko Floryda i stan Waszyngton, skąd cztery lata temu wynieśli się dzisiejsi Oklahoma City Thunder - finałowi rywale Jamesa.

- Jest krytykowany za wszystko, nawet wtedy, kiedy wykonuje dobre podanie, a pudłuje kolega z drużyny - mówi o Jamesie Doc Rivers, trener Boston Celtics. - Nie znam sportowca, który byłby pod taką presją obserwatorów. Ale James się zmienił. Zeszłoroczna porażka wyraźnie nim wstrząsnęła. W lecie gwiazdor spotkał się na prywatnych treningach z byłym znakomitym środkowym NBA Hakeemem Olajuwonem. Olajuwon poradził mu, by częściej rozgrywał akcje tyłem do kosza, wykorzystując swoją siłę, ale przede wszystkim - by był sobą.

Cały tekst TUTAJ

Piłka nożna: Real wziął mistrzostwo kraju, Barcelona puchar

Rywalizacja Barcelony z Realem rozgrzewała kibiców przez cały rok. Oba kluby mierzyły się ze sobą sześć razy. ''Królewscy'' sięgnęli po mistrzostwo i Superpuchar Hiszpanii, Barcelona zdobyła Puchar Króla. A do kolejnego El Clasico może dojść już... 23 stycznia, o ile Real i Barca przejdą do ćwierćfinału Pucharu Króla.

Tak o meczach Barcelona - Real pisaliśmy na Sport.pl:

Dziś Portugalczyk znów jest wielki, ale gdyby wymienić zarzuty, które usłyszał od prasy i ekspertów przez półtora roku, w "Gazecie" nie starczyłoby miejsca na żaden inny artykuł. Gdy wchodził do szatni Realu, Madryt drżał, że zarygluje pole karne i skaże kibiców na nudne i frustrujące wieczory kończące się jednobramkowymi zwycięstwami.

Po meczach z Barceloną pisano, że jest tchórzem, bo stawia w środku pola trzech defensywnych pomocników. Gdy z Katalończykami przegrywał, zarzucano mu, że nie potrafi pogodzić się z porażką, boisko zamienia w pole bitwy, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone. Nawet włożenie palca w oko asystenta trenera rywali. Mourinho odpowiedział w najlepszy możliwy sposób. Wygrał.

Gdy w sobotę bramkę na Camp Nou zdobywał Sami Khedira, Real bił bramkowy rekord wszech czasów ligi hiszpańskiej. Do końca sezonu zostały cztery kolejki, a "Królewscy" strzelali właśnie 108. gola. Nikt nigdy nie nazwie już Mourinho "mordercą futbolu". Za to można uważać go za tego, który zakończył - albo przynajmniej przerwał - panowanie Barcelony w lidze hiszpańskiej.

Całą relację z meczu na Camp Nou czytaj TUTAJ

Piłka nożna: Niezwykły triumf Chelsea w Lidze Mistrzów

Gdyby w połowie sezonu ktoś wytypował Chelsea do triumfu w Lidze Mistrzów, zostałby uznany za szaleńca. O zwycięstwo w Champions League miały się bić Real i Barcelona, ale w finale w Monachium zmierzyły się Chelsea i Bayern. Po dramatycznym meczu i rzutach karnych wygrał zespół Roberto Di Matteo. Kilka miesięcy później Włoch został pogoniony ze Stamford Bridge, po tym jak Chelsea - jako pierwszy triumfator w historii - nie przeszła fazy grupowej LM.

Tak pisaliśmy o tym wydarzeniu na Sport.pl:

Po dziewięciu latach spełnił się sen rosyjskiego miliardera Romana Abramowicza. Drużyna, w którą zainwestował miliard funtów, wygrała Champions League! Pokonany w rzutach karnych Bayern Monachium utonął we łzach Zwykle to niemieckie zespoły dobijały przeciwników, strzelając im gola w końcówce albo pogrążając w rzutach karnych.

W sobotę wszystko to przeżyli na własnej skórze piłkarze Bayernu. Byli lepsi od Chelsea, kontrolowali mecz przez 89 minut, ale w ostatniej chwili wypuścili z rąk to, na co zasługiwali. Kwadrans po meczu kamery pokazały zbliżenie siedzącego na murawie z otępiałym wzrokiem wbitym w ziemię załamanego Holendra Arjena Robbena. Kibice Chelsea wybuchnęli śmiechem.

Całą relację z meczu czytaj TUTAJ

Piłka nożna: Historyczny sukces Hiszpanów na Euro 2012

2 lipca w Kijowie reprezentacja Hiszpanii w finale Euro 2012 wygrała z Włochami aż 4:0. Jako pierwsza drużyna w historii futbolu wygrała trzy wielkie turnieje z rzędu.

Tak pisaliśmy o tym wydarzeniu na Sport.pl:

Piłkarze Vicente del Bosque zareagowali w Kijowie tak, jakby chcieli wywrzeć srogą zemstę na świecie poirytowanym ich stylem - jeszcze niedawno chóralnie wielbionym - i wyrzucającym im, że przestali uprawiać futbol urzekająco innowacyjny, a zaczęli przeraźliwie nudny. Ruszali się energiczniej niż kiedykolwiek wcześniej podczas Euro 2012; jeszcze przed przerwą przeszyli Włochów dwoma golami, do kombinacji wewnątrz pola karnego dołożyli perfekcyjny kontratak, udowadniając, że w razie wyższej konieczności dysponują repertuarem zagrań bezgranicznie uniwersalnym. Gdybyśmy chcieli ponękać Włochów złośliwościami, musielibyśmy ogłosić, że faworyci zanudzili ich na śmierć.

Cały tekst czytaj TUTAJ

Kolarstwo: Wiggins wygrywa Tour de France i złoto na igrzyskach

W kolarstwie ten rok należał do Bradleya Wiggnsa. Brytyjczyk w świetnym stylu wygrał Tour de France, a w na igrzyskach w Londynie zdobył złoto w jeździe indywidualnej na czas.

Tak pisaliśmy o wyczynach Wigginsa na Sport.pl:

Być może lider Tour de France Bradley Wiggins to największy hipster wśród kolarzy od ery bokobrodów z lat 60., ale jest nie tylko efektowny. Jest też zabójczo skuteczny. Można powiedzieć, że urodzony w Belgii Wiggins jest beneficjentem brytyjskiej loterii. Olśniewające sukcesy brytyjskich kolarzy zaczęły się wraz z gigantycznymi dopłatami National Lottery.

Wczoraj można było w niej wygrać 67 mln funtów. Loteria zaczęła łożyć na brytyjski sport w 1998 roku, dwa lata później Wiggins, syn australijskiego zawodowego torowca Garry?ego Wigginsa, człowieka z buszu, choleryka, pijaka i amfetaministy, zdobył pierwszy olimpijski medal na torze w Sydney. Potem krążki spadły gradem - Brytyjczyk jest olimpijskim multimedalistą na torze, bo ma na koncie sześć medali, w tym trzy złote na trzech kolejnych igrzyskach. Dzięki pieniądzom z loterii Wiggins i spółka mogli korzystać z wynalazków NASA i McLarena i tak strzec swoich tajemnic, że niszczyli kosmiczne kostiumy po zawodach, aby nie wpadły w ręce rywali.

Cały tekst czytaj TUTAJ

Lekkoatletyka: Są ludzie i jest Usain Bolt

Usain Bolt zdobył w Londynie trzy złote medale. Wygrał biegi na 100m i 200m bijąc przy tym rekordy olimpijskie, a na deser dołożył z trzema kolegami złoto i rekord świata w sztafecie 4X100m.

Tak pisaliśmy o jego wyczynach na Sport.pl:

Bolt dostarczył widowiska życiodajnego, wlewającego nową energię do igrzysk przytrzaśniętych odejściem ze sportu pływackiej gwiazdy Michaela Phelpsa, największego olimpijczyka wszech czasów. Bolt prężył się, szczerzył zęby, strzelał z wyimaginowanego łuku, podpisywał autografy, palcami wykonywał niezrozumiałe gesty, a 80 tysięcy ludzi skandowało: "Uuu-sain! Uuu-sain!". Chciało to robić na żywo na trybunach blisko półtora miliona kibiców - tylu starało się kupić bilet.

Ale przede wszystkim ten błaznowaty fircyk, wbrew pierwszemu wrażeniu, jest rzetelny w robocie. To nieprawda, że inni ciężko pracują, a on po jamajsku wyrywa laski na plaży w Kingston. Aby pobiec 9,63 s na 100 m, trzeba harować, nawet jeśli Bóg dał mu w prezencie geny geparda. To nieprawda, że Jamajczycy tylko reggae?ują, palą trawkę i chillują.

Cały tekst czytaj TUTAJ

Lekkoatletyka: Złoto i rekord świata Davida Rudishy w Londynie

Jeśli ktoś w konkurencjach lekkoatletycznych mógł dorównać Usainowi Boltowi, to tylko Kenijczyk David Rudisha. w finale biegu na 800 metrów nie tylko wygrał, ale pobił tez rekord świata.

Tak pisaliśmy o nim w Sport.pl:

Wielki grill, wielki wynik. Kiedy David Rudisha wrócił z mistrzostw świata w Daegu z tytułem, Masajowie z jego wioski zarżnęli 50 kóz i zjedli na wielkiej fieście. W Londynie Rudisha pobił rekord świata na 800 m jak mistrz, jak guru, a ma tylko 24 lata. Strach padł na kozy. Rudisha już wcześniej pobił rekord swojego ziomka, sąsiada z Iten Wilsona Kipketera, ale w Londynie przeszedł do legendy - pobić rekord na 800 m bez zająca, w konkurencji, w której liczy się taktyka? Szacun. I jeszcze chce pobić Bolta na 400 m. Szacun x 2.

Cały alfabet igrzysk czytaj TUTAJ

Pływanie: Phelps bije rekord wszech czasów i kończy karierę

Phelps pobił w Londynie kilka kolejnych rekordów, w tym ten najważniejszy - rekord wszech czasów w liczbę medali olimpijskich. Po wyścigu sztafet ogłosił koniec kariery.

Tak pisaliśmy o tym wydarzeniu na Sport.pl:

Michael Phelps zdobywał najwięcej medali w trzech kolejnych igrzyskach, zapisał się w historii jako zdobywca największej liczby medali i 34 rekordów świata. Lista trofeów z najważniejszych zawodów zajmuje pięć kolejnych ekranów w Wikipedii, około 150 linijek, a gdyby Phelps spróbował założyć wszystkie medale na szyję, to taką konkurencję ciężarowcy nazywają martwym ciągiem, szkoda kręgosłupa, byłoby to jakieś 40 kg. Nie tylko o to chodzi.

Pływacy bardziej docenią w Phelpsie co innego niż liczba medali, a mianowicie zdobycie i obronienie tytułu w swojej konkurencji na trzech kolejnych igrzyskach olimpijskich. Bo niektórzy próbowali - wśród nich najwięksi, jak Alex Popow, Grant Hackett - ale żadnemu się nie udało. Amerykanin dokonał tego na 100 m stylem motylkowym i 200 m stylem zmiennym oraz w sztafetach 4x200 m stylem dowolnym i 4x100 stylem zmiennym. To ostatnie było łatwe do przewidzenia, skoro Amerykanie nie przegrali tego wyścigu nigdy - złota nie zdobyli tylko wtedy, gdy zbojkotowali igrzyska w Moskwie w 1980 roku. W dwóch indywidualnych startach, w których była możliwa podwójna obrona, nie udało się.

Cały tekst czytaj TUTAJ

Kolarstwo: Doping Lance'a Armstronga

Jednym z najbardziej przykrych wydarzeń w świecie sportu było ujawnienie dopingu Lance'a Armstronga. Na podstawie zeznań kilkunastu kolarzy Amerykańska Agencja Antydopingowa (USADA) zdyskwalifikowała go dożywotnio i odebrała wszystkie tytuły.

Tak pisaliśmy o tym na Sport.pl:

40-letni Armstrong, jeden z największych sportowców, człowiek legenda, który zwalczył raka i wrócił do triumfów w sporcie, napisał oświadczenie na swojej stronie Lancearmstrong.com tuż przed oficjalnym upłynięciem terminu wniesienia wniosku o podjęciu się obrony. "Nadchodzi czas, kiedy trzeba sobie powiedzieć: ? Wystarczy tego! ?" - napisał. Amerykanin od lat zmagał się z oskarżeniami i już bardzo mało kibiców kolarstwa wierzyło, że jeździł czysty.

Sam akt kary jest więc egzekucją legendy, ostatnim ciosem, w sensie sportowym śmiertelnym. - Zły dzień dla nas, którzy kochają sport i sportowych bohaterów. I jednocześnie łamiący serce przypadek, jak sportowa kultura zwycięstwa za wszelką cenę niszczy sprawiedliwą, bezpieczną i szczerą rywalizację. Dla czystych sportowców jest to jednocześnie upewniający znak, że jest nadzieja na wyrównaną walkę bez użycia dopingu - powiedział dyrektor USADA Travis Trygart.

Pozbawienie Armstronga trofeów w Wielkiej Pętli, zdobytych w niebywałej serii od 1999 roku do 2005, to najbardziej wstrząsający przypadek w sporcie co najmniej od czasu Bena Johnsona przyłapanego na dopingu po zwycięstwie w finale 100 m w igrzyskach w Seulu w 1988 roku.

Cały tekst czytaj TUTAJ

Tenis: Serena Williams wygrywa kiedy chce

Z tenisowych wydarzeń zapamiętamy na pewno niesamowity finał Australian Open, w którym Novak Djoković pokonał Rafaela Nadala po sześciu godzinach gry, pierwszy wielkoszlemowy tytuł Andy'ego Murraya, ale największe wrażenie zrobiła chyba Serena Williams, która wygrała w tym roku Wimbledon i US Open, a na igrzyskach zdobyła złoto w singlu i w deblu.

Tak pisaliśmy o jej sukcesach na Sport.pl:

Serena jest wielka, ale tylko wtedy, gdy ma na to ochotę. I pewnie dlatego nie wygrała 30 Szlemów. W tym sezonie, wciąż nie mogąc do końca uwierzyć, że zator płucny sprzed kilkunastu miesięcy nie pozbawiła jej życia, miała tak naprawdę dwa cele - Wimbledon i dublet na igrzyskach. Plan wykonała w stu procentach.

Dlatego amerykańscy dziennikarze, którzy po jej sensacyjnej porażce w I rundzie Rolanda Garrosa dwa miesiące temu wieszczyli jej koniec, mogli sobie pluć w brodę. Znów dali się oszukać. Po raz kolejny okazało się, że celebrytka, miłośniczka mody, przyjęć i karaoke, jaką stała się Serena już kilka sezonów temu, raz na jakiś czas wciąż potrafi przeistoczyć się w tenisowego giganta. Kobietę pracowitą, ambitną, doskonałą w tym, co robi. Tenisistkę wszech czasów.

Relację z finału Wimbledonu czytaj TUTAJ

Formuła 1: Vettel mistrzem po raz trzeci

Sebastian Vettel po raz trzeci z rzędu wygrał Formułę 1, a tytuł zapewnił sobie w ostatnim, dramatycznym wyścigu na torze Interlagos w Sao Paulo.

Tak pisaliśmy o wydarzeniu na Sport.pl:

Dramat rozegrał się już po kilkunastu sekundach wyścigu w Interlagos. Najpierw wybornie ruszyły ze startu oba Ferrari - Alonso i Felipe Massy. Brazylijczyk wskoczył nawet na drugie miejsce, zablokował stawkę i zaczekał na walczącego o mistrzostwo kolegę.

Nagle kamery pokazały Vettela, lidera klasyfikacji, który musiał w Brazylii obronić 13 punktów przewagi nad Alonso, który stał tyłem do kierunku jazdy! Okazało się, że sfrustrowany odejściem z F1 Bruno Senna z Williamsa uderzył bolid Red Bulla przed tylnym lewym kołem. Podłoga i bok maszyny został rozpruty. Niemiec spadł na ostatnie miejsce. - Widzimy zniszczenia, ale nie możemy ich naprawić - grobowo zadudniły przez radio Red Bulla słowa inżyniera Vettela, ten jednak jechał dalej i to wariackim tempem łykając kolejnych rywali. Niemniej wciąż wydawało się, że Alonso, w tamtej chwili czwartemu w wyścigu, brakuje tylko awansu o jedno miejsce, by w absolutnie niezwykły sposób wywalczyć tytuł.

Relację z ostatniego wyścigu czytaj TUTAJ

Manny Pacquiao znokautowany przez Juana Manuela Marqueza Manny Pacquiao znokautowany przez Juana Manuela Marqueza Fot. Julie Jacobson AP

Boks: Pacquiao padł pod ciosami Marqueza

Do 2012 roku Filipińczyk Manny Pacquiao był uznawany za jednego z najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe. Jednak dwie ostatnie walki skończyły się dla niego fatalnie. W czerwcu, w kontrowersyjnych okolicznościach, przegrał na punkty z Timem Bradleyem, a w grudniu został znokautowany przez swojego odwiecznego rywala - Juana Manuela Marqueza.

Tak pisaliśmy o walce na Sport.pl:

Juan Manuel Marquez dokonał egzorcyzmu - w czwartej próbie wreszcie pokonał Manny'ego Pacquiao i to tak, że wielki mały Filipińczyk nie mógł wstać przez kilka minut. Po trzech dwunastorundowcach, słynnych z tego, że niczego nie rozstrzygnęły, nagle jakby w drzewo strzelił piorun.

To Marquez zadał perfekcyjny cios. Jeśli trzymać się konwencji magicznych znaków na niebie i ziemi, na to, że coś stanie się z Pacquiao niedobrego, wskazywały ostatnie, dość niezwykłe minuty przed walką w kasynie MGM Grand. Do szatni Filipińczyka, byłego mistrza świata w ośmiu kategoriach wagowych, wszedł nowy członek zarządu sieci hoteli Marriott Mitt Romney, ten Romney, i powiedział po prostu: - Cześć, Manny. Jestem Mitt Romney. Startowałem na prezydenta USA. Przegrałem.

Całą relację czytaj TUTAJ

Gianni Infantino i Michel Platini podczas kongresu UEFA w Lozannie Gianni Infantino i Michel Platini podczas kongresu UEFA w Lozannie Fot. Laurent Gillieron AP

Piłka nożna: Euro 2020 w całej Europie

6 grudnia UEFA podjęła decyzję, że Euro 2020 odbędzie się na terenie całej Europy. Możliwe, że mecze będą rozgrywane również w Polsce.

Tak pisaliśmy o tym na Sport.pl:

Platini po raz pierwszy zaszokował środowisko piłkarskie pomysłem dzień przed finałem Euro 2012 w Kijowie. Plan zakłada, żeby w 2020 roku rozegrać finały mistrzostw Europy nie w jednym czy dwóch krajach, ale w 13. Szef UEFA mówił wówczas, że takie rozwiązanie uświetniłoby 60. rocznicę mistrzostw Europy i podniosło prestiż turnieju. Dziś wiadomo, że głównym powodem tych planów - zaakceptowanych przez wszystkich członków komitetu wykonawczego UEFA - jest kryzys ekonomiczny.

Od Euro 2016 we Francji w turnieju będą występować aż 24 drużyny, organizator będzie musiał przygotować dla nich aż 12 stadionów. Nie są gotowe wybudować ich aż tylu ani Azerbejdżan z Gruzją ani Szkocja z Walią, które wstępnie zgłaszały swoje kandydatury, ani faworyzowana przez UEFA Turcja.

Cały tekst czytaj TUTAJ

Piłka nożna: Zgoda na technologię goal-line

W grudniu zapadła też inna przełomowa decyzja. Po wielu miesiącach dyskusji FIFA wreszcie zgodziła się na wprowadzenie technologii goal-line, dzięki której sędziowie będą mogli precyzyjnie oceniać czy piłka przekroczyła linię bramkową. Po raz pierwszy użyto jej podczas tegorocznych Klubowych MŚ.

Tak pisaliśmy o tym na Sport.pl:

Na turnieju rozgrywanym w Japonii sędziowie po raz pierwszy w historii korzystają z systemów "GoalRef" i "HawkEye". Oba zatwierdziła Międzynarodowa Rada Piłkarska (IFAB), która odpowiada za tworzenie i nowelizację przepisów gry w piłkę nożną. W styczniu FIFA otrzyma analizę zastosowania systemów i zadecyduje, który z nich wykorzysta na przyszłorocznym Pucharze Konfederacji, a później pewnie również na mundialu w 2014 roku.

Wszystko po to, by podczas brazylijskich mistrzostw uniknąć sytuacji, jaka miała miejsce na mundialu w RPA, gdy sędzia Jorge Larrionda nie zauważył, że w meczu Niemcy - Anglia po strzale Franka Lamparda piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową, i nie uznał słusznie zdobytego gola. - Dla mnie, jako prezydenta FIFA, sytuacja w RPA z 2010 roku była impulsem - mówi Sepp Blatter. - Muszę powiedzieć: "Dziękuję, Lampard". Byłem na mundialu w RPA, to, co zobaczyłem, było dla mnie szokiem. Musiałem zareagować. To był bodziec do działania - tłumaczy Szwajcar.

Całą dyskusję o technologii goal-line czytaj TUTAJ

Piłka nożna: Messi bije rekord za rekordem

Po meczu z Atletico Madryt Leo Messi ma już na koncie 90 goli w tym roku. Kilka goli wcześniej pobił rekord wszech czasów Gerda Muellera (85 bramek w ciągu roku).

Tak o wyczynach Messiego pisaliśmy na Sport.pl:

Podnosi wydajność i podnosi, a kiedy już nam - osłupiałym - się widzi, że dotknął granicy swych możliwości, przesuwa je poza horyzont. Miał być niepowtarzalnym sezon 2011/2012 (53 bramki w klubie), to Argentyńczyk przyłożył sceptykom rekordowymi w skali całej historii futbolu 73 bramki w sezonie minionym. Miał być niepowtarzalny miniony, to w bieżącym Argentyńczyk jeszcze dołożył skuteczności. I ta stale rośnie: 2007/2008 - 0,40 gola na mecz; 2008/2009 - 0,75; 2009/2010 - 0,89; 2010/2011 - 0,96; 2011/2012 - 1,22; 2012/2013 - 1,25. I nie widać żadnych powodów, by podejrzewać, że trend się odwróci, przeciwnie, Messi systematycznie wzbogaca arsenał środków wyrazu.

Cały tekst czytaj TUTAJ

Więcej o: