Polakom opadały ręce. Zaskakująca decyzja sędziów. "To trochę chore"

Agnieszka Niedziałek
- Nie są po prostu wystarczająco dobrzy. Niestety niektórzy z nich będą w Paryżu, więc musimy być ostrożni - ostrzega trener Nikola Grbić, odnosząc się do pracy sędziów w drugim turnieju Ligi Narodów. Wrócił też na tapet - za sprawą apelu jednego z czołowych siatkarzy świata - inny często omawiany temat. - To trochę chore - przyznaje Tomasz Fornal.

Polscy siatkarze oraz Nikola Grbić w Fukuoce niekiedy się złościli, wymownie uśmiechali lub bezradnie rozkładali ręce. Tak reagowali na zaskakujące decyzje lub błędy sędziów pracujących przy ich meczach w Lidze Narodów.

Zobacz wideo Jastrzębski Węgiel przegrywa finał Ligi Mistrzów. Jakub Popiwczak: Ogromny ból

"Po prostu się wtrącają". Japońska lekcja przed igrzyskami

- Dziś sędzia narzucił mocne zasady, jakieś przez siebie wymyślone. Myślę, że gwizdanie błędu ustawienia też powinno mieć jakieś granice. Bo umówmy się, w siatkówce zawsze popełniamy błędy w ustawieniach, każda drużyna to robi i gdyby nam to zabrano [margines błędu - red.], to nie dałoby się grać w siatkówkę w obecnych czasach. Rozumiem, jeśli błąd jest ewidentny, ale mam wrażenie, że dziś sędzia troszkę za bardzo chciał pokazać, że biegamy po boisku - oceniał stanowczo Jakub Kochanowski po meczu z Bułgarami (3:1), od którego Polacy zaczęli występ w Fukuoce.

Wtedy arbitrzy zaskakująco często wskazywali obu drużynom ten błąd, wywołując spore zdziwienie, a czasem nawet niedowierzanie. W rywalizacji z Turcją i Japonią sędziom również zdarzały się zaskakujące decyzje, ale kolejna kumulacja nastąpiła w ostatnim spotkaniu Biało-Czerwonych z Brazylijczykami (1:3). W czwartym secie "Canarinhos" grali w złym ustawieniu. Sędziowie zorientowali się dopiero po jakimś czasie i... nie wyciągnęli żadnych konsekwencji względem zespołu z Ameryki Południowej.

- Zwykle drużyna przeciwna dostaje wtedy punkt, my nie dostaliśmy żadnego. Oni po prostu wrócili do ustawienia, w którym powinni być i grali dalej. Dziwne było to sędziowanie. Nie wiem, czy to idzie w dobrą stronę. Powinno zmierzać w stronę dbania o widowisko, a sędziowie po prostu się wtrącają. Przeciwnik nie ma w ogóle pretensji o zagranie po naszej stronie, a arbiter wtedy wkracza i widowisko na tym traci - podkreśla środkowy Karol Kłos.

Przyjmujący Tomasz Fornal nie kryje, że sędziowskie błędy i dziwne zachowania, do których doszło podczas tego turnieju, są denerwujące. - Jakieś nieuzasadnione przerwy. Błąd ustawienia, po którym nie ma straty punktu. Albo błędy ustawienia, które normalnie w ogóle nie są gwizdane. Staramy się wytrzymać psychicznie i być odporni na takie sytuacje - zaznacza.

Na znaczenie opanowania w takich momentach zwraca też uwagę Grbić. Przyznaje, że w Fukuoce kilku arbitrów się nie popisało i nie ma wątpliwości, jaka była tego przyczyna.

- Wiem, że nie robili tego celowo, że nie chcieli nam zaszkodzić. Po prostu nie są wystarczająco dobrzy. A w takiej sytuacji, kiedy traci się kontrolę nad meczem, wszyscy zaczynają robić się nerwowi. W meczach z Bułgarią, Turcją i Japonią na początku już podejmowano decyzje... może nie tak, że takie coś nigdy wcześniej się nie wydarzyło, ale zdarza się niezwykle rzadko. W meczu z Brazylią zaś nie znali przepisów. Tak było m.in. przy punktacji po challenge'u - wylicza Serb.

I od razu dodaje, że te sytuacje z Japonii muszą posłużyć jego drużynie jako lekcja przed kluczowym tegorocznym startem, czyli igrzyskami.

- Niestety, niektórzy z tych sędziów będą w Paryżu, więc musimy być ostrożni, by nie dać ponieść się emocjom i nie stracić skupienia na tym, co powinniśmy robić na parkiecie. Bo coś takiego może się stać, jeśli nie zachowamy czujności - argumentuje mistrz olimpijski z Sydney.

Nimir mówi o wielkim błędzie, Fornal go popiera

W ostatnich dniach w środowisku siatkarskim dyskutowano nie tylko o pracy arbitrów, lecz także o szalonym kalendarzu i układzie meczów. Temat ten powraca regularnie. Tym razem głos zabrał jeden z najlepszych siatkarzy świata - Nimir Abdel-Aziz. W LN w jednym turnieju gra się cztery spotkania, nieraz trzy z rzędu. Holenderski atakujący, który udzielił ostatnio tradycyjnego pomeczowego wywiadu przedstawicielowi Volleyball World, nawiązał do grania przy tym układzie dwóch spotkań w ciągu doby. Bo do takich sytuacji nierzadko dochodzi.

- Wczoraj graliśmy o 16:30, dziś o 11. (...) Nie sądzę, by to było dobre dla naszego zdrowia, dla kogokolwiek. (...) Według mnie to duży, duży błąd. Podróżujemy po całym świecie i powinniśmy mieć czas na przygotowanie i normalny odpoczynek. Bo inaczej nasze kolana, plecy i inne części ciała będą miały problem. Uważam, że oni [działacze Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej - red.] powinni uważniej słuchać, bo dwa mecze w ciągu 24 godzin to naprawdę kiepski pomysł - przekonywał 32-letni atakujący, który jest czołową postacią zarówno w klubie, jak i w kadrze.

Polacy też ostatnio przerabiali taką sytuację. W czwartek grali z Turkami, w piątkowy wieczór z Japończykami, by dzień później po południu rywalizować z Brazylijczykami. Choć akurat mistrzowie Europy mają komfort, którego niektóre zespoły nie mają.

- Nimir mówił ostatnio, że system jest tu to specyficzny i ciężki. Jak najbardziej zgadzam się z nim i wielu zawodników ma takie podejście. Trzy mecze z rzędu, gdzie raz możesz grać o 19, a następnego dnia o 11 - to trochę chore. My, jako reprezentacja Polski, mamy ten plus, że możemy sobie wymieniać skład, ale są drużyny, które takiej szerokiej ławki nie mają i jest im w tej sytuacji dużo trudniej - analizuje Fornal.

Z większym dystansem podchodzi do tego Grbić. Zagadnięty o tę kwestię, zaczyna od tego, że nie jest to nic nowego i trzeba być po prostu gotowym na taki scenariusz. I od razu zaznacza, że nie można powiedzieć, iż Polacy przegrali z Brazylijczykami z powodu zmęczenia.

- Po pierwsze, dokonuję zmian i nikt nie grał trzech meczów z rzędu. Po drugie, dwa nasze wcześniejsze spotkania w tym turnieju trwały po nieco ponad godzinę. Nie były to dwuipół- czy trzygodzinne boje, po których wszyscy są wyczerpani, a tu znów trzeba grać. Poza tym przed meczem z Brazylią zrezygnowaliśmy z porannego treningu, więc był czas, by dojść trochę do siebie. Nie chcę, by kalendarz był wymówką dla przegranej. A taki plan gier pojawił się nie po raz pierwszy i na pewno nie po raz ostatni - zaznacza szkoleniowiec.

Trzy mecze z rzędu Biało-Czerwoni zagrają też w trzecim, ostatnim turnieju fazy interkontynentalnej LN. Występ w Lublanie zaczną 19 czerwca pojedynkiem z Włochami (godz. 20.30), a po dniu odpoczynku zmierzą się kolejno z Argentyńczykami (13), Serbami (16.30) i Kubańczykami (13).

Czy zgadzasz się z opinią polskich siatkarzy dotyczącą słabego sędziowania w turnieju Ligi Narodów w Fukuoce?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.