Grbić podjął decyzje ws. igrzysk. "To nie ma sensu"

Agnieszka Niedziałek
Prawie połowa z siatkarzy powołanych w tym roku do szerokiego składu reprezentacji Polski żegna się już z marzeniami o igrzyskach w Paryżu. - Nie chcę trzymać tylu zawodników na treningach. To nie ma sensu - mówi trener Nikola Grbić. Podaje dokładnie, ilu graczy wciąż ma realną szansę na udział w turnieju olimpijskim. Opowiada też m.in. o sytuacji trzech gwiazd, które nie zagrały jeszcze ani razu.

Polscy siatkarze mają za sobą występ w dwóch turniejach fazy interkontynentalnej Ligi Narodów i jak zapewnia trener Nikola Grbić, każdy mecz dał mu informację zwrotną. Do składu na igrzyska w Paryżu będzie musiał wybrać 12 zawodników i dodatkowego, który będzie z drużyną jako opcja transferu medycznego. Szkoleniowiec mistrzów Europy i wicemistrzów świata ma jeszcze czas na podjęcie tej bardzo trudnej decyzji, ale jak sam teraz przyznaje, obecnie nie ma już zbyt wielu wątpliwości.

Zobacz wideo Jastrzębski Węgiel przegrywa finał Ligi Mistrzów. Jakub Popiwczak: Ogromny ból

Zaczęło 30 zawodników, zostanie mniej niż połowa. "Wielu z nich będzie już wolnych"

Grbić na ten sezon powołał zgodnie z przepisami 30 siatkarzy. Od początku wiadomo było, że część z nich będzie w kadrze głównie po to, aby pomóc w treningach i pierwszych meczach LN, gdy liderzy potrzebowali jeszcze czasu na dojście do siebie po występach w klubie. A kilku młodych graczy dodatkowo ma się oswajać z drużyną narodową, której ważnym elementem mogą być w przyszłości. Przez ostatnie dni w Fukuoce trener Polaków korzystał już głównie z graczy stanowiących trzon kadry w ostatnich dwóch latach. Przed trzecim turniejem LN w Lublanie dokona on pierwszej w trakcie tego sezonu selekcji.

- Nie będziemy trenowali w Spale w całości. Od wtorku będzie 17 siatkarzy, którzy zostaną pod kątem dokończenia LN i igrzysk. Zabiorę ich do Słowenii, by tam razem trenować. Prawdopodobnie dokonam pewnych zmian w składzie na trzeci turniej. Po pierwsze, nie chcę trzymać zawodników tylko pod kątem treningu. To nie ma sensu. A ci, którzy mają grać - przy tak dużej grupie - nie mieliby też rytmu i odpowiedniej liczby powtórzeń. Podziękuję więc graczom ze Spały za to, co dotychczas zrobili. Wielu z nich będzie już wolnych - przyznaje Grbić.

W składzie meczowym LN może on korzystać z 14 zawodników. Pod kątem igrzysk będzie musiał zrezygnować jeszcze z kolejnych dwóch siatkarzy, gdzie jeden z nich zostanie jako tzw. rezerwowy. Jeśli jednak nie zagra w żadnym meczu, a drużyna wywalczy medal olimpijski, to on go nie dostanie.

Serb zapewnia, że każdy pojedynczy mecz w tym sezonie dostarczył mu pewnej informacji zwrotnej pod kątem selekcji olimpijskiej.

- Albo było to potwierdzenie, albo dowiadywałem się czegoś. Głównie chodziło o potwierdzenie rzeczy, które już wiedziałem. Nie ma tu wiele niespodzianek, szczerze mówiąc. To nie tak, że "Wow, odkryłem coś, czego nie wiedziałem wcześniej". Każdy mecz pokazywał, że zmierzamy do decyzji, którą podejmę, gdy nadejdzie odpowiedni moment. Ale nie mam wielu wątpliwości - przyznaje.

Grbić wprost o jednym z meczów: nie chcę być w tej sytuacji. Trener tłumaczy brak wcześniejszych zmian

Polacy wracają właśnie z Fukuoki, gdzie - tak jak wcześniej w Antalyi - zaczęli od trzech zwycięstw, by na koniec zaprezentować się słabiej i przegrać. W Turcji ulegli 0:3 Słowenii, teraz 1:3 Brazylii. Na koniec kolejnego turnieju LN Biało-Czerwoni na koniec zmierzą się z Kubą i Grbiciowi wyjątkowo zależy, by wtedy nie doszło do powtórki.

- W obu tych przypadkach nie graliśmy na naszym poziomie. Musimy być bardzo skoncentrowani, bo w Lublanie też będziemy grali z mocnym przeciwnikiem i chcę, byśmy w ostatnim meczu wypadli lepiej. Nie musimy wygrać, ale zagrać lepiej niż wczoraj. Bo to może być mecz decydujący o tym, kto zagra w Paryżu [ostatnia grupa uczestników igrzysk zostanie wyłoniona na podstawie rankingu olimpijskiego - red.]. Nie chcę być w tej sytuacji, że nasza słaba gra może o tym zdecydować. Chciałbym tego uniknąć - zaznacza wprost mistrz olimpijski z Sydney i brązowy medalista igrzysk w Atlancie.

Wracając do samego sobotniego pojedynku z Brazylijczykami, szkoleniowiec Polaków zastrzega, że rywale nie zaskoczyli ich niczym szczególnym. Nie analizował przy tej okazji z rozgrywającymi dystrybucji ataku pod kątem zmiany lub zaskoczenia rywali, co na pewno nastąpi w przypadku meczów o dużą stawkę.

- Teraz postąpiłem tak celowo. Chciałem też sprawdzić, jak inni grają przeciwko nam, ale nie sądzę, by to była przyczyna naszej porażki. Głównym powodem było to, że atakowali z ponad 80-procentową skutecznością z piłek odsuniętych od siatki. Kiedy udało nam się ich odrzucić i skakaliśmy do bloku, to oni wciąż mieli ponad 80 procent zdobytych punktów, co jest nadzwyczajne. Gdybyśmy zdołali zrobić dwa-trzy "break pointy" więcej w secie, to myślę, że sytuacja byłaby inna. To, moim zdaniem, decydowało o ich zwycięstwie. Ale, szczerze mówiąc, miałem świetny feedback co do tego, jak są przygotowani, co robią taktycznie i co my powinniśmy robić, by mieć następnym razem "break pointy". Będziemy gotowi na kolejny mecz - deklaruje.

Przy pytaniu, czy nie żałuje, że nie zdecydował się wcześniej na zmiany w tym spotkaniu, Grbić najpierw zastanawia się chwilkę, ale potem stwierdza, że ma w drużynie zawodników, którzy są w stanie wrócić po słabym początku meczu.

- Po drugie, nie chcę tworzyć u nich takiego poczucia, że jeśli zepsują dwie piłki albo mają słaby początek meczu, to trafią na ławkę i już nie wrócą. Nie chcę nakładać na nich takiej presji. Wiele razy było tak, że po słabszym początku wracali i grali normalnie. Muszę i chcę im dać czas, by to mogli zrobić. Ale jeśli widzę, że problem się utrzymuje, to oczywiście dokonam zmiany. Teraz jest także moment na to. Może w przyszłości, w ważnym meczu, nie będę miał czasu, by czekać na taki powrót, ale teraz była dobra okazja - argumentuje.

Trener Polaków chce ukazywania ich słabości. I komentuje formę trzech gwiazd

Trener też od razu zgadza się ze stwierdzeniem, że to właśnie pojedynek ze świetnie grającymi Brazylijczykami dał mu najwięcej pod kątem odpowiedzi na pytanie o to, w jakim miejscu obecnie jest jego zespół. Ciekawie miało być też w spotkaniu z Japończykami, ale szkoleniowiec rewelacji poprzedniej edycji LN wystawił drugi skład i Polacy wygrali gładko 3:0. Pewnie uporali się również wcześniej w Fukuoce z Bułgarami i Turkami.

- Jak wygrywasz 3:0 i do 15, 18 czy coś w tym stylu, to nie masz dobrego feedbacku. Bo wydaje się wtedy, że jesteśmy już w świetnej formie, w której - jeszcze - nie jesteśmy. Dlatego też chcę zawsze grać towarzyskie mecze z mocnymi rywalami. Bo to daje realny obraz. Oni nakładają presję i ujawniają nasze słabości i rzeczy, których nie robimy dobrze. Ze słabymi przeciwnikami możesz grać na 50 procent możliwości i dalej wygrasz. Dlatego mecze ze Słowenią i Brazylią były dla mnie znacznie cenniejsze - podkreśla Serb.

W obu pierwszych turniejach LN zabrakło trzech podstawowych graczy kadry. Mateusz Bieniek, Wilfredo Leon i Paweł Zatorski tuż po zakończeniu sezonu klubowego poddali się zabiegom pod kątem różnych dolegliwości. Jak wygląda obecnie ich sytuacja?

- Nie są jeszcze gotowi w 100 procentach, ale jeśli weźmiesz dowolnego gracza z dowolnej drużyny - mając na myśli topowych zawodników - to nikt nie jest teraz gotowy w 100 procentach. Dosłownie każdy ma jakieś problemy - kolano, plecy, bark itd. Bo grają dużo w klubie i potem pojawiają się zmęczeni lub wyeksploatowani na kadrze. To chroniczny proces, którego nie sposób uniknąć. Dla mnie ważne, że wspomniana trójka trenuje normalnie i że krok po kroku wracają do najlepszego poziomu, jaki mogą osiągnąć. Jeśli będą w stanie trenować i grać normalnie, to będę zadowolony - zaznacza Grbić.

Jaki wynik osiągną polscy siatkarze w igrzyskach w Paryżu?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.