Depresja zmiotła piłkarskiego artystę. Smutny koniec

Antoni Partum
Coraz trudniej dostrzec uśmiech na jego twarzy. Zresztą nie tak łatwo go w ogóle rozpoznać, bo nie dość, że przybrał na wadze, to jeszcze nieco posiwiał. Co się stało z Josipem Iliciciem, futbolowym artystą, którego przestaliśmy podziwiać?

Josip Ilicić nigdy nie należał do grona super gwiazd. Reprezentował raczej wąską grupę piłkarzy, która nie tyle przedłużyła młodość, co po prostu zaczęła kwitnąć dopiero po trzydziestce. Taki piłkarski odpowiednik Benjamina Buttona, który swój najlepszy mecz w karierze rozegrał w wieku 32 lat.

Zobacz wideo Mueller błyskawicznie reaguje na losowanie LM i wysyła wiadomość do Lewandowskiego. "Panie Lewangoalski"

To był marzec 2020 roku, gdy na Estadio Mestalla wbił cztery gole Valencii, a Atalanta Bergamo rozbiła Hiszpanów 8:4 - w dwumeczu - 1/8 finału Ligi Mistrzów. Ale później wszystko się posypało. I w światowej piłce, i w głowie Słoweńca. Zaczęła się pandemia. Pandemia, która w szczególności uderzyła w Bergamo.

To 120-tysięczne miasto nieopodal Mediolanu, które zostało nazwane "europejskim Wuhan". Nie było mieszkańca Bergamo, który nie musiał kogoś pożegnać. Symbolem miasta stały się syreny karetek i widok przejeżdżających karawanów. Ilicić na własne oczy widział, jak umierali jego sąsiedzi. Trumien było tak dużo, że ich w ich transporcie musiało pomagać wojsko. To pewnie wtedy przypomniał mu się bośniacki Prijedor. W 1992 roku, gdy miał cztery lata, serbska milicja mordowała setki Chorwatów i Bośniaków. W marcu 2020 roku tamta trauma wróciła. Na domiar złego: plotkarskie portale pisały o tym, że nakrył żonę na zdradzie. Tego było już za wiele. Ilicić musiał zejść z boiska. Miał nawet przerwę od treningów. I gdy tamtą edycję LM wznowiono w sierpniu, to Atalanta musiała sobie radzić bez Ilicicia. No i nie poradziła sobie, choć walczyła dzielnie. PSG wygrało ćwierćfinał dzięki golom w doliczonym czasie gry.

"Zaciskam brzuch tak mocno, że łzawią mi oczy". Wymiotuje codziennie przez kilka lat. Żona nic nie wie

Ale wróćmy do Ilicicia. Jego depresja nie była przyjęta z wielkim zaskoczeniem. Wystarczyło śledzić karierę reprezentanta Słowenii. 

Ilicić, czyli "babcia"

Gdy Ilicić miał 22 lata i był piłkarzem Mariboru, to obserwowała go Legia Warszawa. - Od razu było widać, że to kawał piłkarza i wielki talent. Zaoferowaliśmy za niego 400 tysięcy euro, ale Maribor żądał 600, nie mogliśmy spełnić ich oczekiwań. Później mówiono, że w moim raporcie o Słoweńcu informowałem, że choć jest świetny w ofensywie, to mało pracuje w defensywie, co miało zniechęcić Jana Urbana, ówczesnego trenera Legii. To nie była jednak prawda. Przecież dzisiaj dalej tak gra, a występuje w Lidze Misztów. Transfer upadł tylko ze względu na pieniądze. Później okazało się, że nie tylko Legia go chciała. Nagle zaczęło się nim interesować więcej bogatszych klubów, przez co cena Ilicicia ostatecznie znacząco wzrosła - wspominał Marek Jóźwiak, ówczesny dyrektor sportowy Legii.

Ostatecznie wszystkich przelicytowało Palermo, które wyłożyło na stół ponad dwa miliony euro. I to tam wyrobił sobie renomę. Po trzech latach spędzonych na Sycylii podpisał kontrakt z Fiorentiną. Europejscy giganci obawiali się zainwestowania w Ilicicia, bo ten często łapał kontuzje. Podobno nie wynikało to tylko z pecha, ale i jego charakteru. Nie przykładał się do treningów, a i uchodził za hipochondryka. W Atalancie, która latem 2017 roku kupiła go za niespełna sześć milionów euro, otrzymał nawet pseudonim "La Nonne", czyli babcia. - Już go nie pytam: "jak się czujesz?", bo z góry wiem, co odpowie. Zawsze mówi, że coś mu dolega - opowiadał Gian Piero Gasperini, trener Atalanty.

I to właśnie w Bergamo, pod okiem Gasperiniego, którego już wcześniej spotkał w Palermo, zaliczył najlepszy okres w karierze. Choć momenty kryzysowe miał już przed pandemią.

- Nie mogłem spać, bo wciąż myślałem o swoim przyjacielu Davide Astorim [tragicznie zmarłym kapitanie Fiorentiny] i o tym, że może mi się przytrafić to samo. Że umrę we śnie, że już nigdy się nie obudzę. Byłem przerażony. Zastanawiałem się: co jeśli to samo mnie spotka? Co się stanie, gdy nie mógłbym już nigdy więcej zobaczyć swoich córek? To był moment, w którym bałem się pójść spać, dopiero ostatnio to minęło - mówił w listopadzie 2018 roku w rozmowie z "Corriere dello Sport".

Nicola ZalewskiMedia zdradzają plany Romy wobec Zalewskiego. Polak będzie zadowolony?

Ale Ilicić i tak zdołał napisać piękny rozdział w historii Atalanty. Klub z Bergamo, który dysponuje znacznie mniejszym budżetem od ligowych potentatów, trzy razy z rzędu grał w Lidze Mistrzów. Josip zdobył 60 bramek i miał 44 asyst w 173 spotkaniach. Stał się specjalistą od pięknych goli.

 

Ale fani go pokochali nie tylko za bramki. Dla niego przychodziło się na stadion, by zaspokoić potrzeby wizualne.

Choć ofensywny pomocnik mierzy 190 cm, to jest świetnie skoordynowany ruchowo, ma bajeczną techniką i genialny strzał z lewej nogi. - Jego atuty polegają na tym, że może robić wszystko i w dodatku dobrze. Ma kapitalną koordynację ruchową. Nigdy w życiu nie widziałem zawodnika, który wygląda jak manekin, ale jednocześnie posiada jakąś niesłychaną zdolność przemieszczania się. To bardzo uniwersalny piłkarz - chwalił go Gasperini. Ale przede wszystkim w grze Słoweńca widać luz i swobodę, o jakiej wielu może tylko pomarzyć. Z tym musisz się urodzić, bo nie da się tego wytrenować.

Niestety, od czasu pandemii i feralnego marca 2020 roku Ilicić już nie wrócił do wysokiej formy. Oczywiście, miał swoje przebłyski, jak gole w LM przeciwko Liverpoolowi i Manchesterowi United. Częściej jednak grał słabiutko, był cieniem samego siebie. "To była iskierka, która nie rozpaliła ogniska" - pisała "La Repubblica" o jego powrocie do składu. Powrocie, w którym jego rola była stale marginalizowany. W minionym sezonie Serie A zdobył tylko trzy gole i zaliczył cztery asysty. Ale trzeba dodać, że wykręcił takie liczby w zaledwie 836 minut. Bo właśnie tyle czasu spędził na murawie.

Bologna oficjalnie zwolniła trenera. Paulo Sousa zaciera ręceBologna oficjalnie zwolniła trenera. Paulo Sousa zaciera ręce

Kilka dni temu jego kontrakt został rozwiązany za porozumieniem obu stron.

"Oczarował Bergamo swoimi zagraniami, kreatywnością i po prostu czystą klasą. Dzięki jego magii mogliśmy zacząć marzyć. Poruszył nas też swoją wrażliwością i człowieczeństwem poza boiskiem. Jego cztery bramki w Valencii na zawsze pozostaną portretem mistrza Ilicicia, zaś szlachetny gest przekazania piłki z tamtego magicznego wieczoru szpitalowi Papa Giovanni XXIII w Bergamo to portret Josipa-człowieka. Można wymieniać jego bramki i asysty, ale te pięć sezonów wykraczają daleko poza liczby. Teraz się rozstajemy, ale wspomnienia i emocje pozostaną na zawsze. Panie Profesorze, dziękujemy za wszystko" - tak Atalanta pożegnała swoją legendę. Największą legendę obok Papu Gomeza (dziś gra w Sevilli).

"Nie jest łatwo znaleźć odpowiednie słowa na pożegnanie. To mieszanka emocji i wspomnień, których tu doświadczyłam. Pięć lat radości, szczęścia i magii, ale też bólu i chwil, które nie zawsze były łatwe. Dziękuję, że mnie wspieraliście. I że zawsze byliście obok. Dziękuję za czułość, którą mi okazaliście. Napisaliśmy piękną historię, która zostanie już w nas na zawsze. Atalanto, zawsze będziesz w moim sercu" - odpowiedział na Instagramie Ilicić.

Ilicić twierdzi, że nadal mu się chce. Że wciąż jest głodny kolejnych goli. Gdzie je będzie strzelał? Podobno ma zostać we Włoszech. Interesują nim się: Hellas, Palermo, Bolonia i Lecce. Kibicom pozostaje trzymać kciuki, że jeszcze kilka razy nas oczaruje. Tej historii po prostu należy się happy end. Za te wszystkie wylane łzy.

Więcej o: