Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Real wyglądał jak zespół emerytów i rencistów, a już za trzy dni El Clasico!

Sensacja w Madrycie: koronawirus zabrał Szachtarowi Donieck pół kadry na mecz z Realem, zmusił do sięgnięcia po młodzieżowców, ale nie odebrał odwagi i pomysłu. Szachtar do przerwy prowadził 3:0, w drugiej połowie obronił zwycięstwo 3:2. Real wyglądał jak zespół emerytów i rencistów, a już za trzy dni El Clasico na Camp Nou.

Real Madryt tym meczem w Lidze Mistrzów miał uspokoić kibiców, rozwiać wątpliwości, ostudzić rewolucyjne nastroje, dodać pewności samym piłkarzom, rezerwowym pozwolić złapać rytm, a podstawowym odpocząć przed spotkaniem z FC Barceloną. Słowem - udowodnić, że Zinedine Zidane miał rację bagatelizując wstydliwą porażkę z Cadiz, beniaminkiem ligi hiszpańskiej, gdy tłumaczył dziennikarzom, że wynikała po prostu ze słabszego dnia. Ponoć był ich krytyką dotknięty, jakby to wygrane w zeszłym sezonie mistrzostwo Hiszpanii miało być immunitetem jego i drużyny. Chciałby nietykalności. A przynajmniej spokoju w pracy, odrobiny większego zaufania i odrzucenia tych wszystkich wątpliwości, które wracają co słabszy występ: że przywiązał się do nazwisk, że jego kadra jest już za stara, że jest zakładnikiem swoich rotacji, że coraz częściej jego Realowi brakuje motywacji.  

Zobacz wideo Marek Papszun tłumaczy tajemnice sukcesu Rakowa. "Polska jest zacofana w szkoleniu

Tyle że jego zespół w pierwszej połowie przeciwko rezerwowemu Szachtarowi rozegrał mecz z wszech miar podobny do tego sobotniego i wszystkie te zarzuty potwierdził. To była ta sama apatyczność, jednostajność i nuda w grze. Te same spostrzeżenia: że Raphael Varane bez Sergio Ramosa u boku to obrońca o połowę słabszy, że Marcelo jest już po drugiej stronie rzeki, że Eder Militao to tykająca bomba, że Luka Modrić ma olbrzymie wahania formy i ostatnio jest w dołku, że Lukę Jovicia trzeba już wpisać na listę transferowych niewypałów, że Casemiro stracił pazury, że bez Karima Benzemy ani rusz. To o piłkarzach. O trenerze hiszpańscy dziennikarze napisali już po meczu z Cadizem, że ustalił taką taktykę, jakby nie widział żadnego meczu beniaminka i poniekąd sam przyznał się do tego błędu, gdy zdecydował się na aż cztery zmiany już w przerwie. Na Szachtar jego plan wcale nie był lepszy. O ile w ogóle jakikolwiek był.  

Jedna różnica względem meczu z Cadizem 

W sobotę jednak, przeciwko beniaminkowi, gra Realu Madryt nawet nie drgnęła, nie było widać żadnej poprawy, zmiennicy nie wnieśli niczego dobrego. I to jedyna różnica między tymi spotkaniami. Na drugą połowę meczu z mistrzem Ukrainy wyszła już inna drużyna: grająca z większym polotem, szybciej i skuteczniej. Zaraz po przerwie w okienko trafił Modrić, tuż po wejściu na boisko bramkę kontaktową zdobył Vinicius Junior, Real właściwie nie opuszczał połowy rywala, prym atakom nadawał wprowadzony na boisko Karim Benzema. To jedyny dobry sygnał dla Zidane’a - wciąż ma wpływ na ten zespół, potrafi go poderwać w trudnym momencie.  

Dla rozwoju jego drużyny może nawet lepiej, że gol wyrównujący Fede Valverde, strzelony już w doliczonym czasie gry, nie został uznany. Heroizm potrzebny, żeby odrobić trzy gole, potrafi bowiem zamaskować wiele problemów. Taka remontada skraca pamięć. Uwypukla to, co po przerwie. A o problemach z pierwszej połowy zapomnieć jednak nie można, by z Klasyk z Barceloną nie skończył się klęską. Nawet po przerwie Szachtarowi wystarczało jedno prostopadłe podanie, by zgubić wszystkich obrońców Realu. Nadal jego piłkarze byli szybsi, bardziej dynamiczni, wbrew zapewnieniom ich trenera, że wystarczy im sił na pół godziny. A trzeba pamiętać, że w kadrze miał siedmiu młodzieżowców dowołanych w miejsce trzynastu zawodników z pozytywnym wynikiem koronawirusowych testów i trener ukraińskiej drużyny, Luis Castro twierdził, że nawet lepiej byłoby to spotkanie odwołać. 

Przed Zidanem trzy trudne dni, dwie konferencje prasowe i coraz mniej wymówek 

Real Madryt przegrał absolutnie zasłużenie. Rozmiar tej porażki mógłby być jeszcze wyższy, gdyby nie kilka doskonałych interwencji Courtoisa. Wbrew oczekiwaniom, wszystkie wątpliwości co do gry "Królewskich" znalazły potwierdzenie, doszło kilka kolejnych. Jedyny pozytyw z tego meczu to reakcja piłkarzy w drugiej połowie. Ale i ona niespecjalnie dodaje optymizmu przed sobotnią wizytą na Camp Nou, bo Real, przeciwko osłabionemu Szachtarowi, po słabym występie z Cadizem, miał obowiązek zagrać tak, by żadna gwałtowna reakcja nie była potrzebna. Przed Zinedinem Zidanem trudne trzy dni, dwie konferencje prasowe pełne niewygodnych pytań i coraz mniej możliwych wymówek. 

Przeczytaj też: