Wymowna reakcja trenera Szwargi po golu dla Rakowa. Tego Papszun mu zazdrości

Kacper Sosnowski
Chociaż w Rakowie pracę pierwszego trenera wykonywał już od maja, to starcie z Florą Tallin było jego debiutem. Debiutem wygranym, choć meczem w pierwszej połowie zbyt spokojnym. Dawid Szwarga też cały czas emanował spokojem, ale w przerwie jego wpływ na zespół był bardzo widoczny i przyczynił się do ostatecznego wyniku (1:0). Zawodnicy ledwo dawali radę.

Po tym jak w kwietniu tego roku bohater Częstochowy, człowiek od awansu z 2. ligi do ekstraklasy, zdobywca Pucharu Polski i mistrzostwa kraju Marek Papszun ogłosił koniec swej misji w Rakowie, stery w klubie dyskretnie przejął jego 33-letni asystent Dawid Szwarga. Prowadził treningi, pisał pomeczowe raporty, rozpisywał skład na następny mecz. Kilka razy pojawił się też (w zastępstwie Papszuna) na konferencji prasowej. Choć w klubie był raptem od lata 2021 roku, to do misji prowadzenia mistrza Polski przygotowany był w sposób najlepszy z możliwych.

Zobacz wideo Spotkanie na szczycie w Rakowie. "Rywale aż kipieli"

"Odarty z emocji", ale w szatni zrobił swoje

Być może dlatego, przed meczem przyznawał, że nie odczuwa dodatkowej tremy, czy czegoś, z czym wcześniej nie miał do czynienia. "To bardziej ciekawostka dla mnie i mojej rodziny" - odbijał piłeczkę. W rozmowie z TVP Sport dodawał: dobrze przepracowaliśmy, okres przygotowawczy, wiem, na co nas stać, nic tylko grać. Ten swoisty stoicyzm jest jego cechą charakteru. Może to dlatego właściciel Rakowa, Michał Świerczewski mówił o nim "odarty z emocji", a Papszun powtarzał, że chciałby zaczerpnąć od niego "emocjonalny spokój". Co ciekawe Papszuna na trybunach w Częstochowie nie było, kibicowanie swemu niedawnemu klubowi zostawił sobie na kolejne starcia. Jeśli by był, zobaczyłby dość znajomy Raków. Pomimo 10 nowych transferów Szwarga w pierwszym składzie nie postawił na żadnego nowego gracza. 

Szwarga od początku meczu był spokojny, może przy przebiegu zawodów aż za spokojny. Albo siedział na ławce, a jak stał to głównie w bezruchu, czasem przekazywał coś graczom, gdy akurat akcja, czy stały fragment gry przenosiły się w jego strefę boiska. Nawet przy kilku lepszych sytuacjach Rakowa, gdy jego asystencji machali rękami czy krzywili się w geście żalu za ich niewykorzystanie, on zachowywał kamienną twarz.

Być może uwagi i konkrety zostawił sobie na przerwę. Spotkanie w szatni z drużyną do specjalnie miłych należeć nie powinno. Raków po pierwszej połowie bezbramkowo remisował z Estończykami, a mecz momentami przypominał wakacyjny sparing, a nie zażartą rywalizację o Ligę Mistrzów. Nie było przyspieszeń, groźnych sytuacji, a goście sami dwa razy mogli strzelić gola. Raków z tyłu zagrał na zero, ale martwił brak sytuacji w ofensywie, bezbarwność, marazm. Czy Szwarga nie trafił z kilkoma pozycjami w składzie? W pierwszej połowie wakacyjną formą irytował Jean Carlos. Notował sporo złych zagrań, nie wygrywał dryblingów i niewiele dało, że obudził się pod koniec 1. polowy. Dość statyczny był też Bartosz Nowak. Chociaż reprymenda należała się większej liczbie graczy, to ta dwójka została przez Szwargę zmieniona. Na boisko weszli Deian Sorescu i John Yeboah. To była dobra decyzja.

Trener skorygował skład podwójną zmianą, dał sygnał, by częściej szukać ofensywnych rozwiązań bocznymi strefami boiska, ale przede wszystkim w szatni musiał trafić też do głów zawodników. Po zmianie stron Raków był szybszy, agresywniejszy, bardziej pomysłowy, co już w pierwszych minutach zaowocowało kilkoma dobrymi sytuacjami na gola. Mistrz Polski potrzebował w sumie 9 minut na zdobycie bramki. We wszystkich tych groźnych sytuacjach jak i przy golu, kluczową rolę odegrał ruchliwy Yeboah.

Gra się poprawiła stoicki spokój pozostał

Po wyczekiwanym trafieniu (strzał Yeboaha poprawił Władysław Koczerhin), gdy wszyscy z ławki Rakowa wyskoczyli z radości, Szwarga podniósł się jako ostatni i... za chwilę usiadł, jakby chowając zbędne emocje do kieszeni.

Choć Raków dalej atakował, bo wynik 1:0 z Estończykami, trudno uznać za rezultat wymarzony przed rewanżem, to w szybkich ofensywnych okazjach brakowało odpowiedniego wykończenia. Być może Rakowowi przydałaby się jeszcze jedna przerwa i rozmowa w szatni ze swym trenerem, a może nogi nie robiły tego co chciała głowa. Warto zauważyć też, że po ciężkim okresie przygotowawczym, zawodnicy mistrza Polski mieli problemy z obciążeniami w końcówce spotkania. Najpierw zmieniony został Marcin Cebula, który sam prosił o zmianę. Pod koniec meczu na boisku leżał Fran Tudor. Łapały go skurcze. Po interwencji lekarzy zszedł z boiska i nie był w stanie na nie wrócić. Nie on jeden sygnalizował problemy. Na domiar złego przez chwilę leżał też bramkarz Rakowa Vladan Kovacević. Szwarga podczas tej przerwy wezwał zespół do linii i przekazał uwagi, rozrysowując, co poszczególni gracze, mają robić na boisku. Gospodarze kończyli to starcie w osłabieniu.

Po raptem 45 dniach solowej pracy i pierwszym meczu o punkty o debiucie Szwargi trudno tworzyć elaboraty. Raków ma iść obraną wcześniej drogą, ekipy, która jest znakomicie przygotowana kondycyjnie, wysoko wychodzi do rywala, męczy przeciwnika, neutralizuje próby jego akcji i sama jest groźna. Chociaż we wtorek oddając 11 celnych strzałów i kreując 24 sytuacje bramkowe, momentami była groźna, to zabrakło przełożenia tego na wynik. Zrzućmy to na karb początku sezonu, wypełnijmy powinność w Tallinie i dajmy stoickiemu Szwardze spokojnie pracować. Niech meczami Rakowa jak najdłużej emocjonują się kibice, a on punktuje kolejnych rywali.

Więcej o:
Copyright © Agora SA