Kibice, którzy postanowili spędzić niedzielę oglądając mecze Ekstraklasy nie mają powodów do narzekań. Każde spotkanie przyniosło dużo emocji, a przecież o to chodzi w sporcie. Fani dobrej piłki mogli czuć się zadowoleni.
W pierwszym niedzielnym meczu Arka pokazała, że atut własnego boiska jest ich najmocniejszą kartą w walce o utrzymanie. Tym razem pokonali GKS, gdzie po raz kolejny pierwsze skrzypce zagrał Bartosz Nowak. Asysta przy bramce Wdowiaka w pierwszej minucie nie dała jednak wygranej, gdyż gospodarze odpowiedzieli trafieniami Marcjanika i Rusyna. Gdynianie wygrali u siebie już po raz siódmy, co stoi w kontraście z ich formą wyjazdową - w delegacji zdobyli tylko punkt po remisie z Legią.
Lider Ekstraklasy niespodziewanie stracił punkty na własnym boisku. Podopiecznych Adriana Siemieńca zawiodła skuteczność - z ponad dwudziestu strzałów na bramkę Radomiaka celne okazały się jedynie trzy. Jagiellonia mogła nawet nie zdobyć punktu, gdyż to Radomiak prowadził po bramce Wolskiego. Remis uratował Jesus Imaz.
Zobacz też: W Anglii zobaczyli, co się dzieje w Polsce. Czy to nasza przyszłość?
Daniem głównym ekstraklasowej niedzieli było starcie Korony Kielce z Lechem Poznań. Podopieczni Nielsa Frederiksena po słabym początku rundy wiosennej (porażki z Lechią i Piastem) wrócili na dobre tory. Bramki Gholizadeha i Milicia w pierwszej połowie ucieszyły kibiców Lecha, ale w drugiej połowie zrobiło się nerwowo. Mariusz Stępiński dwukrotnie trafił do bramki strzeżonej przez Mrozka. Szczęśliwie dla Kolejorza - druga padła z pozycji spalonej.
Pierwsze od niemal pięciu miesięcy ligowe zwycięstwo Legii nie wystarczyło, by wydostać się ze strefy spadkowej. Wszystko przez dzisiejszą wygraną Arki z GKS-em Katowice. Sobotni triumf nad Wisłą Płock pozwolił jedynie na wyprzedzenie Widzewa. Do bezpiecznej pozycji podopieczni Marka Papszuna tracą punkt.
Słabe wyniki czołówki ligi wykorzystał Lech. Odniesione w wielkich trudach zwycięstwo z Koroną sprawiło, że Kolejorz jest nowym wiceliderem tabeli. Do prowadzącej Jagiellonii ma dwa punkty straty, ale Białostoczanie rozegrają jeszcze zaległy mecz z GKS-em Katowice.