Raków potwierdził, że ma pełne prawo śmiało myśleć o zdobyciu podwójnej korony w tym sezonie. I ma na to większe szanse niż rok temu. Jeśli los nie sprawi mu psikusa i nie trafi na Legię Warszawa, już może cieszyć się z miejsca w finale Pucharu Polski. Przy takiej równej grze trudno będzie Górnikowi Łęczna czy KKS-owi Kalisz o sprawienie cudu. Raków jest w tej chwili jedną z najlepszych drużyn w Polsce, a wiosną zrobi wszystko, by być tą najlepszą. W finale powinien zmierzyć się z Legią, która odczuwa głód sukcesu.
Gdyby nie bramkarz Motoru Lublin Łukasz Budziłek Raków Częstochowa zabiłby ten mecz już w pierwszej połowie. Tak to lubelska drużyna wciąż była przy życiu i mogła liczyć na szczęśliwą kontrę. Lider ekstraklasy wrzucił po 60. minucie wyższy bieg i dobił Motor, wygrywając w pełni zasłużenie 3:0. Raków oddał aż 29 strzałów na bramkę. Trener Marek Papszun przed meczem podkreślał kilkukrotnie, że ważna w Pucharze Polski jest koncentracja. Częstochowianie byli bardzo mocno skoncentrowani, zdominowali Motor. Tak samo powinni zdominować rywala w półfinale. Z całym szacunkiem do ambitnego KKS-u Kalisz i walecznego Górnika Łęczna, ale Raków jest poza ich zasięgiem.
Raków jedną nogą w finale
W Częstochowie wreszcie jest drużyna, która śmiało może mówić o sobie, że jest jedną z najlepszych w Polsce. Ale jej mniemanie może wiosną urosnąć do miana tej najlepszej, bo podwójna korona (mistrzostwo i Puchar Polski) jest na wyciągnięcie ręki. Raków ma bezpieczną przewagę nad Legią Warszawa w tabeli ekstraklasy, a reszta grupy pościgowej jest jeszcze dalej. Z rywali z najwyższej polskiej półki w PP także została Legia. Zgarnięcie obu tytułów wydaje się trudnym celem, ale jest on jak najbardziej w zasięgu Rakowa. To może być najpiękniejsza wiosna w historii klubu. Aspiracje do tego zespół Marka Papszuna potwierdził w Lublinie.
Motor ma ambicje, by jeszcze bardziej zaznaczyć swoją obecność na poziomie centralnym, by sięgnąć niewidzianego od lat w Lublinie poziomu. Zbliża się do tego krok po kroku, ale Raków nie pozostawił mu wątpliwości, że jeszcze przed nim daleka droga.
W piątek losowanie półfinałów Pucharu Polski. Jeśli Raków nie trafi na Legię, to już może się cieszyć miejscem w finale na PGE Narodowym ("Wojskowi" tak samo). Nie umniejszając postawie i dokonaniom Kalisza i Łęcznej, mają one do czynienia z dwoma najlepszymi w tej chwili klubami w Polsce.
Raków jest lepszy niż rok temu
W podobnej sytuacji częstochowianie byli rok temu, kiedy walczyli z Lechem Poznań o mistrzostwo i dążyli z "Kolejorzem" do finału Pucharu Polski (Raków ostatecznie wygrał finał 3:1). Po finale, kiedy wydawało się, że Raków ma psychologiczną przewagę, nagle wszystko wypuścił w meczu z Cracovią, stracił pozycję lidera ekstraklasy i przegrał mistrzostwo. W tym roku powinno być zupełnie inaczej.
I tu trzeba wrócić do koncentracji, na którą mocno zwraca uwagę Marek Papszun. Jej zabrakło w końcówce zeszłego sezonu. Jakby wkradło się też myślenie, że Lech się załamie bo słabym finale. Tym razem taki scenariusz nie powinien mieć miejsca.
Częstochowianie pokazywali nie raz, że potrafią uczyć się na błędach i wyciągać wnioski, dlatego pod względem przygotowania mentalnego są zespołem dużo silniejszym. Ten sezon idzie zdecydowanie po ich myśli, najpoważniejsi konkurencji nie mają kiedy i jak zaatakować. Nawet jeśli Raków ma problem ze skutecznością napastników, bo nieregularni są Vladislavs Gutkovskis i Sebastian Musiolik. Raków dąży do bycia zespołem kompletnym na polskim podwórku i do tego potrzebuje seryjnego strzelca. Tytuły tylko przyciągną takich zawodników.
Mistrzostwo i Puchar są bardzo blisko Rakowa. Musi jedynie wystrzegać się błędów. Tylko Legia może im przeszkodzić w marszu po spełnienie marzeń. I oba zespoły powinny spotkać się w finale na Narodowym 2 maja. Obrońca tytułu, który może zaraz mówić o Pucharze Rakowa kontra zespół, który najwięcej razy w historii wygrał PP (aż 19 razy). To będzie uczta dla fana polskiej piłki klubowej.
Spotkania półfinałowe PP zaplanowano na środę 5 kwietnia.