Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Tomasz Hajto pożyczył 200 tys. złotych od piłkarza zbierającego na leczenie. Do dziś, mimo upływu terminu, nie oddał

Jak udało nam się ustalić, Rafał Kosiec pożyczył w maju Tomaszowi Hajcie 200 tysięcy złotych. Do dziś, mimo upływu terminu spłaty, nie odzyskał choćby złotówki. - Wierzyłem w człowieka, ale się rozczarowałem - mówi nam Kosiec. "Obecnie finalizuję wszelkie kwestie, które pozwolą zakończyć sprawę" - odpowiada w oświadczeniu Hajto.

Ponad 200 tysięcy złotych - tyle według naszych ustaleń winien jest Rafałowi Koścowi Tomasz Hajto. Pierwsze pieniądze 62-krotny reprezentant Polski pożyczył od byłego piłkarza m.in. GKS-u Tychy i Polonii Warszawa w maju zeszłego roku. Do dziś, mimo upływu terminu spłaty, nie oddał choćby złotówki.

Zobacz wideo Co zrobi UEFA z Euro 2020? Co z ekstraklasą? [SEKCJA PIŁKARSKA]

- Mogę potwierdzić, że pożyczyłem Tomaszowi Hajcie pieniądze, ale przynajmniej na razie nie chcę ujawniać konkretnej kwoty - mówi nam Kosiec.

Wypadek, który groził śmiercią

Kosiec jeszcze kilka lat temu był zawodowym piłkarzem Polonii Warszawa. Jego karierę przerwał poważny wypadek. 24 marca 2016 roku Kosiec, zbiegając do samochodu po torbę ze sprzętem piłkarskim, potknął się na schodach.

- Poleciałem głową w dół, a potem był już tylko huk. Ocknąłem się jeszcze na klatce, obok był sąsiad, który wezwał karetkę. Byłem w szoku, nie wiedziałem, co się dzieje. Nie mogłem ruszać nogami, rękami, głową, miałem odrętwienie twarzy - opowiadał nam Kosiec przed czterema laty.

Rafał trafił do Wojskowego Instytutu Medycznego przy Szaserów: złamanie kręgosłupa w odcinku szyjnym, konieczna natychmiastowa operacja kręgów.

- Od lekarza usłyszałem, że moje szanse ocenia na 80 do 20, gdzie 80 to wózek inwalidzki do końca życia, a 20 śmierć. Dla mnie - człowieka, który od dziecka uprawiał sport - to był koniec - mówił Rafał.

W szpitalu spędził miesiąc. Na nowo uczył się chodzić, ale wyjechał ze szpitala jeszcze na wózku inwalidzkim. Postępy przychodziły wolno, raz do sprawności wracała prawa strona ciała, innym razem lewa. - Było coraz lepiej, ale w pewnym momencie stanąłem w miejscu. Nie wiem dlaczego. Nikt nie wie - mówił.

Dziś, chociaż nie jest przykuty do wózka i chodzi samodzielnie, to do pełni zdrowia wciąż mu daleko. - Od 2,5 roku czuję się bez zmian. Wciąż mam bóle neurologiczne i neuropatyczne oraz problemy z poruszaniem się. Mam sparaliżowane mięśnie od klatki piersiowej w dół, co powoduje, że nie czuję bólu ani temperatury - opowiadał nam niedawno.

- Nauczyłem się żyć z bólem, zaakceptowałem to, co się wydarzyło. Nie znaczy to, że straciłem wiarę w powrót do pełnej sprawności - dodawał.

Pieniądze odłożone na operację

To właśnie na operację, która miała pomóc Koścowi w powrocie do normalnego życia, przeznaczone były pieniądze pożyczone Hajcie. - Z pierwszą prośbą odezwał się w maju zeszłego roku. Hajto mówił, że potrzebuje tych pieniędzy na operację ścięgna Achillesa oraz operację ojca. Ta pożyczka nie była jednorazowa, było ich kilka. Za każdym razem umawialiśmy się na konkretny termin zwrotu, żadnego jednak nie dotrzymał - mówi nam Kosiec.

Dlaczego decydował się więc na kolejne pożyczki? - Nie odmawiałem pomocy, bo znamy się jeszcze z czasów współpracy w GKS-ie Tychy i nie chciałem zostawiać go na lodzie. Chociaż wiele osób mówiło mi, że popełniam błąd, to niczego nie żałuję. Po prostu wierzyłem w człowieka - dodaje.

- Wiem, że życie nie zawsze jest proste i ludzie czasami znajdują się w bardzo trudnych sytuacjach. Sam kiedyś bardzo potrzebowałem pomocy i ją otrzymałem, dlatego teraz sam chcę pomagać. I tak było też w tym przypadku. Niestety, mocno się rozczarowałem.

Kosiec od niedawna prowadzi fundację, która ma pomagać sportowcom po wypadkach, czyli takim jak on. O sprawie pisaliśmy w lutym. - Chcę bardzo mocno zaznaczyć, że pieniądze, które pożyczyłem Hajcie, były moimi prywatnymi środkami. Nie miały nic wspólnego z fundacją, którą prowadzę. Mam na to dowody. To były pieniądze, które odkładam na własną operację.

Koszt operacji to 900 tysięcy złotych. Kosiec zbiera na nią m.in. w internecie od pierwszej połowy minionego roku. Operacja miałaby odbyć się w uniwersyteckiej klinice w Los Angeles. Miałaby ona polegać na założeniu neurostymulatora rdzeniowego na odcinku piersiowym i lędźwiowym. To trzy, cztery elektrody, które mają poprawić jakość i komfort życia.

"Nie mogę czekać w nieskończoność"

Ostatni termin spłaty długu przypadał na koniec stycznia. Tomasz Hajto nie tylko nie oddał pieniędzy, ale też urwał kontakt z Koścem. - Wykonałem mnóstwo połączeń, ale bez skutku. Odezwał się do mnie dopiero kilkanaście dni temu, gdy poprosił o kolejne przedłużenie terminu spłaty. Tym razem do końca następnego roku. Uzasadniał to problemami finansowymi i zdrowotnymi, które nie pozwalały mu normalnie pracować - mówi Kosiec.

Kosiec wierzy, że pieniądze w końcu odzyska. - Wierzę też w to, że ta sytuacja zmieni go jako człowieka. I ja chcę mu w tym pomóc. Mógłbym mocniej dopominać się spłaty, pewnie wiele osób na moim miejscu tak by zrobiło. Chcę pomóc, ale nie mogę też czekać w nieskończoność. To były piłkarz, reprezentant Polski i wierzę, że w końcu dotrzyma słowa - kończy Kosiec.

Niedługo przed publikacją tekstu Rafał Kosiec poinformował nas, że Tomasz Hajto podpisał weksel, zobowiązujący go do spłaty długu do końca 2021 roku. Poniżej publikujemy oświadczenie Hajty, które dostaliśmy w odpowiedzi na nasze próby kontaktu.

Panie Redaktorze,

Poniżej znajdzie Pan moją odpowiedź na przekazaną przez Pana wiadomość.

W następstwie trudnej sytuacji osobistej, w jakiej się znalazłem, skorzystałem z pomocy finansowej Rafała Kośca.

Zawarliśmy z Rafałem umowę obejmującą zarówno zasady udzielenia pożyczki, jak i termin spłaty zobowiązania. W zależności od okoliczności na bieżąco aktualizowaliśmy nasze ustalenia.

Pragnę zaznaczyć, że obecnie finalizuję wszelkie kwestie, które pozwolą zakończyć sprawę.

Z poważaniem.

Więcej o:
Komentarze (191)
Tomasz Hajto pożyczył 200 tys. złotych od piłkarza zbierającego na leczenie. Do dziś, mimo upływu terminu, nie oddał
Zaloguj się
  • Slawek Wrobel

    Oceniono 41 razy 41

    Hajto typowy przykład polskiego piłkarza, czyli przygłup. Przez długie lata źle nie zarabiał bundesliga, reprezentacji (gorące kubki), "ekspert" telewizyjny. I co, a no tyle że kariera się skończyła i kasa też. Rozumiem zwykły człowiek ma ograniczone możliwości oszczędzania, ale piłkarze?

  • antytlumok

    Oceniono 51 razy 39

    Rzekomo jakaś Pani biolog w Hiszpanii powiedziała: skoro płacicie piłkarzom po 1 milion euro miesięcznie, a naukowcom po 1800euro to niech wam teraz taki Messi czy Ronaldo pomagają w walce z wirusem.

    To ma takie samo przełożenie na polski rynek. Żeby nauczyciel zarabiał 2500 do ręki, czyli na poziomie 3 ligi to jest po prostu śmieszne.

  • manran

    Oceniono 32 razy 32

    Menelom i nieudacznikom jak Hajto nie pozycza sie pieniedzy!

  • facio60

    Oceniono 27 razy 27

    Hajyo słynął w Bundeslidze z handlu przemyconymi papierosami. Dostał za to wyrok.

  • a.k.traper

    Oceniono 25 razy 25

    To nie pierwszy numer Hajto, patrząc na twarz to nawet złotówki nie dałbym mu do potrzymania, ma charakterystyczny wyraz twarzy dla ludzi uzależnionych od hazardu.

  • podkarpacie55

    Oceniono 26 razy 24

    W stosunku do złodzieja Hajty[długotrwałe nie oddawanie terminowych długów inaczej nie można nazwać] pan Kosiec jeżeli chce widzieć pożyczone pieniądze powinien zastosować nadzwyczajne środki. Podobno są panowie skuteczni w odzyskiwaniu pożyczek powinien ich wynająć nawet gdy udało by się częściowo odzyskać dług.Piszę emocjonalnie gdyż sam od nikogo nie pożyczałem a byłem pożyczkodawcą i byłem zmuszony wziąć kredyt z banku gdyż dłużnik nie oddawał mi długu.To było w latach osiemdziesiątych i od tych czasów serduszko mam twarde i nikomu nie pożyczałem i nie żyrowałem pożyczek bankowych.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX