Historyczny wyczyn Roberta Kubicy! Co za jazda. Polak jak szef

Jakub Balcerski
Aż trudno uwierzyć, że można to napisać: polski kierowca prowadził w stawce legendarnego wyścigu 24h Le Mans! Robert Kubica po fenomenalnej decyzji strategicznej wyprowadził załogę numer 83 jego zespołu AF Corse na czoło najwyższej kategorii hypercarów przez ostatnie piętnaście minut drugiej godziny tegorocznej rywalizacji. Jego zespół dalej ma spore szanse na walkę o zwycięstwo w całej rywalizacji.

Już sam start wyścigu był dla Roberta Kubicy niezwykle udany - na pierwszym okrążeniu przebił się z odległej dwunastej pozycji, z której startował, aż na piąte miejsce. Więcej o znakomitym początku 24h Le Mans w wykonaniu Polaka pisaliśmy w tekście "To, co zrobił Kubica, nie mieści się w głowie! I to na jednym okrążeniu".

Zobacz wideo No Scotland, no party! Szalony mecz otwarcia Euro 2024

Zebrały się ciemne chmury i Kubica zdecydował się na złoty ruch

Po pierwszym zjeździe do boksu w trakcie swojej zmiany Robert Kubica wrócił na tor na siódmym miejscu, spadając o dwie pozycje w stosunku do swojego wyniku sprzed pit stopu. Polak jechał jednak dobrym tempem i zaczął nadrabiać straty do czołówki wyścigu. Potem pojawiła się jednak szansa, żeby Kubica znalazł się nawet przed najlepszymi.

Nad Circuit de la Sarthe zebrały się ciemne chmury i zaczęło padać. Tor szybko stawał się coraz mniej suchy i poszczególne zespoły zaczęły zjeżdżać do boksów, żeby założyć opony przeznaczone na mokrą nawierzchnię. Zaryzykowały ekipy prowadzące hypercary Ferrari - załogi numer 50 i właśnie 83. Obie pozostały na torze, sądząc, że tor już wkrótce znów będzie przesychał, a deszcz nie będzie bardzo intensywny. I dokładnie tak się stało. A decyzja, którą, jak podał dziennikarz Cezary Gutowski, podjął sam Kubica, okazała się złotym ruchem.

Kubica liderem przez piętnaście minut. Pierwszy taki wyczyn Polaka w historii

Kubica walczył z Ferrari z numerem 50 i Porsche z numerem 6, ale po zjazdach awansował na pierwszą pozycję. Samochód AF Corse Polaka był bardzo blisko Ferrari prowadzonego przez Nicklasa Nielsena. Duńczyk zbliżył się do Kubicy, ale nie mógł go wyprzedzić. Defensywna jazda kierowcy AF Corse była świetna, wprost nieprawdopodobna. Różnica prędkości pomiędzy nim a Ferrari jadącym na pośrednich oponach robiła się spora, ale to on był jak szef. Rywal zyskiwał na prostych, ale w zakrętach szybciej, a przede wszystkim mądrzej jechał Kubica.

Krakowianin został pierwszym Polakiem w historii na prowadzeniu wyścigu 24h Le Mans. Zarówno Kubica w 2021 roku, jak i Jakub Śmiechowski w barwach Inter Europol Competition rok temu, prowadzili już w swojej klasie, ale obaj jeździli wtedy w LMP2, a nie hypercarach. Teraz Kubica był już jednak liderem najbardziej prestiżowej rywalizacji w świecie wyścigów długodystansowych. I oczywiście jednej z najważniejszych w całym motorsporcie.

Prowadzenie Kubicy potrwało blisko piętnaście minut. Objął je około godziny i 46 minut od rozpoczęcia wyścigu. Gdy wybijały dwie godziny od startu, Polaka w końcu wyprzedził samochód z numerem 50 - Ferrari z Nicklasem Nielsenem za kierownicą. Duńczyk niedługo później zjechał jednak do alei serwisowej i Kubica wrócił na miejsce lidera, dopóki sam nie odwiedził mechaników. Pech załogi z Nielsenem w składzie polegał na tym, że kilka minut po ich wizycie w boksie na torze pojawiła się żółta flaga i tzw. "slow zone" - strefa, w której kierowcy muszą zwolnić do ustalonego limitu prędkości. To pozwoliło zespołowi Kubicy zyskać na późniejszym zjeździe do pit lane. Jego zmiana trwająca 2 godziny i 15 minut była wręcz wybitna. Pojechał fenomenalnie, pokazując swój wielki talent i udowadniając, za co jest szanowany na całym świecie.

Zespół Kubicy na prowadzeniu po pięciu godzinach. Jest bardzo dobrze

W trakcie tamtego dotankowywania samochodu AF Corse dokonało zmiany kierowcy - Kubicę zastąpił Robert Shwartzman. Izraelczyk rosyjskiego pochodzenia wrócił na tor, pozostając liderem stawki. Był nim przez nieprzerwanie przez kolejną godzinę jazdy - od 35. do 51. okrążenia. Potem na chwilę przed nim znalazła się Toyota z numerem siódmym, ale za chwilę zjechała do alei serwisowej, oddając przewodnictwo w stawce.

Po 75 okrążeniach i blisko pięciu pierwszych godzinach 24-godzinnej rywalizacji załoga z numerem 83 AF Corse dalej prowadziła, a za kierownicą samochodu siedział Chińczyk Yifei Ye. Przewaga nad Ferrari z numerem 50 wynosiła wówczas czternaście, a nad Porsche z numerem 5 aż 21 sekund.

Zespół Kubicy stał się sporym kandydatem do świetnego wyniku w tegorocznym 24h Le Mans - można nawet myśleć o szansach na zwycięstwo, jeśli w rywalizacji nie będzie wielkich zwrotów akcji. To jednak wyścigi długodystansowe: zmienne i nieprzewidywalne, więc trudno przewidzieć, co stanie się nawet w ciągu następnych godzin. Sytuacja układa się jednak znakomicie dla Kubicy i jego zespołu. Pozostaje mieć nadzieję, że tak będzie do samej mety, którą kierowcy osiągną około godziny 16:00 w niedzielę.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.