Reprezentant Polski błyszczy w Bundeslidze! Niemcy nie mogą się go nachwalić

Łukasz Cegliński
Jako nastolatek był dobrze zapowiadającym się szachistą, grając w koszykówkę w Śląsku, został inżynierem na Politechnice Wrocławskiej, teraz udanie zaczął sezon w Bundeslidze. Reprezentant Polski Aleksander Dziewa od kilku lat myślał o wyjeździe zagranicę, a kiedy w końcu to zrobił, to od razu wskoczył na wyższy poziom.

- Aleksander Dziewa? Moim zdaniem był największym przedsezonowym transferem w Hamburgu. W pierwszych meczach nie dostawał zbyt wielu piłek od obwodowych, ale z czasem udowodnił, że jest najlepszym graczem Towers. Trudno powiedzieć o kimkolwiek z tej drużyny, że jest gwiazdą, ale gdybym musiał wybierać, to wskazałbym Aleksandra. Jest jednym z najlepszych wysokich w Bundeslidze, ale także Pucharze Europy – ocenia 26-letniego środkowego Rupert Fabig z "Hamburger Abendblatt".

Zobacz wideo "Gorzej już być nie może". Drużyna Sochana odbije się od dna? Eksperci nie mają wątpliwości

Opinia niemieckiego dziennikarza cieszy, bo dla każdego sportowca pierwszy wyjazd zagranicę i zmiana ligi na lepszą, to wyzwanie. Aleksander Dziewa w ojczyźnie zdobył już wszystko – z wrocławskim Śląskiem był brązowym, srebrnym i złotym medalistą mistrzostw Polski, najlepszym Polakiem ligi w sezonie 2021/22, koszykarzem najlepszej piątki rozgrywek 2021/22 oraz 2022/23. Jako ważny rezerwowy reprezentacji zajął czwarte miejsce na zeszłorocznym EuroBaskecie.

Chcąc szukać nowych wyzwań, przed obecnym sezonem podpisał roczny kontrakt z Veolia Hamburg Towers – 15. zespołem rosnącej w siłę Bundesligi, ligi aktualnych mistrzów świata. - Trafiłem w bardzo fajne miejsce, na nic nie mogę narzekać, bardzo doceniam to, co zastałem w Hamburgu – mówi Sport.pl Dziewa. - Myślę, że zrobiłem krok do przodu. Zawsze może być lepiej, ale cieszę się, że stanowię bardzo ważną część drużyny, która wygrywa mecze w lidze niemieckiej. Trener bardzo na mnie liczy, a to, co zapowiadał przed sezonem, sprawdza się w 100 proc.

Towers jako rozwijający się start-up. Aleksander Dziewa śladami Mike'a Taylora

Wieże z Hamburga, drużyna, którą kilka lat temu do niemieckiej ekstraklasy wprowadzał były trener reprezentacji Polski Mike Taylor, obecnie mają bilans 5-4, zajmują miejsce w środku tabeli. W stosunku do przedsezonowych oczekiwań to wynik niezły, choć na pewno jest i niedosyt, szczególnie jeśli chodzi o występy w Pucharze Europy. W drugich kontynentalnych rozgrywkach po elitarnej Eurolidze Towers mają kiepski bilans 1-7, większość spotkań przegrywali bardzo wysoko.

Choć prawdę mówiąc, w Hamburgu nie ma wygórowanych oczekiwań. – Klubowe deklaracje są dość niskie – mówi Fabig. – Towers grają w Bundeslidze od 2019 roku i mają przeciętny budżet, ale wciąż postrzegają siebie jako start-up, który musi zaadaptować się na tym poziomie. Cele są bardzo ogólne: "Chcemy utrzymywać solidny poziom i poprawiać się z meczu na mecz". Ale wiadomo, że klub chciałby zająć miejsce od siódmego do dziesiątego, żeby powalczyć w barażach o play-off. Puchar Europy? Tu chodzi o naukę – tłumaczy niemiecki dziennikarz.

Dziewa zawsze uczył się dobrze. Od małego uwielbiał łamigłówki i zagadki matematyczne, za namową dziadka szybko nauczył się grać w szachy, w rodzinnym Koninie zapisał się do szachowego klubu Smecz. To nazwa wybitnie koszykarska, synonim efektownego wsadu, ale basketem Olek na poważnie zajął się dopiero w pierwszej klasie liceum. Szybko zauważyli go trenerzy z Wrocławia, gdzie kontynuował naukę nie tylko na parkiecie. Jego ścisły umysł zaprowadził go na tamtejszą Politechnikę, na wydział budownictwa lądowego i wodnego. To tam, grając w poważny basket, Dziewa został inżynierem specjalizującym się w geotechnice i hydrotechnice.

Niesamowicie regularne statystyki. Dobry krok Aleksandra Dziewy

Teraz zamienił poszatkowany rzekami, kanałami i mostami Wrocław na portowy Hamburg, ale jedno się nie zmieniło – jego statystyki. To niesamowite, jak bardzo są regularne: 12,6 punktu, 4,8 zbiórki oraz 59 proc. skuteczności z gry z poprzedniego sezonu we Wrocławiu, Dziewa zamienił na 13,0 punktu, 4,5 zbiórki i 60 proc. skuteczności w Hamburgu - w Bundeslidze jest trzecim strzelcem i drugim zbierającym zespołu. Cyferki z Pucharu Europy, w którym też rywalizował ze Śląskiem? Niemal identyczne: 11,6 vs 11,4 punktu, 5,0 vs 4,6 zbiórki raz 55 vs 53 proc. z gry.

Ale to tylko liczby, a co z odczuciami? - Liga niemiecka jest lepsza niż nasza, na pewno zrobiłem dobry krok – mówi Dziewa. – W Niemczech gra się bardziej fizycznie i przywiązuje większą wagę do detali. Jest więcej kontaktu i to niezależnie od tego, czy grasz z piłką, czy bez niej. Samo przejście na pozycję, ustawienie się w miejscu, z którego chcesz zaczynać akcję, wiąże się z przepychaniem, czasem już od połowy. Drużyny ataku są wypychane na siódmy, ósmy metr, ta fizyczność jest odczuwalna. I dla mnie to fajne, bo mogę się dużo nauczyć.

- Czuję się w tej grze dobrze, ale widzę tę różnicę – szczególnie na obwodzie, gdzie cały czas jest się atakowanym – dodaje reprezentant kraju. - W Niemczech nie ma czegoś takiego jak w Polsce, gdzie wychodząc na obwód, widziałem swojego obrońcę oddalonego o dwa metry i tylko machającego rękami. Tutaj cały czas trzeba być uważnym, żeby piłki nie zgubić, najprostsze przekazanie piłki z ręki do ręki sprawia trudności, bo obrońcy ciągle naciskają fizycznie. W Polsce nie widziałem, żeby ktokolwiek tak robił. A nawet jakby robił, to pewnie skończyłoby się to gwizdkiem sędziów.

"Dziewa ma umiejętności, które idealnie pasują do drużyny"

W lidze mistrzów świata – wrześniowy mundial w Azji Niemcy przeszli w znakomitym stylu, w półfinale wyeliminowali USA, a w finale pokonali Serbię – Dziewa uczy się twardości i utrzymuje pozycję kluczowego gracza drużyny. Mierzący 205 cm wzrostu zawodnik w hamburskich Wieżach jest główną wieżą. - Gram pod koszem, tylko i wyłącznie jako środkowy. Dostaję piłki po akcjach, w których stawiam zasłonę lub do gry jeden na jednego tyłem do obręczy. Ale trener też bardzo chce, bym przeciwko konkretnym rodzajom defensywy rozciągał grę, wychodząc na obwód i grożąc rzutem za trzy. Są mecze, w których trener wręcz chce moich rzutów z dystansu – mówi o poleceniach od Benki Barloschky’ego Dziewa.

- Trener mówi o nim same dobre rzeczy – opowiada Rupert Fabig. – Dziewa ma umiejętności, które idealnie pasują do drużyny. Pracuje ciężko i jest porządnym gościem. Barloschky nie jest wylewny, jeśli chodzi o oceny graczy, ale widać po sposobie gry zespołu, że Olek jest dla niego ważny, że trener mu ufa i że jest jego pierwszym wyborem spośród wysokich – dodaje dziennikarz.

Dziewa, który w minionym tygodniu chorował i opuścił dwa mecze Towers, większość spotkań rozpoczyna w pierwszej piątce, gra średnio po 24 minuty. – Najczęściej rozgrywa akcje pod obręczą, grając tyłem do kosza i szczerze powiem, że nie widzę w Bundeslidze wielu graczy, którzy mogą go zatrzymać. Jestem zaskoczony jego płynną pracą nóg. Olek to duży, dominujący podkoszowy, ale potrafi być bardzo szybki. Minusy? To chyba nic nowego – myślę, że mógłby być lepszym zbierającym – ocenia Fabig.

Na dobrej drodze do powrotu do reprezentacji Polski

Dziewa rozegrał już kilka świetnych spotkań dla Towers – miał 28 punktów i sześć zbiórek przeciwko London Lions oraz 21 i osiem w meczu z Besiktasem Stambuł w Pucharze Europy, a także 24 punkty i pięć zbiórek z mistrzem Niemiec Ratiopharmem Ulm. – Bywał niemal nie do zatrzymania, ale ja najwyżej cenię wyjazdowy mecz w Ludwigsburgu, gdy zdobył 18 punktów i miał pięć zbiórek, a Towers nieoczekiwanie wygrali 87:79 – mówi Fabig.

- W Pucharze Europy nie idzie nam dobrze, ale doświadczenie zebrane w tych rozgrywkach procentuje w lidze, gdzie nasza sytuacja jest niezła – dodaje Dziewa. - Oczekiwania moje i klubu są zbieżne – chcemy zagrać w play-off. Wszyscy razem do tego dążymy, myślę, że na razie idzie nam całkiem dobrze. Tym bardziej że przed sezonem wróżono nam raczej dalekie miejsca w tabeli. Przed nami jeszcze dużo roboty, ale na pewno jesteśmy na dobrej drodze.

Dziewa wydaje się być także na dobrej drodze do powrotu do reprezentacji, dla której podczas ostatniego EuroBasketu zdobywał średnio po 3,4 punktu oraz 3,0 zbiórki. Minionego lata środkowego w kadrze zabrakło – zgłosił nieobecność ze względu na zaplanowany wcześniej ślub. Polacy i tak wygrali jednak turniej w Gliwicach, który dał im przepustkę do walki o igrzyska w lipcu 2024 roku.

Najbliższe mecze reprezentacja rozegra w lutym – przeciwko Litwie i Macedonii w eliminacjach EuroBasketu 2025, w których gramy poza konkursem, bo będziemy gospodarzem jednej z grup turnieju mistrzowskiego. - Kontaktu z trenerem Igorem Miliciciem ostatnio nie miałem, ale na kadrę jestem otwarty. I jeśli dostanę powołanie, jeśli trener będzie mnie widział, to oczywiście stawię się na zgrupowaniu, o ile zdrowie pozwoli – deklaruje Dziewa. A na razie najważniejsza jest dla niego walka w lidze mistrzów świata.

Więcej o:
Copyright © Agora SA