Irytacja w głosie selekcjonera. Pięciu odmówiło gry w reprezentacji Polski. "Nie rozumiem"

Łukasz Cegliński
Jeremy Sochan, A.J. Slaughter, Aleksander Dziewa, Dominik Olejniczak, Andrzej Mazurczak - pięciu ważnych koszykarzy brakuje w reprezentacji walczącej o igrzyska w Paryżu. - Każdy z tej piątki odmówił w tym roku gry - mówi Łukasz Koszarek, dyrektor sportowy reprezentacji.

- Nie chcę długo mówić o tych, których nie ma. Po co się rozwodzić? Rozmawiajmy o tych, którzy są i ciężko pracują na to, byśmy grali lepiej. Na czele z naszymi liderami, Mateuszem i "Sokołem", którzy w kadrze są od lat – mówił Sport.pl selekcjoner Igor Milicić po wtorkowym treningu w Warszawie. Ale w jego głosie można było wyczuć emocje – trochę zdenerwowania, trochę irytacji.

Zobacz wideo Hajto: Jestem w stanie jednym kopnięciem zakończyć walkę

Bo jest o czym rozmawiać. Reprezentacja Polski niespełna rok temu rozegrała znakomity EuroBasket, który zakończyła na czwartym miejscu za Hiszpanią, Francją i Niemcami, teraz rozpoczyna trudny marsz po miejsce na przyszłorocznych igrzyskach w Paryżu. Pierwszy etap tej drogi to mecze z Węgrami, Bośnią i Hercegowiną oraz Portugalią, które od 13 sierpnia rozgrywane będą w Gliwicach.

Reprezentacja Polski ważna, San Antonio Spurs ważniejsi

Stawka jest wysoka, ale w kadrze jest tylko sześciu koszykarzy z EuroBasketu – to Mateusz Ponitka, Aleksander Balcerowski, Michał Sokołowski, Jarosław Zyskowski, Michał Michalak i Jakub Garbacz. Pierwsza trójka to liderzy tworzący trzon kadry od lat, druga trójka to solidni rezerwowi.

Nieobecni? Aaron Cel zakończył reprezentacyjną karierę, kontuzje i choroby wykluczyły Łukasza Kolendę i Jakuba Schenka. Oni są w 100 proc. usprawiedliwieni. Ale brakuje też A.J. Slaughtera, Aleksandra Dziewy i Dominika Olejniczaka, którzy z różnych względów reprezentacji odmówili.

Najgłośniejszym nazwiskiem, które w kadrze się nie pojawiło, jest jednak to, które nosi jedyny polski koszykarz w NBA – Jeremi Sochan z San Antonio Spurs. 20-letni skrzydłowy jest po dobrym debiutanckim sezonie w amerykańskiej lidze i drugi rok z rzędu zdecydował, że ważniejsze są dla niego przedsezonowe treningi w San Antonio.

- Po konsultacjach ze Spurs i moimi trenerami zdecydowaliśmy, że tego lata nie zagram w kadrze. Za mną pierwszy sezon w NBA i wspólnie ustaliliśmy, że najlepiej będzie poświęcić ten czas na skupienie się na moim rozwoju i przygotowaniu do kolejnego sezonu w NBA oraz do gry w reprezentacji w kolejnych latach. Choć jestem rozczarowany, że nie będę mógł pomóc na boisku, to nie mogę się doczekać możliwości wspierania drużyny. Gra w reprezentacji Polski jest dla mnie bardzo ważna. Zrobię wszystko, aby pomóc kadrze za rok w walce o igrzyska. Na pewno też zobaczymy się na mistrzostwach Europy, które za dwa lata odbędą się w Polsce – mówił Sochan.

Sytuacja z Sochanem jest delikatna

W kontakcie ze skrzydłowym Spurs był i jest Łukasz Koszarek, dyrektor sportowy reprezentacji. – To była decyzja Jeremiego. Rozumiemy ją, choć szkoda, że tak dużo czasu zajęła mu odpowiedź – mówi w rozmowie ze Sport.pl. I można mieć wrażenie, że chciałby powiedzieć więcej, ale gryzie się w język.

Bo sytuacja z Sochanem jest delikatna – wszystkim zależy, żeby grał w kadrze, żeby był nową twarzą reprezentacji, ale jednocześnie nikt nie chce na niego naciskać, żeby potencjalnego lidera kadry na lata nie zniechęcić. Utalentowany skrzydłowy w reprezentacji zagrał dotychczas tylko raz – dwa i pół roku temu. Trudno uznawać go za część zespołu, z niektórymi zawodnikami Sochan ledwie się zna.

- Raz rozmawialiśmy przez telefon na FaceTime, kiedy on był obok mojego agenta, innego kontaktu nie było – mówi Mateusz Ponitka, kapitan reprezentacji. Jak odnosi się do braku Sochana? - Jeżeli Jeremi dołączy do kadry, to na pewno będzie dużym wzmocnieniem i będziemy starali się go wykorzystać. Jeżeli nie dołączy, to będzie to jego decyzja. Nie będziemy za niego odpowiadać, ani też na niego czekać.

- Mamy robotę do wykonania i nie mamy czasu na to, by zastanawiać się, czy ktoś przyjedzie, czy nie. Jak mamy ustawiać taktykę, grę zespołu czekając wciąż na nieobecnych? To muszą być klarowne decyzje z jego strony – jeśli będzie chciał grać, to zagra, jeśli nie, to nie. Drzwi są otwarte – dodaje kapitan.

Decyzje zrozumiałe i niezrozumiałe

Pełne zrozumienie w sztabie kadry i w drużynie ma Slaughter. 36-letni Amerykanin, podpora reprezentacji przez ostatnie siedem lat, uczestnik wszystkich najważniejszych turniejów z udziałem zespołu. - A.J. broni się kompletnie, bo późno skończył granie w Wenezueli, a wcześniej dał nam tyle lat dobrego grania, że musimy raczej pomyśleć o porządnym meczu pożegnalnym, bo na niego zasłużył – mówi Koszarek.- Rozumiem go całkowicie, ma swoje lata i prawdopodobnie jeden z ostatnich kontraktów w karierze do podpisania – dodaje Ponitka.

Takiego zrozumienia nie ma jednak w kwestii Dziewy i Olejniczaka, którzy byli istotnymi koszykarzami w rotacji na EuroBaskecie oraz Andrzeja Mazurczaka – rozgrywającego, który w minionym sezonie zdobył z Kingiem Szczecin mistrzostwo Polski, został wybrany MVP rozgrywek. - Z każdym z nich rozmawiałem po dwa, trzy razy, z Andym nawet częściej. Można powiedzieć, że nawet go prosiłem o przyjazd, w związku z naszą sytuację na obwodzie. Ale jego decyzja była taka, że nie chce grać w kadrze w te wakacje. Taką samą informację przekazał Dominik – mówi Koszarek.

- Olek Dziewa też miał inne plany i poinformował, że 15 sierpnia bierze ślub, a poza tym przed nim pierwszy w karierze sezon zagranicą, co dla niego też jest wyzwaniem i on chce się do niego przygotować – dodaje dyrektor sportowy reprezentacji.

Bardziej zdecydowanie na temat Dziewy, Olejniczka i Mazurczaka wypowiada się Ponitka. - Decyzji Dziewy i Olejniczaka nie rozumiem, ale to oni je podejmowali. Do mnie żaden z nich nie zadzwonił, nie zapytał, jak ja to widzę, nie poprosił o pomoc w jakiejkolwiek kwestii, bo być może są jakieś problemy, o których ja nie wiem. Wydawało mi się, że na EuroBaskecie zbudowaliśmy ze wszystkimi taką relację, żeby śmiało i otwarcie rozmawiać na każdy temat. Rozmawiałem tylko chwilę z Andym Mazurczakiem, ale on zdecydował, że nie będzie grał w kadrze. Przydałby się na obwodzie, fajnie by było, gdyby była jeszcze jedna osoba do organizacji gry, ale zadecydował inaczej. Dziwnie, ale to jego sprawa – mówi kapitan kadry.

Z trójki Dziewa, Olejniczak i Mazurczak na EuroBaskecie grali dwaj pierwsi, ale to o odmowie trzeciego jest najgłośniej. Może dlatego, że w niewypowiadanym tle decyzji jest jego niezadowolenie z faktu, że wcześniej był przez Milicicia pomijany, o czym pisał SuperBasket.

Jest Groselle, nie ma Mathewsa

Tak czy inaczej, czwarta reprezentacja Europy jest osłabiona, wąską rotację widać szczególnie na obwodzie (nie ma Slaughtera, Kolendy, Schenka, Mazurczaka) i pod koszem (brakuje wspomnianych Dziewy, Olejniczaka i Cela). Dlatego ważne role do odegrania będą mieli w Gliwicach rozgrywający Andrzej Pluta i, jeśli znajdzie się w dwunastce, Mateusz Szlachetka oraz podkoszowi Geoffrey Groselle lub Mikołaj Witliński. Naturalizowany Amerykanin po słabym sezonie w Legii Warszawa przyleciał na zgrupowanie spóźniony, ale z usprawiedliwieniem – oczekiwał na narodziny dziecka. Drugi przygotowywał się z zespołem od początku, ale na kilka dni opuścił zespół ze względu na rodzinną tragedię. W Gliwicach obaj mogą być bardzo potrzebni.

Na marginesie: PZKosz liczył, że przed letnim okienkiem reprezentacyjnym polski paszport dostanie Jonah Mathews – 25-letni obwodowy, były gracz Anwilu Włocławek, który rozegrał świetny sezon w Polsce, a po grze we francuskim ASVEL Lyon-Villeurbanne przeniósł się do Besiktasu Stambuł. Amerykanin wciąż nie ma jednak polskiego obywatelstwa. - Bardzo nad tym ubolewamy, ale ta sprawa toczy się widocznie swoim tokiem. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, ale nie udało się tego załatwić na czas – mówi Milicić.

Przed selekcjonerem zatem niełatwe zadanie przygotowania zespołu, który wygra turniej w Gliwicach i wywalczy miejsce w przyszłorocznych turniejach kwalifikacyjnych do igrzysk. – Presja jest i sami ją na siebie nakładamy – mówi selekcjoner. I dodaje: - Chcemy wrócić do tej zadziorności, którą mieliśmy w poprzednim sezonie. Chcemy ponownie być zespołem, przeciwko któremu gra się niewygodnie, wręcz niechętnie. Nasz styl polegał na agresywnej, zespołowej obronie oraz dużej ruchliwości, wymianie podań w ataku.

- Ten styl mamy od jakiegoś czasu i tego się trzymamy. Obraliśmy kierunek i kontynuujemy drogę. A rzeczy, które są niezależne od nas – kontuzje, poważne i mniej poważne sprawy prywatne, na nie tak naprawdę nie mamy wpływu. Mamy zawodników, którzy są waleczni i chcą grać w kadrze. I to ci ludzie są w tej chwili najważniejszymi koszykarzami w Polsce. Cieszę się, że ich mamy. Oni mają dać nam siłę i nawiązać do poziomu, który prezentowaliśmy na EuroBaskecie – zapowiada Milicić.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.