O tym transferze mówiło się od pewnego czasu, ale wydawało się, że ekipę z Aten wystraszy wysokość tzw. buy-outu, czyli kwoty, którą za Polaka trzeba zapłacić jego obecnemu klubowi – Gran Canarii. Kwoty niemałej, bo wynoszącej pół miliona euro.
Kiedy media przekonywały już, że Balcerowski zostaje na kolejny rok na Wyspach Kanaryjskich, George Zakkas, jeden z najlepiej zorientowanych w realiach greckiego basketu dziennikarzy, napisał we wtorek, że Panathinaikos zdecyduje się wpłacić buy-out, a Ergin Ataman, nowy trener zespołu, jest Balcerowskim oczarowany. I sądzi, że polski środkowy będzie idealnie pasował do zespołu.
Ten sam dziennikarz w czwartek po południu napisał, że Balcerowski jest właśnie w drodze do Aten, aby po testach medycznych podpisać kontrakt.
Tę informację potwierdza Sport.pl Giorgos Kouvaris, dziennikarz Gazzetta.gr zajmujący się na co dzień Panathinaikosem. – Transfer nie został jeszcze ogłoszony, ale w zasadzie jest pewny – zaznacza Kouvaris, a z kuluarowych informacji wynika, że Polak będzie mógł liczyć na 500 tys. euro rocznej pensji. To stawka, na jaką mogą liczyć mocni europejscy gracze. I do takiej półki doskoczył właśnie 22-latek.
– Panathinaikos szukał kogoś o wzroście powyżej 210 cm, kto uzupełni zestaw graczy podkoszowych. Balcerowski jest dokładnie tym, kogo potrzebowano – ma znakomite warunki fizyczne, wzrost, siłę i solidnie rzuca z obwodu – mówi Sport.pl Kouvaris. Dodaje, że Balcerowski może liczyć na rolę drugiego centra w rotacji i mniej więcej 15 minut gry w każdym meczu. Ale najpierw o pozycję musi sam ostro zawalczyć.
– Balcerowskiego czeka niełatwe zadanie. Po pierwsze: będzie musiał przystosować się do środowiska, nowego miejsca do życia, kraju, mentalności. A po drugie: zmierzy z gigantycznymi oczekiwaniami wobec drużyny, czasem niewspółmiernymi do rzeczywistości – tłumaczy w rozmowie ze Sport.pl Radosław Spiak, ekspert oraz komentator m.in. ligi hiszpańskiej w telewizji Sportklub.
Spiak na początku roku odwiedził Balcerowskiego na Wyspach Kanaryjskich. – Olek w Gran Canarii żyje od dziewięciu lat, świetnie mówi po hiszpańsku, czuje się jak w domu. Spędził tam w zasadzie cały okres dojrzewania – i jako koszykarz, i jako człowiek – zauważa Spiak. – W trakcie wywiadu rozmawialiśmy m.in. o jego krótkiej przygodzie w Mega Basket. Z rozmowy wynikało, że w Belgradzie nie wyszło mu nie z powodów sportowych, ale właśnie pozaboiskowych. W Serbii czuł presję, mówiło się, że z Mega Basket ma trafić prosto do NBA. Dlatego zdecydował się skrócić wypożyczenie i wrócić do Gran Canarii – czyli de facto do domu. I tam, w znanym środowisku, odbudować pewność siebie – dodaje ekspert.
Balcerowski rzeczywiście niemal całą dotychczasową karierę spędził w Gran Canarii. Niemal, bo z półroczna przerwą na grę i treningi w Belgradzie, dokąd trafił na początku sezonu 2021/22. Mega Basket, do którego był wypożyczony, nazywany jest kuźnią talentów, a jego właściciel, Misko Raznatović, to jeden z najsprawniejszych agentów. Z Belgradu do NBA dostało się kilkunastu graczy, a najznakomitszy przykład to oczywiście Nikola Jokić. Balcerowski miał iść tymi śladami, ale wybrał powrót do Gran Canarii. I wyszedł na tym dobrze.
Wracając jednak do Panathinaikosu, Spiak zwraca jeszcze uwagę na aspekt sportowy: presja na wynik w Atenach jest niewspółmiernie większa do tej w Gran Canarii. Po słabszym sezonie, w którym Panathinaikos szorował po dnie Euroligi i znów przegrał rywalizację o mistrzostwo Grecji z Olympiakosem, doszło do rewolucji. Nowym trenerem został Ergin Ataman, legendarny turecki szkoleniowiec, który dwa razy z rzędu doprowadził Anadolu Efes Stambuł do mistrzostwa Euroligi. W Atenach liczą, że w pierwszym sezonie co najmniej zaprowadzi Panathinaikos do play-off najbardziej prestiżowych rozgrywek w Europie. I to właśnie Ataman uznał, że warto zapłacić pół miliona euro, aby sprowadzić Balcerowskiego do Aten już teraz.
– Dla Polaka to duża szansa, by pokazać się na jeszcze większej scenie. Balcerowski pewnie będzie pełnił rolę podobną do Tibora Pleissa, który grał u Atamana w Stambule – mierzącego 221 cm środkowego, który często rzuca za trzy. Balcerowski prezentuje podobny styl, choć częściej gra bliżej kosza – analizuje Spiak.
Podobnego porównania używa Kouvaris, dodając: – Ataman chce uczynić z Balcerowskiego drugiego Pleissa, a przy okazji uważa, że Polak znakomicie zastąpi Georgiosa Papagiannisa, który odszedł do Fenerbahce.
W Atenach, w związku z ostatnią rewolucją, Balcerowskiego czeka wielka konkurencja. Pod koszem Panathinaikosu są już sprowadzony z Partizana Belgrad Francuz Mathias Lessort oraz młodszy z braci Antetokounmpo – Kostas. 27-letni Lessort ma za sobą znakomity sezon – z Partizanem o mały włos nie wyeliminował w ćwierćfinale Euroligi Realu Madryt, czyli późniejszego triumfatora rozgrywek, samemu stanowiąc o podkoszowej sile ekipy Żeljko Obradovicia i notując średnio 12 punktów i siedem zbiórek. Z kolei Kostas Antetokounmpo chce odbudować się po nieudanym sezonie w Fenerbahce Stambuł, ale samo jego nazwisko jest w Grecji gigantycznym magnesem, a każdy z braci traktowany jest niczym bóg.
A w czwartek rano klub odpalił prawdziwą bombę, zatrudniając Juancho Hernangomeza, Hiszpana, który ostatnie siedem sezonów spędził w NBA, zagrał w niej 350 meczów, a na ostatnim EuroBaskecie zdobył z Hiszpanią złoto. I także gra bliżej kosza, choć bezpośrednią konkurencją dla Polaka nie będzie – bliżej mu do pozycji silnego skrzydłowego.
W Gran Canarii warunki były inne – Balcerowski w zasadzie mógł być pewny gry. W ostatnim sezonie grał w lidze średnio ponad 16 minut, dzieląc parkiet z Khalifą Diopem – innym utalentowanym środkowym, który po tym sezonie wyfrunął do Baskonii.
"Szpaku" wyfrunie zaś do Aten i zamieni rozgrywki Eurocup – które Gran Canaria w ostatnim sezonie wygrała, a Polak zdobył statuetkę dla "Rosnącej Gwiazdy" tych rozgrywek – na jeszcze bardziej prestiżową Euroligę.
Ale też klub, który ceni spokój i stabilizację (w tym sezonie, mimo zaproszenia do Euroligi, Gran Canaria odmówiła, uznając, że jej na taki kaprys nie stać) na organizację – mówiąc eufemistycznie – chwiejną.
– Po trzech chudych latach prezydent Dimitris Giannakopoulos zdecydował się wyłożyć wielkie pieniądze, by drużyna wróciła do Final Four Euroligi – opowiada Kouvaris. – To człowiek, który kocha ten klub. Jest w pierwszej kolejności jego fanem, a dopiero potem prezydentem – tłumaczy. I od razu dodaje: – Pamiętajmy, że klub wrócił w ręce "dużego" Panathinaikosu, co oznacza że ciśnienie na sukcesy będzie jeszcze większe.
W tym sezonie oczekiwania będą więc gigantyczne. Tym bardziej że klub uzbroił się po zęby. Oprócz Balcerowskiego, Lessorta, Antetokounmpo czy Hernangomeza udało się sprowadzić Lukę Vildozę, byłą gwiazdę Baskonii, Crvenej Zvezdy i byłego gracza Milwaukee Bucks, Kyle'a Guya, a przede wszystkim – Kostasa Sloukasa.
Sloukas to żywa legenda… Olympiakosu Pireus, śmiertelnego wroga Panathinaikosu – być może nawet większego na parkietach koszykarskich niż na futbolowej murawie. Sloukas ma 33 lata, ale – jak pisze strona Euroligi – jest u szczytu możliwości. Z klubem z Pireusu dwukrotnie wygrywał Euroligę, w ostatnim sezonie był dosłownie ułamek sekundy od trzeciego triumfu, a tuż po nim związał się z największym rywalem. To bomba, którą można porównać do transferu Luisa Figo z Barcelony do Realu.
Sloukas ma zarabiać trzy mln euro rocznie. Tyle ma być warte bycie głównym dowodzącym drużyny, która ma strącić Olympiakos z tronu, a do tego wskoczyć do czołówki Euroligi. A Balcerowski ma być integralną częścią tego planu.
Polak zamienia najmocniejszą ligę w Europie – czyli hiszpańską – na zdecydowanie słabszą, czyli grecką. Ale magnesem była właśnie Euroliga. W nowym sezonie tylko dwóch Polaków będzie występować w najlepszych rozgrywkach Starego Kontynentu. Choć to i tak świetny wynik, bo latami nie mieliśmy tam żadnego przedstawiciela. Drugim będzie Mateusz Ponitka, który podpisał kontrakt z Partizanem Belgrad – właśnie po solidnym sezonie w barwach Panathinaikosu. Polak w ostatnim roku miał ugruntowaną pozycję, dawał drużynie to, co potrafi najlepiej – siłę, determinację, waleczność. I choć w Atenach – z racji na mocarstwowe plany – z niego zrezygnowano, to szybko zgłosił się po niego równie mocny klub z Belgradu. Można więc śmiało napisać, że to Ponitka utorował w Atenach ścieżki Balcerowskiemu.
A jeżeli Polakowi uda się ugruntować pozycję w Panathinaikosie, wciąż może on marzyć o angażu w NBA. Balcerowski nie został wybrany w drafcie, ale do ligi próbował dostać się tylnymi drzwiami – przez Ligę Letnią w Las Vegas, gdzie pokazał się w barwach Boston Celtics.
22-letni środkowy wypadł przyzwoicie. Zagrał w pięciu meczach, zdobywał średnio ponad siedem punktów, pięć zbiórek, notował prawie półtora bloku w ponad 20 minut. To dobre statystyki, zwłaszcza w specyficznej Summer League, w której walczący o angaż koszykarze grają na wskroś indywidualnie.
Balcerowski zaprezentował się na wielkiej scenie, wpadł do notesów skautów, ale – nie ma co ukrywać – żaden z klubów nie był w tym momencie zainteresowany jego usługami. To może się jednak zmienić po dobrym sezonie w Eurolidze.
Na razie Balcerowski jest we Wrocławiu na zgrupowaniu reprezentacji Polski. "Szpaku" – jak mówią o nim kadrowicze – zagra z ekipą Igora Milicicia w prekwalifikacjach do igrzysk w Paryżu, turniej odbędzie się w połowie sierpnia w Gliwicach.
To przed rokiem na EuroBaskecie Balcerowski – jak mówił Milicić – przemienił się z chłopca w mężczyznę. "Balcerowski już udowodnił, że nie boi się nikogo. To Balcerowskiego trzeba się bać" – pisaliśmy o nim ze stolicy Niemiec, gdzie Polska dotarła aż do strefy medalowej mistrzostw Europy.
Sam Balcerowski podkreślał, jak dużo pewności dał mu turniej, po ćwierćfinałowym meczu ze Słowenią przyznał, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej myślał, że do niczego się nie nadaje. Dziś jest liderem kadry i ma szansę ugruntować swoją pozycję wśród najlepszych centrów w Europie.
Drzwi do NBA wciąż są otwarte, a droga na koszykarski Olimp prowadzi przez Ateny.