Chris Davidson nie żyje. Tragiczna śmierć 45-latka

Smutne informacje docierają z Australii. Nie żyje Chris Davidson. Były surfer został zaatakowany przed pubem w miasteczku w Nowej Południowej Walii. Po jednym z ciosów 45-latek upadł na ziemię i uderzył głową o chodnik. Mimo wysiłków lekarzy jego życia nie udało się uratować. W sprawie zatrzymano już podejrzanego. Sprawca oczekuje na proces w areszcie.

Chris Davidson rozpoczął przygodę z surfingiem w 1996 roku. W wieku zaledwie 19 lat otrzymał "dziką kartę" i wystartował w Rip Curl Pro - w jednych z najbardziej prestiżowych zawodów w Australii. Rywalizował także w Pucharze Świata surferów. Najwyżej sklasyfikowano go na koniec 2010 roku - 14. miejsce. Co więcej, zawodnik reprezentował Australię na wielu międzynarodowych turniejach. Dwa razy udało mu się pokonać także Kelly'ego Slatera, najbardziej utytułowanego amerykańskiego surfera. U szczytu kariery Davidson był uważany za jednego z najbardziej utalentowanych sportowców w tej dyscyplinie. "Był najbardziej stylowym surferem w naszym kraju" - mówił jeden z bliskich współpracowników Davidsona. Niestety jego życie zakończyła tragiczna bójka.

Zobacz wideo Ulubiony gol Milika? "Piękna podcinka"

Tragiczna śmierć Chrisa Davidsona. Australia opłakuje utalentowanego surfera

O śmierci 45-letniego surfera poinformowały australijskie media. Do zdarzenia doszło w sobotę 24 września około godziny 23 przed klubem South West Rocks Country Club w Nowej Południowej Walii. Świadkowie przyznali, że Davidson brał udział w bójce. W pewnym momencie jeden z napastników uderzył australijskiego sportowca pięścią w twarz. Ten upadł na ziemię bardzo niefortunnie i uderzył głową o chodnik. 

Surfer niemal natychmiast stracił przytomność, a na miejsce wezwano policję i służby medyczne. Lekarze rozpoczęli reanimację Davidsona. Następnie 45-latka przewieziono do jednego z lokalnych szpitali. Niestety jego życia nie udało się uratować.

Przed pubem zjawili się także specjaliści z zakresu medycyny sądowej i zabezpieczyli miejsce zbrodni. Bardzo szybko ustalono również tożsamość sprawcy. Policja zatrzymała podejrzanego już niespełna dwie godziny po bójce. Okazało się, że jest nim Grant Coleman, brat trenera drużyny rugby z Sydney NSW Waratahs.

Aktualnie 42-latek przebywa w areszcie. W niedzielę prokurator powinien postawić mu zarzut napaści ze skutkiem śmiertelnym. Wygląda na to, że podejrzany spędzi najbliższe dni w areszcie, bowiem sędzia nie wyraził zgody na uiszczenie kaucji. 

Więcej informacji na stronie głównej Gazeta.pl

Śmierć australijskiego surfera poruszyła jego rodaków. "Był absolutnie cudownym talentem", "Nie mogę uwierzyć, że właśnie w taki sposób zakończył życie", "Kiedy był na szczycie, to mógł pokonać każdą gwiazdę, dla niego nie było rzeczy niemożliwych" - piszą internauci. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.