Pierwotnie Iwo Baraniewski miał się na gali w Las Vegas zmierzyć z Billym Elekaną, ale z powodu kontuzji tego zawodnika przeciwnikiem Polaka został Junior Tafa. To wojownik z naszego kraju był faworytem tej potyczki, ale oczywiście nie mógł lekceważyć rywala. Tafa potwierdził w przeszłości, że w stójce potrafi być groźny. Ostatecznie jednak Baraniewski nie pozostawił Australijczykowi żadnych złudzeń.
Polak znalazł sposób na Tafę poprzez niskie kopnięcia. Po trzecim takim potężnym kopnięciu przeciwnik właściwie nie mógł stanąć na nogę. Następnie Baraniewski dołożył kilka mocnych uderzeń i sędzia przerwał pojedynek. Była to odpowiednia decyzja, patrząc na to, z jakim animuszem nasz zawodnik ruszył na Australijczyka. Walka trwała 85 sekund.
Baraniewski po raz trzeci zawalczył w UFC i znów pewnie zwyciężył. Drugi raz z rzędu otrzymał natomiast bonus za występ wieczoru. Nagroda tym razem wyniosła 100 tysięcy dolarów (ok. 365 tysięcy złotych).
Jeśli chodzi o dodatkowe stawki, to na koncie Polaka pojawiło się łącznie już 250 tysięcy dolarów (915 tys. złotych). To docenienie niesamowitej postawy 27-latka.
"Dwie niesamowite walki, dwa zasłużone bonusy!" - przekazało UFC w oficjalnym komunikacie. Drugi bonus trafił do Edgara Chaireza, który pokonał przez poddanie w pierwszej rundzie Bruno Silvę.
Teraz pozostaje mieć nadzieję, że Baraniewski otrzyma dużo mocniejszego rywala i zacznie zbliżać się w rankingu do czołówki wagi półciężkiej. Na pewno ma potencjał na wielkie rzeczy.