Potężna dziura w systemie antydopingowym przed IO! Szokujące wieści z Tokio! "Nawet 1400 przypadków"

Karol Górka
Czy igrzyska w Tokio mają szansę być czyste? Choć Światowa Agencja Antydopingowa twierdzi, że ma sytuację pod kontrolą, to jej władze przyznają, że były naiwne. Przez dziurę w systemie prześlizgnąć się mogło nawet 1,4 tys. sportowców.

– Dziury w systemie kuszą oszustów. Myślę, że o dopingu w Tokio zrobi się głośno. Prędzej czy później – mówi Hajo Seppelt, jeden z najbardziej cenionych dziennikarzy śledczych. I dodaje: – To zdarzało się już w przeszłości. Dlaczego miałoby się nie powtórzyć? 

Zobacz wideo Niehumanitarne warunki na IO w Tokio. "Organizatorzy powinni to zmienić"

Powodów, by tak sądzić, Seppelt ma wiele. Tym najważniejszym jest pandemia. To ona sprawiła, że system WADA, przez który zwykle nie prześlizgnie się nawet mysz, w ostatnim roku okazał się dziurawy jak szwajcarski ser. 

System kontroli okazał się dziurawy jak szwajcarski ser

Na początek liczby. W kwietniu i maju 2020 r., czyli w trakcie pierwszego twardego lockdownu, WADA przeprowadziła na całym świecie 3203 testy na obecność niedozwolonych substancji. W tym samym okresie, ale rok wcześniej, przeprowadzono ich 52365, czyli blisko 17 razy więcej. To sprawia, że liczba wykonanych testów antydopingowych jest o kilkanaście procent niższa niż w okresie przed wybuchem pandemii. A to luka, z której korzystać mogli startujący w Tokio oszuści. 

Przyznają to sami szefowie WADA. – Bylibyśmy naiwni sądząc, że nie było sportowców, którzy chcieliby wykorzystać tę przerwę do złamania przepisów antydopingowych – powiedział agencji AP dyrektor generalny Olivier Niggli. Dodał, że WADA szukała sposobu, by w pandemii zmniejszyć ryzyko stosowania dopingu przez zawodników. Chodzi m.in. o konieczność stałego podawania miejsca ich pobytu. To miało zwiększać możliwość przeprowadzenia testu, nawet gdy ich liczba znacznie spadła.

Nawet 1400 sportowców mogło uniknąć dopingowej wpadki!

Tyle w teorii. A jak było naprawdę? Statystyki nie stoją po stronie kontrolujących. Jak podkreśla agencja AP, żaden ze sportowców biorących udział w igrzyskach w Tokio nie spełniał przez 16 miesięcy najwyższych standardów światowego kodeksu antydopingowego. Zdaniem dziennikarzy „Daily Mail" tylko w 2020 roku od 800 do 1400 sportowców, którzy mieli walczyć o wyjazd do Tokio, mogło uniknąć dopingowej wpadki. Nie ma jednak żadnej pewności, ilu z nich faktycznie startuje podczas tegorocznych igrzysk. Dziennikarze są niemal pewni, że część sportowców skorzystała z możliwości wspomagania się niedozwolonymi środkami, mając niemal pewność, że unikną kontroli.

A przecież brak kontroli nad zawodnikami to niejedyny – choć najpoważniejszy – kłopot WADA. Po wybuchu pandemii testowanie nowych środków zwiększających wydajność właściwie przestało istnieć. Do regularnych badań wrócono dopiero w ostatnim czasie. Wygląda na to, że za późno.

Niemiecki dokument zszokował sportowców

Tuż przed startem igrzysk Hajo Seppelt opublikował dokument "Doping ściśle tajny: WINNY". Pokazał w nim, jak łatwo można manipulować wynikiem testu antydopingowego. Niemiecki dziennikarz udowodnił, że preparaty klasyfikowane jako doping mogą bardzo łatwo zostać wchłonięte przez skórę, co powoduje wynik dodatni testu, oznaczający stosowanie niedozwolonej substancji. Niemieccy sportowcy mieli być zszokowani wynikami śledztwa Seppelta. Dziennikarz udowodnił, że żaden ze sportowców nie może czuć się spokojnym, a co więcej, nie ma możliwości obrony przed sabotażem.

Problemem miały być także procedury wprowadzone w związku z pandemią. Część sportowców w jej trakcie znajdowała się w kraju, do którego nie można było przylecieć ze względu na zamknięte granice. Gdy zostały otwarte, musieli jedynie zgłosić gorączkę lub inny objaw zakażenia koronawirusem, a ich testy były przekładane. W ten sposób wielu sportowców mogło unikać testów nawet przez kilka miesięcy!

Seppelt uważa, że już teraz widać, kto wspomaga się niedozwolonymi środkami. Jego zdaniem tuż przed igrzyskami padło kilka rekordów świata, zwłaszcza w podnoszeniu ciężarów i lekkiej atletyce, które można kwestionować. Seppelt nie chciał jednak przyznać, które wyniki dokładnie ma na myśli. 

W Tokio już potwierdzono przypadkiem korzystania z niedozwolonych substancji

Tuż przed igrzyskami potwierdzono pierwszy przypadek wykrycia niedozwolonej substancji w organizmie sportowca, który miał wystartować w Tokio. Australijczyk Jamie Kermond, który miał wziąć udział w zawodach skoków przez przeszkody, otrzymywał pozytywny wynik testu na obecność kokainy we krwi. Tym samym 36-latek został wykluczony z igrzysk dwa dni przed ceremonią otwarcia.

Ale to tylko jeden – zresztą dość osobliwy – przypadek. Wszak kokaina nie pomaga osiągać lepszych wyników. Na więcej fani liczyć jednak nie mogą. – Problem z komercjalizacją sportu polega na tym, że przypadki dopingu psują reputację danej. Więc jeśli myślisz, że chcesz zobaczyć przypadki dopingu, to nie licz na to, bo to szkodzi biznesowi – przyznał Seppelt.

Co na to sami sportowcy? Portal expressen.se cytuje Evana Dunfee, chodziarza, który wystąpi w Tokio. Kanadyjczyk przyznał, że obawia się konieczności startu z dopingowymi oszustami. – Ale nie bardziej niż zwykle – dodaje. 

Więcej o: