Turniej hokejowy w Vancouver - przed nami półfinały

Jeśli chodzi o olimpijski turniej hokejowy w Vancouver wiemy już prawie wszystko. ''Wszystko'' od ''prawie wszystko'' dzielą jeszcze wszystkiego tylko cztery mecze. Dla maniaków hokeja na najwyższym poziomie - aż cztery mecze. Szczękną o siebie kije, szczękną o siebie szczęki, zewrą się szczerbate góry przebrane za ludzi... Oj, będzie się działo w piątkowych półfinałach. To ''oj'' też jest całkiem na miejscu.

USA - Finlandia, 21.00

Pancernik USS ''NHL'' ostrzelał bramkę Szwajcara Jonasa Hillera tak, że bardziej nie mógł, a skończyło się na 2:0 (drugi gol na pustą bramkę). Finowie toczyli wyrównany bój z Czechami i skończyło się 2:0 (drugi gol na pustą bramkę). Czesi jednak to nie Szwajcarzy, bo zamiast zegarków produkują piwo i zabytki, poza tym grają lepiej w hokeja i to daje Finom przed spotkaniem z USA przewagę moralną. Która niwelowana jest tym, że Suomi wygrali wprawdzie, ale wygrali przez kask, który spadł z głowy Pavlovi Kubinie - inaczej 0:0 utrzymywałoby się prawdopodobnie aż do igrzysk w Soczi. Amerykańskie ''dzieciaki'' (ale takie, na widok kijów których oddawalibyście im kanapki razem z lodówką, w której je wcześniej trzymaliście) mogą stawić czoła fińskim weteranom, ale ci mają wiele opcji w ataku. Jak nie Niklas Hagman, to Selanne czy Koivu (może kiedyś się w końcu obudzą... a wtedy rycerz Giewont pójdzie ich śladem i wzmocni naszą kadrę), jak nie Selanne i Koivu to czeski kask... Bardziej wyrównane spotkanie ciężko sobie wyobrazić. USA na razie pokazuje, że jest mocne, ale od lat regularnie jest już mocne. I nic z tego nie wynika.

Z czuba błędnie typuje: 3:2 dla Suomi. Żeby w końcu móc zobaczyć uśmiech na twarzy Fina. Pomnożony przez 23.

Słowacja - Kanada, 3.30

Wszyscy Kanadyjczycy teraz namiętnie przepraszają za swoje twierdzenia, że kochają tylko ringo i wrócili do miłości do hokeja. Zresztą nie ma co się dziwić - ekipa Klonowego Liścia w ćwierćfinałowym spotkaniu z Rosją dała z siebie wszystko włącznie z wnętrznościami . Dość powiedzieć, że po 24 minutach efektywnego czasu gry było już 6:1, a takiego lania Rosjanie nie dostali od pierwszej tercji meczu z Napoleonem. W tym momencie Kanadyjczycy mogli już swobodnie wystawić na lodowisko swoje meble. ''Sbornej'' to i tak nie pomogło, bo zdobyła jeszcze tylko dwie bramki przy jednej meblościanki Joe Thorntona Coreya Perry`ego. W trzeciej części spotkania obie drużyny uznały, że 10 goli już zdecydowanie wystarczy i zajęły się opowiadaniem sobie głupich dowcipów i pojedynkiem na miny. Mimo potrójnego nosołamacza Owieczkina i potrójnej kombinacji wystawiony język-grymas wściekłości Gonczara, to jednak Team Canada zagra w półfinale.

Na Słowaków w walce o medale liczyli przed kanadyjskim turniejem tylko oni sami i księgowi, ale oni liczą wszystko, zawsze i wszędzie. Po pierwszym słabym w ich wykonaniu meczu z Czechami, teoretyczne szanse naszych południowych sąsiadów na półfinał nie były większe niż kolibra na przeżycie w piekle. Potem jednak przyszły zwycięstwa nad Rosją, demolka Łotwy i... męczarnie z Norwegią (4:3) w walce o ćwierćfinał. Szanse na zwycięstwo ze Szwecją znowu były... no, dość powiedzieć, że słowaccy naukowcy mieli już klatki wypchane kolibrami i właśnie wybierali się na poszukiwanie piekła do Albanii . Tymczasem w spotkaniu z ''Trzema Koronami'' Słowacy oddali strzałów 14, Szwedzi 29 i skończyło się 4:3 dla tych pierwszych. Cóż, hokej bywa niesprawiedliwy, a ekipa Jana Filca potwierdziła tylko, że jedyne co można w odniesieniu do niej przewidzieć to to, że wyjdzie na lodowisko w strojach Słowacji. Prawdopodobnie.

Kanadyjczycy woleli w półfinale spotkać się z tą ekipą, z którą się spotykają, ale kto wie czy nie było to życzenie śmierci . Mimo wszystko jednak...

Z czuba błędnie typuje: 4:0 dla Kanady. Nazwiska nie grają, ale gra zestaw mięśni i umiejętności podpięty pod te nazwiska. A tu drużyna Babcocka, teoretycznie przynajmniej, zdecydowanie dominuje.

Łukasz Miszewski