GP Chin. Bottas i Vettel narzekają na samochód bezpieczeństwa. "Szanse powinny być równe"

- Przejechaliśmy dwa okrążenia i było widać, że tam są części na torze. Nie rozumiem, dlaczego nie wszyscy mieli równe szanse na zjechanie na zmianę opon - mówił Sebastian Vettel

W połowie wyścigu doszło do zderzenia dwóch aut Toro Rosso. Pierre Gasly wjechał w bok samochodu Brendona Hartleya, trochę części posypało się na tor i sędziowie zdecydowali o wypuszczeniu samochodu bezpieczeństwa. Błyskawicznie zareagowali na to w Red Bull, ściągając oba auta na zmianę kół. Nie zmieniono rodzaju mieszanki, ale chodziło o to, by Verstappen i Ricciardo mieli świeższe opony od kierowców Ferrari i Mercedesa, którzy byli przed nimi.

Była to fantastyczna zagrywka taktyczna, która pozwoliła niemal od samego wznowienia wyścigu gonić i atakować samochody będące przed nimi. Gdyby nie zbyt szaleńcza jazda - który to już raz - Maxa Verstappena, Red Bull miał szansę nawet na dojechanie na dwóch pierwszych miejscach, bo aż tyle zyskiwał dzięki mniej zniszczonym oponom. Widać to po tempie Ricciardo, który dojechał na pierwszym miejscu.

Po wyścigu Sebastian Vettel z Ferrari i Valtteri Bottas z Mercedesa narzekali na decyzję sędziów o momencie informacji o wypuszczeniu na tor samochodu bezpieczeństwa. Stało się to w takim momencie, że obaj nie mogli zjechać na zmianę opon bez utraty pozycji. A szansę dostali jadący na dalszych pozycjach kierowcy Red Bulla.

- Przejechaliśmy dwa okrążenia i było widać, że tam są części na torze. Nie rozumiem, dlaczego nie wszyscy mieli równe szanse na zjechanie na zmianę opon. Mieli wystarczająco dużo czasu na podjęcie takiej decyzji - mówił Vettel.

- Wyścig układał się dla nas dobrze do czasu wyjazdu samochodu bezpieczeństwa. Od wtedy zaczęły się nasze problemy - mówił Bottas.

Adam Bielecki w "Wilkowicz Sam na Sam": Kiedyś myślałem, że nie założę rodziny, bo to nieodpowiedzialne ze strony himalaisty. Zmieniłem zdanie

Więcej o: