Pjongczang 2018. Guńka dla Sport.pl - 1: Zachwycił nie tylko Stoch, ale i Kubacki. Noty będą wystawiane w piwnicy

- Sześć serii treningowych za skoczkami, ale i za nami. Pierwszy dzień był nas tzw. dopasowaniem. Porównujemy noty wystawiane na sucho, ciągle dyskutujemy. Z przyjemnością stwierdzam, że nie było zarzutów do naszych zawodników, a wielkie wrażenie zrobił nie tylko Kamil Stoch, ale też Dawid Kubacki - mówi Ryszard Guńka, sędzia skoków, który pracuje na igrzyskach w Pjongczangu. Polak oceniał zawodników podczas czwartkowych kwalifikacji i sobotniego konkursu. A na Sport.pl przedstawia swoje spojrzenie na olimpijskie zmagania nie tylko skoczków

Polak w "szóstce" wybranych na igrzyska

Guńka to najlepszy polski sędzia. Pracował na wielu największych imprezach, m.in. na igrzyskach w Vancouver w 2010 roku. Do Pjongczangu został wytypowany razem z pięcioma innymi sędziami - Koreańczykiem, Japończykiem, Niemcem, Słoweńcem i Finem.

Cała szóstka pracowała już w środę, podczas pierwszych treningów, mimo że takie serie oficjalnie nie są oceniane.

- Mogę powiedzieć, że podczas środowych treningów Polacy zrobili wrażenie na wszystkich. Dużo dyskutowaliśmy w sędziowskim gronie o stylu prezentowanym przez poszczególnych zawodników i muszę z przyjemnością stwierdzić, że nie było słuchać zarzutów do naszych zawodników. Kamil Stoch to - wiadomo - wielki mistrz, ale i Dawid Kubacki zrobił wielkie wrażenie, i Stefan Hula jednym swoim skokiem też. Zresztą, skoro Piotrek Żyła nie zmieścił się w składzie na kwalifikacje, mimo że w każdej z trzech serii zmieścił się w czołowej "20", to nie trzeba więcej mówić o sile naszej drużyny - mówi Guńka.

Pochwały dla podopiecznych Stefana Horngachera są zrozumiałe. Polacy na treningach na skoczni normalnej byli najlepsi w trzech rozegranych wtedy seriach. Zajmowali następujące miejsca: Kamil Stoch drugie, pierwsze i trzecie, Dawid Kubacki pierwsze, trzecie i dziewiąte, Stefan Hula 13., dziewiąte i drugie, Maciej Kot ósme, siódme i 11., wreszcie Piotr Żyła 17., 18. i 13. Po tych skokach austriacki trener Polaków zdecydował, że do czwartkowych kwalifikacji zgłosi Stocha, Kubackiego, Hulę oraz Kota. - Piotrka Żyły szkoda, widziałem, że i on z każdym skokiem się poprawiał. Wierzę w "Pietera", bo "Pieter" to jest gość, który lubi powalczyć. Myślę, że jego czas na tych igrzyskach przyjdzie - ocenia Guńka.

Skoczkowie trenowali, sędziowie się dopasowywali

Co robili sędziowie na treningach, na których zawodnicy dostają punkty tylko za odległości i wiatr oraz ewentualne zmiany belki startowej? - Mieliśmy tzw. dopasowanie. Porównywaliśmy noty. Za lot, bo za lądowanie nie ma sensu teraz oceniać, ponieważ mało kto ze skoczków przejmuje się nim w treningach. Ale fazę lotu analizujemy szczegółowo i wystawiamy oceny, żeby potrenować przed seriami punktowanymi. Trzeba się wstrzelić, zacząć z jakiegoś określonego pułapu. Dlatego oceniamy i cały czas dyskutujemy. Podczas treningu możemy to robić, w kwalifikacjach nie wolno nam rozmawiać, a w konkursie podyskutować możemy tylko między pierwszą i drugą serią. Treningi są bardzo ważne, tu ustalamy, na ile surowo będziemy oceniać, na co i na kogo musimy zwracać uwagę -  wyjaśnia Guńka.

Buty Polaków? "Daję słowo, nie widziałem"

Na powitanie z Pjongczangiem Polacy błysnęli formą, a jeszcze dodatkowo wzbudzili zainteresowanie nowym sprzętem. - Buty mają nowy design. Żeby trochę rzucał się w oczy. Są sztywniejsze, tyle mogę powiedzieć. Czy mają coś jeszcze? A nie wiem, może mają - mówił Adam Małysz o nowych butach naszych skoczków. Skakali w nich wszyscy Polacy poza Kubackim. - Ja mogę tylko powiedzieć, że Rass zrobił mi bardzo dobrą parę. Mam w nich świetne czucie - chwalił Maciej Kot.

Czy buty Polaków stały się ważnym tematem rozmów jury, głównie tej części, która kontroluje sprzęt? - Daję słowo, że nic nie wiem. Tak naprawdę od pana pierwszy raz usłyszałem, że nasi skakali w nowych butach - mówi Guńka. - Z wieży sędziowskiej ich nie widziałem, a tu, inaczej niż Pucharach Świata, jesteśmy odseparowani od trenerów, więc nawet z nikim z naszej ekipy nie rozmawiałem - dodaje sędzia. - Nie mamy też telewizora. Normalnie na Pucharach Świata mamy telewizor, możemy oglądać transmisję. A tutaj nie ma takiej możliwości. I tak samo było w Vancouver - opowiada.

Wioska dla sędziów zamknięta, spotkania z trenerami możliwe tylko w jednym miejscu

- W Pjongczangu jest tak, jak się spodziewałem, że będzie. Mieszkamy w hotelu, do wioski olimpijskiej nie mamy prawa wstępu. Taka jest specyfika igrzysk, normalnie na Pucharach Świata jesteśmy zakwaterowani tam gdzie zawodnicy, tu jednak dąży się do odseparowania nas od ekip. Jedyna możliwość spotkania się z trenerami jest w naszej wieży. Przepisy mówią, że po dwóch ludzi z każdej drużyny może na nią przyjść, żeby z niej popatrzeć na skoki, spróbować coś wyłapać z innego miejsca niż gniazdo trenerskie. Ale w środę przerwy między seriami treningów były bardzo krótkie, trwały tylko po pięć minut, więc nawet nie było szansy wyjść i z kimś porozmawiać. Trenerzy, jeśli zdecydują się przyjść, to przebywają wyżej od nas, my mamy swoje pomieszczenia w piwnicy - mówi Guńka, zabierając nas za kulisy olimpijskich skoczki w Pjongczangu.

Polak będzie oceniał z piwnicy

Jak to możliwe, że sędziowie pracują w piwnicy, skoro muszą dobrze widzieć zawodników? - Oczywiście to nie jest typowa piwnica. Wieża jest zbudowana na wysokiej skarpie, jej piwnica znajduje się na takim poziomie, z którego bardzo dobrze widać zeskok skoczni - tłumaczy nasz sędzia.

W czwartek Guńka oceniał skoczków w kwalifikacjach, bo dla niego kwalifikacje już się odbyły. - Za nami losowanie. Na igrzyska przyjeżdża sześciu sędziów, przed każdym konkursem jeden odpada, nie ocenia. Tym razem padło na Japończyka, będzie pomagał sędziemu startowemu, jego zadaniem będzie pilnowanie czy skoczkowie nie naciągają kombinezonów już po kontroli. Przed zawodami na dużej skoczni znów będziemy losować, a ostatnie losowanie czeka nas przed "drużynówką". W Vancouver raz szczęście mi nie dopisało, tam punktowałem w dwóch z trzech konkursów - wyjaśnia polski arbiter.


Sport.pl

Więcej o: