- Chyba musisz ich zapytać. Nie mogę mówić w ich imieniu - odpowiedziała Maja Chwalińska. Tak zareagowała, gdy jeden z zagranicznych dziennikarzy formułując swoje pytanie, zaliczył ją do najlepszych tenisistek na świecie. Polka właśnie zagrała w finale Rolanda Garrosa, zarobiła duże pieniądze, ale ani myśli obrosnąć w piórka. Korespondencja z Paryża wysłannika Sport.pl, Łukasza Jachimiaka.
- Troszkę sobie popłakałam, bo chciałam zagrać dużo lepszy mecz. Ale z pewnością nigdy nie zapomnę tych trzech tygodni – mówiła Maja Chwalińska na konferencji prasowej po finale Rolanda Garrosa. W sobotę w Paryżu Polka przegrała 3:6, 2:6 z Rosjanką Mirrą Andriejewą. Ale nic dziwnego, że szybko doszła do siebie. I że nad rozczarowaniem górowała w niej duma.
To już stały obrazek z ostatnich dni – Chwalińska przyciąga mnóstwo ludzi, którzy chcą jej słuchać. Raz, że stała się sportowym objawieniem. Dwa – umie ciekawie mówić. Po finale Rolanda Garrosa największa sala konferencyjna w biurze prasowym znów wypełniła się reporterami z całego świata.
- Mirra wygrała zasłużenie, była dziś o wiele lepszą zawodniczką. Ale zdecydowanie jestem dumna ze swojego wysiłku, oczywiście dałam z siebie wszystko – zaczęła Chwalińska. – Generalnie nabrałam w tym turnieju dużo pewności siebie. Nigdy wcześniej nie grałam z tak wysoko notowanymi rywalkami. Będę dalej ciężko pracowała, tak jak teraz. I każdego dnia będę się stawała lepszą tenisistką – dodawała Polka.
Chwalińska pytana o wyjątkową chwilę zaczęła mówić o 18 latach
Pewne jest, że dzięki sukcesowi w Rolandzie Garrosie Chwalińska stała się tenisistką dużo bardziej rozpoznawalną. - Jak poradzisz sobie z mediami? Jak jednocześnie zachowasz swój komfort i pokażesz ludziom, kim jesteś? To dla ciebie trudne? – zapytał jeden z dziennikarzy.
- Pytasz, jak sobie z tym poradzę? Zobaczymy. Będzie inaczej. Ale czuję, że dość twardo stąpam po ziemi. I mam wokół siebie dobrych ludzi. Znam swoje priorytety i na nich się skupiam – odpowiedziała szczerze Chwalińska.
Dowodem jej twardego stąpania po ziemi była reakcja na jedno z pytań. - Mirra mówiła o demonach w swojej głowie i o mentalnym aspekcie gry oraz o tym, jak pomógł jej psycholog. Wiem, że ty też miałaś problemy z mentalnym aspektem gry. Czy to coś, z czym zmagają się wszyscy najlepsi tenisiści? – padło pytanie. - Chyba musisz ich zapytać. Nie mogę mówić w ich imieniu – odpowiedziała skromnie Chwalińska.
- Ale uważam, że tenis to bardzo trudny sport. Zaczynamy tak wcześnie, jesteśmy w zasadzie dziećmi, kiedy zaczynamy. I wiesz, ludzie oczekują, że będziemy się zachowywać jak dorośli. A tak naprawdę jesteśmy tylko dziećmi. Presja jest więc ogromna, w każdym meczu jesteśmy wystawieni na próbę i ludzie mogą nas oceniać, jak chcą. W dzisiejszych czasach w Internecie można napisać wszystko. Tak, czuję, że to bardzo trudne. I trzeba się po prostu chronić najlepiej, jak się da – dodała po chwili Chwalińska.
Polka po raz pierwszy w trakcie Rolanda Garrosa przyznała, że odczuwała duży stres. Wcześniej ucinała temat. – Przed finałem byłam zdecydowanie zestresowana. Ale, szczerze mówiąc, zestresowana byłam tu przed każdym meczem przez te trzy tygodnie – wyznała.
Maja mówiła też, że ma nadzieję być inspiracją dla wielu innych świetnych zawodniczek spoza pierwszej setki światowego rankingu. Bo – przypomnijmy – choć w poniedziałek awansuje na 21. miejsce w rankingu WTA, to zaczynała Rolanda Garrosa, będąc na 114. miejscu.
Jak to właściwie możliwe, że Polka zanotowała aż taki przeskok? Że jako pierwsza w historii French Open dotarła do finału, ruszając z kwalifikacji? – Tak, to ogromny skok, ale tak naprawdę to efekt 18 lat ciężkiej pracy, cierpliwości i wytrwałości. Musiałam przejść przez tak wiele, żeby być w tym miejscu. Wiesz, życie bywa dziwne i po prostu trzeba robić swoje i wierzyć, że kiedyś się uda. Bardzo się cieszę, że tak się stało – mówiła Maja.
Chwalińska szczerze o dzikiej karcie na Wimbledon: „Nie spodziewam się"
Oczywiście po fantastycznym występie Chwalińskiej w Paryżu wszyscy myślami wybiegają już do Wimbledonu. Maja nie ma pewnego startu w głównym turnieju, ponieważ w chwili tworzenia list startowych była 114. w rankingu i załapała się tylko do kwalifikacji. Polski Związek Tenisowy i team Mai wspólnie poprosili już o dziką kartę dla niej, ale na odpowiedź trzeba czekać do połowy czerwca (mówi się o 13, 15 i 16 czerwca).
Jak duże nadzieje ma Chwalińska na otrzymanie tej dzikiej karty? – Szczerze mówiąc, nie spodziewam się tego. Jeśli będę musiała zagrać w kwalifikacjach, to potraktuję to jako wyzwanie – powiedziała.
Dla Chwalińskiej Wimbledon będzie pierwszym turniejem po Rolandzie Garrosie. Teraz zamierza odpoczywać. - W zeszłym roku było mi ciężko na trawie, ale wcześniej uwielbiałam na niej grać. Czuję, że mogę na niej robić slajsy, że poruszam się całkiem dobrze i całkiem dobrze przewiduję, co się wydarzy. Mam mało czasu na przygotowania, ale jestem podekscytowana i gotowa na to wyzwanie – zapowiedziała Maja.
Chwalińska kupi sobie coś wyjątkowego. A o radę poprosi Macieja Ryszczuka
W polskojęzycznej części konferencji Chwalińska dała do zrozumienia, że wicemistrzostwa Rolanda Garrosa nie zamierza świętować. Zapytana czy za premię finansową (1,4 mln euro) kupi sobie coś szczególnego odpowiedziała tak: - Na pewno będę chciała jeszcze bardziej zainwestować w siebie i w swój tenis. Podpytam trenera Maćka [Ryszczuka], co kupić.
Na koniec poproszona o szczere wyważenie czy tuż po finale jest w niej więcej smutku, że go przegrała, czy jednak radości z tego, co osiągnęła w całym turnieju, Chwalińska podsumowała: - Troszkę sobie popłakałam, bo chciałam zagrać dużo lepszy mecz, ale na pewno jestem bardzo dumna. Tak naprawdę nie mogę mieć do siebie pretensji i myślę, że mogę być z siebie zadowolona oraz dumna z tego, co zrobiłam i co osiągnęłam.