Dominic Thiem nie chce dać pieniędzy, a Ibbou mu odpowiada. "Jesteś moją bohaterką"

- Bogaci są tu bajecznie bogaci, ale przyzwoicie zarabia się tylko do 100. miejsca w singlu i 40. w deblu. Dalej jest wegetacja - mówi były tenisista Dawid Olejniczak. Komentator Polsatu Sport przekonuje, że milionerzy powinni pomóc finansowo tym, którzy w pandemii koronawirusa walczą, żeby nie kończyć karier. Kwestia dobrowolnej składki na ich rzecz dzieli światową czołówkę.

Dominic Thiem ma 26 lat i już 24 miliony dolarów zarobione na korcie. Czy 30 tysięcy dolarów to dla Austriaka dużo? Trudno odpowiadać za niego. Fortunę sobie wypracował, od nikogo jej nie dostał. Na pewno dużo trudu włożył w to, by dotrzeć do trzeciego miejsca w światowym rankingu ATP. Ale z całą sympatią dla Thiema, trudno nie stanąć po stronie Ines Ibbou, która w mediach społecznościowych nagrała wideo będące odpowiedzią na niedawną wypowiedź gwiazdy.

Zobacz wideo Fyrstenberg: Tylko wąska grupa tenistów zarabia dobre pieniądze

Czy hobbyści grają w dziurawych butach?

"Drogi Dominiku, twoje słowa były bolesne. Mam nadzieję, że po obejrzeniu tego filmu zmienisz zdanie" - napisała Algierka zajmująca 620. miejsce w rankingu WTA. 21-letnia tenisistka przez całą dotychczasową karierę zdążyła zarobić na korcie niecałe 28 tysięcy dolarów. Ale Ibou przekonuje, że wcale nie chce, żeby Thiem wpłacał pieniądze na rzecz takich tenisistów jak ona. Algierce zależy, żeby Austriak po prostu szanował ją i zawodników jej podobnych.

"Tenisiści z dalekich miejsc w rankingach nie są profesjonalistami. Oni traktują tenis jak hobby. Nie widzę powodu, żeby robić im prezent i dawać pieniądze" - tak powiedział Thiem. To była jego odpowiedź na inicjatywę Novaka Djokovicia, Rogera Federera i Rafaela Nadala. Serb, który przewodniczy Radzie Zawodniczej ATP, po konsultacjach ze Szwajcarem i Hiszpanem, przedstawił ciekawy pomysł. Wielka trójka uznała, że zawodnicy z Top 100 rankingu mogliby się zrzucić na pomoc dla graczy aż do 700. miejsca w zestawieniu. Kto ile miałby wpłacić?

Ibbou przekonuje Thiema i innych przeciwników tego pomysłu - we wtorek światowy nr 8 Matteo Berrettini zapowiedział, że w zrzutce nie będzie uczestniczył, bo woli pomóc na przykład szpitalom niż zawodowym tenisistom - że słabsi tenisiści wcale nie są hobbystami. "Czy pod koniec turniejów masz dziury w butach tak jak ja? W moim kraju nie ma żadnego krytego kortu, a i tak trenuję. Drogi Dominiku, w przeciwieństwie do ciebie, takiej rzeczywistości doświadcza wielu zawodników" - mówi Algierka. A brawa biją jej gwiazdy, które popierają pomysł zrzutki. "Jesteś moją bohaterką" - pisze Venus Williams. "Szacunek. Masz moje wsparcie" - zapewnia Nick Kyrgios.

W tenisie nie ma kontraktów. Robert Lewandowski ma lepiej

- Widziałem film Ines Ibbou i zgadzam się ze wszystkim, co powiedziała - komentuje Dawid Olejniczak. - W tenisie bogaci są bajecznie bogaci, a zawodnicy na dorobku są w bardzo trudnej sytuacji. W tym momencie po prostu zupełnie nie mają jak zarabiać i mogą być zmuszeni do zrezygnowania z tenisa. Moim zdaniem przez koronawirusa będzie bardzo dużo takich przypadków. Wykruszy się wielu zawodowców, tych niżej notowanych - dodaje były tenisista.

Olejniczak najwyżej w swojej karierze był na 185. miejscu rankingu ATP. Dzięki temu dobrze rozumie, o czym mówi Ibbou.

- Do dużych pieniędzy bardzo dużo mi brakowało. W 2008 roku za przejście eliminacji w Wimbledonie dostałem 10 tysięcy funtów. To była moja najwyższa wypłata w życiu. Ta kwota wygląda na dużą, a jak się odliczy koszty, to naprawdę niewiele zostaje. Już nawet nie pamiętam, ile z tych 10 tysięcy funtów było moim zarobkiem na czysto. Na pewno sporo wydałem wtedy na przygotowania, przeloty, hotele i na trenera - mówi Olejniczak.

- Tenis to bardzo trudny sport. Samemu trzeba wszystko opłacić, nie da się przewidzieć swoich wyników, więc zawodnik nie wie, czy zarobi w rok na przykład 100 tysięcy dolarów, czy tylko 10 tysięcy. Taki Robert Lewandowski wie, ile zarobi, bo ma stały kontrakt. A w tenisie jak się trafi kontuzja albo pandemia jak teraz, to wszystko stoi, przychodów nie ma, a koszty są, bo jednak trenerowi trzeba zapłacić - tłumaczy komentator.

Pora zmniejszać pule nagród?

- Jestem za funduszem. Pieniądze muszą się znaleźć. Oczywiście nie chodzi o to, żeby najbogatsi oddawali to, co mają i na tym koniec. Pieniądze trzeba znaleźć przede wszystkim w innych miejscach - mówi Olejniczak.

I właśnie tak ma wyglądać tworzenie funduszu na rzecz graczy będących w pilnej potrzebie. Od czołówki ma pochodzić milion dolarów, a nawet pięć milionów mają dać federacje i organizatorzy turniejów wielkoszlemowych. - Może dobrym pomysłem byłoby zmniejszenie puli nagród w turniejach - zastanawia się Olejniczak. - Mniejsze wypłaty dla zwycięzców i część pieniędzy z nagród na pomoc biedniejszym tenisistom? Sam nie wiem czy marketingowo byłby to dobry ruch - głośno myśli były tenisista.

Pozornie byłby to ruch bardzo dobry właśnie marketingowo. Wydaje się, że wszyscy przyklasnęliby takiej idei. - Ale z drugiej strony wyścig o to, który turniej płaci najwięcej od lat był medialny - mówi Olejniczak. - Cały tenis może przez pandemię pójść w bardzo złą stronę. Może brakować pieniędzy, pule nagród mogą być mniejsze. Będzie gorzej niż było - dodaje komentator.

Hurkacz zadebiutował, bo dostał zastrzyk finansowy

Skoro tak, to tym mocniej trzeba dbać o zawodników na dorobku. Jeśli tenis ma się wciąż rozwijać, nie może gwałtownie zmniejszyć się liczba zawodników, którzy w niego grają. O tym jak ważna jest pomoc finansowa przypomina rozwój kariery Huberta Hurkacza.

W styczniu 2018 roku 20-letni wówczas zawodnik dostał 25 tysięcy dolarów od Międzynarodowej Federacji Tenisowej. Taką samą kwotę otrzymała Magdalena Fręch. W maju oboje grali w Rolandzie Garrosie. Dla Hurkacza był to wielkoszlemowy debiut. Zarówno on, jak i Fręch, dopiero w 2018 roku zaczęli jeździć na eliminacje takich turniejów.

- Wcześniej nie mieli pieniędzy, a dostali je dzięki panu Piotrowi Unierzyskiemu. On bardzo mocno działa w ITF-ie, jest wykładowcą. W zasadzie można jemu bezpośrednio dziękować za załatwienie pieniędzy dla naszych zawodników.Powiedzmy sobie szczerze - gdyby w styczniu tych pieniędzy nie dostali, to byśmy ich nie oglądali w maju w Rolandzie. Za te pieniądze można opłacić cztery turnieje na jakie normalnie nigdy w życiu by się nie pojechało, czyli do Chin czy Tajwanu, i zdobyć tam punkty - tłumaczyła nam Katarzyna Strączy, komentatorka Eurosportu, a kiedyś tenisistka.

- Takie stypendia to są pieniądze dla zdolnych tenisistów z krajów mniej rozwiniętych, najczęściej z Bałkanów i z Afryki. To jest kropla w morzu potrzeb. Ale Hubertowi wtedy taka kropla na pewno się przydała - dodaje Olejniczak.

Hurkacz i Światek sobie poradzą. Choć nieprędko wrócą

Hurkacz ma dziś taką pozycję, że to od niego inni oczekują pomocy. Najwyżej notowany polski tenisista jest 29. w rankingu ATP. Według projektu Djokovicia na biedniejszych kolegów miałby wyłożyć 10 tys. dolarów.

- Hubert ma dobry kontrakt z Lotosem, już bardzo dużo zarobił na korcie (2 155 757 dolarów), od kilku miesięcy jest w Top 50. Z naszych tenisistów on i Iga Świątek na pewno sobie w tym trudnym czasie poradzą - twierdzi Olejniczak. - Iga ma umowę z Red Bullem, podpisała też z Asicsem, ona również wskoczyła na bardzo wysoki poziom - analizuje dalej. 19-letnia Świątek jest w rankingu WTA 49., a na kortach zarobiła już 909 148 dolarów.

Oczywiście i dla nich brak gry oznacza straty. Dzięki umowom sponsorskim są zabezpieczeni, ale nie mają szans na zarabianie w turniejach. I chyba nieprędko się to zmieni.

- Bardzo bym chciał, żeby tenis jak najszybciej wrócił, ale jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy czekają nas tylko pokazowe turnieje jak ostatni z udziałem Huberta na Florydzie - mówi Olejniczak. - Nie może być mowy o tenisie na punkty, gdy po przekroczeniu granicy trzeba odbywać kwarantannę. Tenis w takich warunkach nie ma racji bytu. Chyba że udałoby się zebrać wszystkich zawodników w jednym miejscu, zaczekać aż im się skończy kwarantanna i dopiero grać. Ale to nierealne - podsumowuje najlepszy polski tenisista sprzed kilkunastu lat.