Kontuzje i błędy - ok, a okres już nie? Psycholog Igi Świątek: Akceptować i edukować [#OKRESWMOIMŻYCIU]

Agnieszka Niedziałek
- Akceptujmy wpływ cyklu menstruacyjnego na występ sportowy i skończmy ze stereotypami - apeluje w rozmowie ze Sport.pl Daria Abramowicz. Jej zdaniem to głównie przez uprzedzenia i hasła typu "Ma okres, więc ponoszą ją emocje" zawodniczki często po slabszym starcie nie mówią o takich dolegliwościach. - A te nie są mniej ważne niż uraz czy błąd w planowaniu lub realizacji taktyki - zaznacza psycholożka sportowa Igi Świątek.

"Okres w moim życiu" to kampania społeczna zorganizowana przez Gazeta.pl i inicjatywę TakDlaPodpasek.pl, realizowaną przez Okresową Koalicję i Kulczyk Foundation. Apelując o darmowe podpaski w szkołach, rozmawiamy z kobietami o akceptacji własnego ciała, dostępie do środków higienicznych i o tym, jak okres wpływa na ich życie zawodowe.

Agnieszka Niedziałek: Sport kojarzy się dość mocno z cielesnością i przełamywaniem związanych z tą sferą barier. Czy w związku z tym zawodniczki zwykle potrafią otwarcie rozmawiać o okresie między sobą i z członkami sztabu szkoleniowego?

Daria Abramowicz: Słusznie zauważa pani, że sport opiera się o cielesność i pracę z ciałem. Dlatego coraz częściej, zwłaszcza na najwyższym sportowym poziomie, świadomość wpływu cyklu menstruacyjnego na występ sportowy jest coraz większa. To oznacza także coraz więcej otwartości w rozmowie na temat okresu. Przykładowo, warto, aby sztab szkoleniowy wiedział, kiedy zawodniczka miesiączkuje, w którym dniu cyklu jest. To bardzo ułatwia planowanie i prowadzenie treningów.

Czy zawsze są to rozmowy swobodne i odbywające się w poczuciu bezpieczeństwa i akceptacji? Niestety ciągle nie. Dlatego tak ważne jest, aby trenerzy rozwijali swoje kompetencje społeczne i budowali jakościowe relacje z zawodniczkami w tym kontekście. Jednocześnie w kwestii budowania świadomości i komunikacji mamy bardzo dużo do zrobienia w obszarze sportu juniorskiego i młodzieżowego.

Czy jesteśmy w stanie wskazać granicę między niechęcią do mówienia o miesiączce, rozumianą jako potrzeba intymności, a niepotrzebną lub nawet szkodliwą dla zawodniczki blokadą?

Myślę, że to bardzo trudne, bo jednak zawsze miesiączka będzie pozostawała kwestią intymną. Dlatego do rozmowy o niej potrzebne jest stworzenie komfortowej i bezpiecznej na swój sposób atmosfery w zespole sportowym, czy w relacji z trenerką lub trenerem.

Jak można pomóc zawodniczkom z przełamaniem tej bariery?

Normalizować ten temat. Akceptować, a jednocześnie edukować, że cykl menstruacyjny ma znaczenie w kontekście wykonania sportowego. Coraz więcej zawodniczek otwarcie o tym mówi, jednak rolą opinii publicznej - na przykład dziennikarzy – jest opisywać ten aspekt rzetelnie, bez stereotypowego kontekstu pt. "Ma okres, więc ponoszą ją emocje".

Czy sportsmenki przeważnie akceptują okres jako element swojego życia? Czy może często postrzegają go raczej jako coś negatywnego, co wpływa niekorzystnie na wyniki, starty i treningi?

Tak naprawdę jedno nie wyklucza drugiego. Mogą akceptować okres jako nieodłączny element życia – bo takim jest – a jednocześnie mieć świadomość, że w określony sposób wpływa na performance. Warto "uczyć się" swojego ciała, rozumieć jego reakcje i wiedzieć, jaki jest ten wpływ.

Czy temat menstruacji jest w ogóle poruszany przez zawodniczki podczas spotkań z psychologami sportowymi?

Moje doświadczenia wskazują, że nie jest to temat tabu w takich rozmowach. Jednocześnie dość rzadko poruszają go samodzielnie. Najczęściej dlatego, że nie do końca wiążą objawy zmienności nastroju, gorszej regeneracji czy obniżonego wykonania właśnie z miesiączkowaniem.

Jak powinni rozmawiać i postępować trenerzy – zwłaszcza z młodymi zawodniczkami – by pomóc im się otworzyć? I jak ocenia pani przygotowanie szkoleniowców w tym zakresie?

Rzeczywiście aspekt edukacji trenerów jest bardzo ważny. Zacząć należy od samej ich wiedzy na temat tego, w jaki sposób cykl menstruacyjny wiąże się z wykonaniem sportowym, i to na każdej płaszczyźnie. Wszak kiedy posiadamy wiedzę na jakiś temat, łatwiej nam się w nim odnaleźć. Potem niezbędna jest nauka komunikacji – asertywnej i nieoceniającej – z zawodniczkami. Tak jak wspominałam wcześniej, ogromnie ważne jest tworzenie atmosfery w zespole czy relacji, która będzie na tyle bezpieczna, aby kobiety czuły się komfortowo, poruszając temat miesiączki.

Sportsmenki opowiadały mi, że często bariera jest większa, gdy szkoleniowcami są mężczyźni. Czy trenerki – ze względu na płeć – lepiej sobie radzą w takiej sytuacji?

Powyższe rekomendacje dotyczą zarówno trenerek, jak i trenerów, ale rzeczywiście zawodniczkom często łatwiej rozmawia się na temat miesiączkowania z trenerkami. Między innymi dlatego, że okres – poza wpływem na wykonanie sportowe – często utrudnia fizycznie uprawianie sportu i wiąże się z dużym dyskomfortem. Przykładem mogą być tu sporty wodne lub Wimbledon, gdzie do niedawna był obowiązek grania w białych strojach, z bielizną włącznie. Myślę, że fundamentalnie kobiety nieco lepiej rozumieją te wyzwania i emocje z tym związane.

Co do zasady, w świecie sportu – i nie tylko w Polsce, zaznaczam – nie mówimy dostatecznie dużo na temat specyfiki pracy z kobietami. Zarówno w kontekście okresu, budowania obrazu ciała, relacji z jedzeniem czy aspektem regulacji masy ciała. Są to wyzwania, które powinny być adresowane w skuteczniejszy i przede wszystkim bardziej świadomy sposób. Tym bardziej cieszy fakt, że to właśnie kobiety uprawiające sport są coraz częściej głosem normalizującym istnienie i wpływ cyklu menstruacyjnego na ich performance.

A jak jest z edukacją samych zawodniczek odnośnie menstruacji i radzenia sobie z towarzyszącymi jej dolegliwościami? Skąd mogą czerpać wiedzę na ten temat?

Tych publikacji jest bardzo mało, a obszar badawczy ciągle jest eksplorowany. Na szczęście jednak zarówno w temacie samego wpływu cyklu na wykonanie sportowe, jak i roli odżywiania, suplementacji, treningu czy regeneracji wiemy coraz więcej. Przede wszystkim odsyłam trenerów dyscyplin głównych oraz trenerów przygotowania motorycznego do bazy badań i artykułów naukowych.

Chyba częściej, niż się wydaje, zawodniczki zmagają się z – nieraz poważnymi i długotrwałymi – zaburzeniami regularności okresu. Same wymieniają kilka przyczyn, w tym intensywny trening, częste podróże i stres. Na co należy wtedy zwrócić uwagę?

Rzeczywiście stres, napięcie, a także specyfika diety czy suplementacji mogą mieć wpływ na regulację cyklu menstruacyjnego. Dlatego tak ważne jest, zwłaszcza w przypadku profesjonalnego uprawiania sportu, regularne wykonywanie badań krwi i hormonów oraz pozostawanie w kontakcie z lekarzem prowadzącym i ginekologiem. Kontrola i prewencja są najlepszymi metodami dbania o zdrowie. Moje doświadczenia wskazują, że wykonywanie badań krwi co 3–4 miesiące jest optymalne.

Wspominanie po słabszym występie o kontuzji czy chorobie nikogo nie dziwi. Podanie przez sportsmenkę w takiej sytuacji silnych dolegliwości związanych z miesiączką jako przyczyny zdarza się bardzo sporadycznie i wywołuje różne reakcje. Czy to przez wspomniane wcześniej przez panią stereotypy? Warto zachęcać zawodniczki, by mówiły o tym częściej?

Myślę, że przede wszystkim warto normalizować temat cyklu menstruacyjnego jako czynnika mającego wpływ na performance. Nie mitologizować, nie deprecjonować. Żeby było to możliwe, warto zadbać między innymi o nieoceniający przekaz w mediach. Czasami wpływ na obniżony występ ma uraz, czasami błąd w planowaniu czy realizacji taktyki, czasami objawy PMS (zespołu napięcia przedmiesiączkowego – red.). Żaden z czynników nie jest bardziej ani mniej ważny. W mojej ocenie to właśnie stereotypy i uprzedzenia niestety najczęściej powodują, że zawodniczki decydują się na pomijanie tego ostatniego aspektu. Dlatego tym cenniejsze, gdy mówią o tym wprost, potencjalnie akceptując krytykę opinii publicznej, na którą się narażają.

Wejdź na >>> www.okreswmoimzyciu.pl

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.