Gdy Domen Prevc wylądował na 129. metrze w jedynej serii piątkowego konkursu, wydawało się, że będzie to po prostu kolejny pokaz jego dominacji. Słoweniec poleciał zdecydowanie najdalej i nikt nie miał wówczas wątpliwości, że właśnie wygrał siódmy konkurs Pucharu Świata z rzędu. Znalazło się jednak coś, co Prevca pokonało. Kontrola sprzętu. W jej trakcie okazało się, że jego narty są o centymetr za długie. Słoweńca zdyskwalifikowano, a dzięki temu największe sukcesy w historii występów w PŚ odniosło dwóch zawodników.
Philipp Raimund pierwszy raz w życiu wygrał konkurs tego cyklu, zaś dla Władimira Zografskiego trzecie miejsce było pierwszą w karierze lokatą na podium. Bułgar startuje wśród najlepszych od lat, jednak jak dotąd najwyżej był czwarty. Zresztą w tym sezonie, w Ruce. Teraz, mając na karku już 32 lata, w końcu dostał się do Top 3. Dla niego to ogólnie najlepszy sezon w życiu, bo wcześniej nigdy nie przekroczył bariery 200 punktów. Tymczasem w bieżącym ma ich już 410. Z kolei jego podium w Lahti oznacza, że stało się coś, czego skoki nie widziały od wielu dekad.
Jak zauważył użytkownik portalu X AbsurDB, Bułgaria to pierwszy nowy kraj na liście państw z minimum jednym podium na poziomie Pucharu Świata od 1987 roku. Wcześniej poza Zografskim najbliżej był Władimir Brejczew w 1990 roku w Planicy (7. miejsce). Poprzednim debiutantem w tym gronie była Szwecja, właśnie 39 lat temu. Polacy swoje pierwsze podium mieli w 1980 roku, gdy Piotr Fijas zajął trzecie miejsce w konkursie Turnieju Czterech Skoczni w Bischofshofen.
Sukces Zografskiego też ma niemały polski akcent. Jego trenerem jest obecnie Polak Grzegorz Sobczyk, który współpracuje też w tym celu ze sztabem niemieckim. Bułgar kolejną okazję do powalczenia o podium dostanie już w sobotę 7 marca. O 17:00 rozpocznie się kolejny konkurs indywidualny w Lahti, tym razem już dwuseryjny.