Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nowy trener Arkadiusza Milika wprowadza swoje porządki. W najgorszym wypadku "kraksa stulecia"

- Albo ten projekt wypali, albo będzie kraksa stulecia. Sampaoli i Marsylia to dwie wybuchowe substancje. Może się zneutralizują i będzie sielanka, a może dojdzie do wielkiego wybuchu, nic pomiędzy - mówi po debiucie trenerskim Sampaolego komentator Ligue 1 Marcin Grzywacz.

Arkadiusz Milik trafił do klubu pogrążonego w kryzysie - finansowym, instytucjonalno-gabinetowym i sportowym. Sytuację napastnika można porównać do tej, w której rok temu znalazł się Krzysztof Piątek. Wówczas Polaka w Herthcie zapragnął Juergen Klinsmann, a ledwie kilka tygodni po transferze Piątka Klinsmanna już w Berlinie nie było. Na transfer Milika nalegał Andre Villas-Boas, ale tego szkoleniowca na Stade Vélodrome też już nie ma. Sezon dla Marsylii ratować ma znany awanturnik Jorge Sampaoli, który w środę zadebiutował na ławce trenerskiej. Ale był to debiut co najwyżej przeciętny.

Zobacz wideo "Myślę, że Milik nie zapomniał o Juventusie, a Juventus o nim"

"Sampaoli rozpoczął od bolesnego triumfu" - tak dziennik "La Nacion" opisał zwycięstwo 1:0 nad Stade Rennais. Tydzień temu Marsylia w słabym stylu przegrała 0:2 z Lille, a Nasser Larguet, tymczasowy trener, zdecydował się na ustawienie 1-4-3-3, to samo, który preferował Villas Boas (czasami przechodziło ono w 1-4-2-3-1). W nim Milik był środkowym napastnikiem, a Dimtri Payet i Florian Thauvin pełnili rolę skrzydłowych. Sampaoli zdecydował się na formację 1-3-5-2. Partnerem Polaka w ataku był Thauvin, a Payet biegał za ich plecami. Pol Lirola i Yuto Nagatomo z bocznych obrońców przekształcili się w wahadłowych, którzy musieli biegać wzdłuż całego boiska. Do pierwszego składu wskoczył 22-letni Leonardo Balerdi, do tej pory głównie rezerwowy. Rodak trenera był centralnym stoperem w trzyosobowym bloku, grając między Duje Caletą-Carem oraz Alvaro Gonzalezem. Pod koniec meczu trzy punkty zapewnił wypożyczony z Bayernu Michael Cuisance.

 

- Wprowadziłem nowy system, ale co najważniejsze: widziałem akceptację i duże zrozumienie wśród piłkarzy. To istotne, bo nie byli przyzwyczajeni do tej formacji. Nasze zwycięstwo to krok naprzód. Odzyskanie pewności siebie jest niezwykle ważne. Niech ta radość z gry zostanie z nami na dobre. Stade Velodrome robi ogromne wrażenie, wygląda na gigantyczny stadion [mieści niemal 70 tysięcy krzesełek]. To stadion, który emanuje dużą energią nawet bez widowni, ale chciałbym zobaczyć go wypełnionego po brzegi - mówił po meczu Sampaoli.

"Sampaoli miał nosa"

Występ Milika był podobny do tego sprzed tygodnia. Z Lille zanotował 21 kontaktów, czyli tyle samo, co w środę. Ze Stade Rennais zaliczył jednak o jedno podanie więcej - 7. W środę Polak oddał dwa strzały (w tym jeden celny), a z Lille uderzał tylko raz, w dodatku niecelnie.

- Sampaoli zmienił ustawienie, ale jest za wcześnie, aby powiedzieć, że już odcisnął rękę na stylu gry Marsylii. Widać jednak, że Argentyńczyk żyje spotkaniem. Nie usiadł nawet na moment, cały czas chodził wzdłuż linii. Może szczególnie nawet nie krzyczał, ale zawodnicy musieli czuć jego szaleńcze spojrzenie - mówi Sport.pl Marcin Grzywacz, który komentował mecz Marsylii na antenie Eleven Sports. - Sampaoli miał nosa, bo akcję bramkową wypracowali rezerwowi. W drugiej połowie trener wpuścił swojego ulubieńca Dario Benedetto, a ten wypracował gola podając do Luisa Enrique, który precyzyjnie dośrodkował na głowę Cuisance'a - dodaje.

Zatrudniając Sampaoliego nigdy nie wiadomo, czy będzie to tylko przelotny romans, czy związek na lata. Argentyńczyk ostatnio pracował w Atletico Mineiro. Z trzynastej drużyny ligi brazylijskiej zrobił trzecią-czwartą siłę ligi, która grała porywający futbol, ale ostatecznie skłócił się z władzami Atletico. Wcześniej pracował z reprezentacją Chille, ale rozwiązał kontrakt z federacją zaledwie kilka miesięcy po triumfie w Copa America. Furorę robiła też jego Sevilla, ale zostawił ją dla Argentyny, która zawiodła na mundialu w Rosji. Jak będzie teraz? - Albo ten projekt wypali, albo będzie kraksa stulecia. Sampaoli i Marsylia to dwie wybuchowe substancje. Może się zneutralizują i będzie sielanka, a może dojdzie do wielkiego wybuchu, nic pomiędzy - dodaje Grzywacz, komentator Ligue 1.

Zacięta walka o puchary

Liderem Ligue 1 jest Lille, które po 28 kolejkach ma 62 punkty, o dwa więcej niż Paris Saint Germain. Marsylia jest szósta (42 pkt) i traci dwa punkty do Lens, które zajmuje ostatnie miejsce, gwarantujące eliminacje do Ligi Europy. Za Marsylią czai się Metz (41) i Montpellier (40). - Patrząc na potencjał kadrowy, to Marsylia powinna doczłapać do piątego miejsca, ale rywalizacja będzie niezwykle zacięta. Uważam też, że Rennes nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Przegrali pięć meczów z rzędu, ale mają kilku ciekawych piłkarzy, m.in. Eduardo Camavingę i nowego trenera Bruno Genesio. Jeszcze bym ich nie skreślał - kończy Grzywacz.