W trakcie kariery Milik mierzył się już z bardzo bolesnymi i długotrwałymi urazami - dwukrotnie zrywał więzadła. W meczu z Ukrainą doznał kontuzji łąkotki. Pierwotne diagnozy mówiły o powrocie do gry w sierpniu. Już dawno można było je wyrzucić do kosza. Na początku października Milik przeszedł kolejną operację.
Pojawiły się wątpliwości, czy po powrocie do zdrowia Polak w ogóle dostanie jeszcze szansę w Juventusie. Włoskie media mają w tym temacie różne teorie. Do tej pory dominowało jednak przekonanie, że klub będzie szukać następcy napastnika. Inne zdanie ma portal Calcio Mercato. "Juventus przetestuje formę Milika, zanim przeprowadzi w styczniu jakiś transfer" - można było tam przeczytać.
Problem w tym, że po październikowej operacji pojawiły się informacje, że Milik wróci do gry najwcześniej w grudniu. A okazuje się, że nawet ten termin jest optymistyczny dla Polaka.
- Najtrudniejszy jest okres pooperacyjny, który wiąże się z odciążaniem operowanej kończyny i jej unieruchomieniem w ortezie tak, aby dać czas tkance na wygojenie, tzn. uzyskanie zrostu. Szycie daje nam tylko czasową stabilizację łąkotki w odpowiednim miejscu i czasie. Można to porównać do nastawienia złamania i stabilizacji - tłumaczy portalowi WP Sportowe Fakty doktor Piotr Branczewski Centrum Medycznego MedicPark.
Co to oznacza dla rehabilitacji Milika? - Okres ten trwa około 6 tygodni i jest połączony z intensywnymi zabiegami fizykoterapii. Po tym czasie uruchamiamy staw tak, aby uzyskać pełen zakres ruchomości, odbudować siłę mięśniową - to kolejne 6 tygodni - dodaje lekarz.
To oznacza, że Polak byłby gotowy do gry dopiero w styczniu. A biorąc pod uwagę jego dotychczasowe doświadczenia z tym urazem, nie ma wcale pewności czy na pewno leczenie będzie przebiegać już bez większych problemów.
Czy Juventus poczeka na Milika? Oby, bo w innym wypadku reprezentant Polski może mieć problem ze znalezieniem nowego klubu. Ostatni raz w barwach włoskiego klubu Milik zagrał 25 maja. Wtedy dostał 73 minuty w wygranym 2:0 meczu z Monzą.