Liga angielska. Wódz Alex Ferguson

Co łączy trenera piłkarskiego z politykiem rządzącym kilkudziesięciomilionowym narodem? Według trenera Manchesteru United sukces obu zależy od umiejętnego zarządzania ludźmi. Musi mieć rację, inaczej nie prosiłby go o radę premier Tony Blair

W niedzielę 69-letni Ferguson został najdłużej panującym trenerem na Old Trafford. Prześcignął Matta Busby'ego, który pracował w Manchesterze 24 lata, 1 miesiąc, 13 dni i dorobił się pomnika przed stadionem "Czerwonych Diabłów". Kibice nie zapomną, że przeprowadził klub przez najtrudniejszy okres w historii klubu. W 1958 r. w katastrofie lotniczej zginęło ośmiu piłkarzy MU, 10 lat później zespół Busby'ego zdobył pierwszy w historii Puchar Europy.

Ferguson najcenniejsze europejskie trofeum przywoził dwa razy. Uchodzi za jednego z ostatnich szkoleniowców w angielskim futbolu, którzy zasługują na tytuł "menedżera". Łączącego funkcję dyrektora sportowego z szefem szkółki, decydującego o sportowej polityce klubu wizjonera, dla którego treningi z pierwszym zespołem są jednym z wielu obowiązków. Większość kolegów Fergusona z klubów Premier League o takiej sile może pomarzyć.

Szkota władza fascynuje. Pochłania książki o wielkich przywódcach, twierdzi, że sztukę budowania zespołu można podejrzeć, czytając biografię Abrahama Lincolna. "Na końcu wszystko zależy od zarządzania ludźmi i relacjami między nimi - tłumaczył szkoleniowiec Alastairowi Campbellowi. 53-letni przyjaciel Fergusona był jednym z najbliższych współpracowników premiera Tony'ego Blaira i szarą eminencją jego rządu. Znajomość spin doktora i szkoleniowca opiera się na miłości do futbolu i polityki. Campbell jest fanatycznym kibicem Burnley, Ferguson równie fanatycznym zwolennikiem laburzystów. - Gdy za młodu pracowałem w stoczni, wierzyłem, że to partia ludzi pracujących, i wciąż w to wierzę. Ona dba o zdrowie zwykłych ludzi, torysów interesują tylko elity. Owszem, dużo zarabiam, ale ciężko pracuję i płacę podatki. Popularność Tony'ego pokazała, że sukces i laburzyści mogą iść w parze - opowiada Ferguson wychowany w robotniczej rodzinie w Glasgow.

Gdy kilkanaście lat temu dziennikarz stwierdził, że trener MU pracuje równie dużo, co liderka Torysów Margaret Thatcher, Ferguson wściekł się i zażądał, by nigdy nie porównywano go "do tej kobiety".

Konserwatyści rządzili Anglią od 1979 r. Gdy 13 temu laburzyści byli faworytami wyborów, Ferguson przez całą kampanię wisiał na telefonie z Campbellem i przestrzegał przed błędami. Na początku wybił mu z głowy zbytnią pewność siebie. "Jesteś w sytuacji trenera, którego zespół miesiąc przed końcem sezonu ma siedem punktów przewagi nad rywalami. Musisz skupić się tylko na mistrzostwie, odrzucać myśli o wszystkim innym" - radził Ferguson.

Gdy zauważył, że Blair jest wykończony kampanią, kazał zatrudnić masażystę, który pomógłby liderowi odpoczywać. "Widziałem, że Tony źle wygląda, prawdopodobnie dlatego, że za dużo rzeczy robi sam. Jeśli masz siłę fizyczną, masz też siłę mentalną - tłumaczył trener. Masażysta dyżurował w autobusie, którym Blair objeżdżał Anglię.

Kilka tygodni przed wyborami spotkał się w Manchesterze z Fergusonem. Trener radził przyszłemu premierowi, by na finiszu nie był zbyt agresywny, bo lider torysów John Major świetnie czuje się, gdy jest atakowany.

Później Blair sam przychodził do niego po radę.

- Co byś zrobił, gdyby twój najlepszy piłkarz nie chciał cię słuchać i robił wszystko po swojemu? - spytał, gdy pokłócił się ze swoim następcą Gordonem Brownem.

- Wyrzuciłbym go - odpowiedział Szkot

- A co, jeśli on wciąż siedziałby w szatni? - odparł Blair.

W ostatnią kampanię Ferguson zaangażował się już oficjalnie. Liderowi konserwatystów Davidowi Cameronowi zarzucał, że nie rozumie zwykłych ludzi, bo wychowywał się w elitarnej szkole Eaton, a studiował w Oksfordzie. - Widać, że nie radzi sobie z presją, a to ostatnia rzecz, którą chciałbyś widzieć u swojego premiera. Od czasu gdy rządzą laburzyści, w kraju dzieje się lepiej - mówił Ferguson. Anglicy woleli Camerona.

Przekonania trenera MU widać także na boisku. Od lat zaprasza na Old Trafford wyłącznie piłkarzy, którzy w DNA mają zapisane umiłowanie do harówy. - To klub robotników, musisz szanować tę kulturę i pracować ciężko. Nikt nie będzie ci gratulował po każdym zwycięstwie. Ferguson powie co najwyżej: dobra robota, synu. Dla wszystkich normą jest, że zagrałeś dobrze, normą jest, że zdobyliśmy mistrzostwo. Nie mamy prawa robić błędów - mówi Patrice Evra, który miał pięć lat, gdy Ferguson zaczynał pracę w Manchesterze.

Kilka tygodni temu pytany o zakończenie kariery Szkot powiedział, że jest za stary na emeryturę, bo ta jest dla młodych. Campbell półtora roku temu wieścił, że jego przyjaciel odejdzie po finale Ligi Mistrzów na Wembley w maju 2011 r. Selekcjoner reprezentacji Anglii Fabio Capello życzy koledze, by pracował jeszcze przynajmniej przez 20 lat.

Wszystko o Premier League - w specjalnym dziale Sport.pl ?

Więcej o: