W styczniu w gabinetach Śląska Wrocław doszło do konkretnych zmian. Nowym prezesem klubu został Remigiusz Jezierski, zastępując Michała Mazura. Nowym-starym dyrektorem sportowym mianowano zaś Rafała Grodzicki, który przejął stanowisko zwolnione przez Dariusza Sztylkę. Szerokim echem odbiła się też sprawa przekazania na Śląsk kolejnych 30 milionów złotych. Jak na tę sprawę zapatruje się sam Jezierski?
- Wiem, że nastawienie wszystkich do takich akcji jest niezmienne. Ja wcześniej stałem z boku, więc miałem do tego neutralny stosunek. Teraz, gdy jestem w środku, mam swoje przemyślenia na ten temat, trochę przeanalizowałem, jak to wygląda w innych miastach, a nawet krajach. Na przykład w Norwegii żadnego prywatnego klubu nie ma i to normalna sytuacja, pod warunkiem normalnego układu partnerskiego i zdrowych relacji budżetowych. U nas te proporcje są zachwiane, a informacje nie są może wystarczająco dobrze przekazywane do radnych, by ten hejt wylewał się mniej - powiedział w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Onetem.
Odniósł się także do tego, czy "kroplówki" od miast mogą tylko rosnąć. - To pokazuje, w którą stronę idzie Polska, gdzie kluby ścigają się cały czas ze sobą w kwestii budżetu. Jesteśmy coraz bardziej konkurencyjnym rynkiem w skali Europy, bo piłkarze patrzą nie tylko na piękne miasta, stadiony i społeczeństwo, ale też poziom piłkarski porównywalny do innych. Tylko my tego nie doceniamy, a teraz jeszcze zarobki stają się lepsze niż w innych krajach. Te wyścigi powodują, że kluby są obarczone presją. Jeżeli pieniądze są prywatne, to każdy zazdrości, a jeżeli pieniądze są z miasta, to każdy krytykuje.
Śląsk zajmuje dopiero siódme miejsce w tabeli I ligi i rozgrywki wznowi jako zespół, który plasuje się poza strefą barażową. Trudno powiedzieć, by w klubie działo się dobrze na niwie transferowej. Zimą odeszli kapitan Serafin Szota i Jakub Jezierski - prywatnie syn prezesa. Ten pierwszy trafił do Arki Gdynia, a ten drugi do Sigmy Ołomuniec.
Czytaj też: Było tuż po meczu. Papszun przekazał hiobowe wieści
Sprowadzono Michała Mokrczykiego, a piłkarzem Ślaska został także mauretański stoper Lamine Ba. Zwłaszcza transfer defensora to coś, co mogło ucieszyć kibiców WKS-u. Wrocławianie, od kiedy zespół przejął Ante Simundza, mają wielkie problemy ze skutecznym bronieniem. Od początku kadencji Słoweńca zachowali zaledwie trzy czyste konta na 38 prób, a gola strzeliła im nawet trzecioligowa Lechia Tomaszów Mazowiecki.
Pierwszy mecz w 2026 roku Śląsk Wrocław rozegra 8 lutego z Ruchem Chorzów. Będzie to spotkanie wyjazdowe.