Dwaj potentaci bliżej półfinału Ligi Mistrzów. Pięć goli w pierwszych meczach

To był koncert sztuki defensywnej Atletico Madryt. Ale tylko do czasu. Szczelną obronę przełamał w końcu Kevin De Bruyne. Jedyny w tym meczu gol sprawia, że Manchester City jest o krok od półfinału Ligi Mistrzów. Bliski awansu jest też Liverpool, który pokonał Benfikę 3:1.

- Największą zaletą Atlético jest fakt, że potrafią zneutralizować wszystkie atuty rywala - stwierdził przed meczem Pep Guardiola. Katalończyk dobrze wiedział, o czym mówi. Teoretycznie, od pierwszej minuty przeważał Manchester City, który zakończył pierwszą połowę z posiadaniem piłki na poziomie 73 procent i z sześcioma strzałami. W praktyce, obie drużyny nie oddały żadnego celnego strzału. I choć gospodarze praktycznie nie schodzili z połowy rywala, to realnie nie potrafili zagrozić bramce Jana Oblaka.

Zobacz wideo Analizujemy rywali Polaków na MŚ. Na to musi być gotowy Czesław Michniewicz

Można stwierdzić, że drużyna Diego Simeone grała w ustawieniu 1-5-5. Długimi fragmentami wszyscy piłkarze Atletico byli ustawieni za linią piłki, a gdy jeden z graczy City w końcu minął rywala, to błyskawicznie pojawiało się przy nim kilku przeciwników i szybko oddali zagrożenie.

Ale nie można się w pełni zachwycać taktyką Simeone, bo choć goście bronili perfekcyjnie, to w ataku nie istnieli. W pierwszej połowie nie zanotowali żadnego kontaktu z piłką w polu karnym City. 

A co się działo po przerwie?

Mecz się nieco otworzył, na boisku było coraz więcej wolnej przestrzeni. W 60. minucie Simeone dokonał potrójnej zmiany. Boisko opuścili: Griezmann, Llorente i Koke, a zastąpili ich: Cunha, De Paul oraz Correa. Ale te zmiany wiele nie pomogły gościom. Obraz meczu zmieniło wejście Phila Fodena, którym Guardiola zastąpił bezproduktywnego Riyada Mahreza.

Anglik pojawił się na murawie w 68. minucie, a już 120 sekund później sprytnym podaniem między nogami rywala uruchomił Kevina De Bruyne, który precyzyjnym strzałem pokonał Oblaka.

Liverpool o krok od półfinału

W drugim wtorkowym meczu Liverpool mierzył się z Benfiką w Lizbonie. Po pierwszej połowie było 2:0 dla graczy Juergena Kloppa. Najpierw do siatki trafił Ibrahim Konate, który popisał się świetną główką, a na 2:0 podwyższył Sadio Mane. Luis Diaz, zimowy nabytek Liverpoolu, wystawił Senegalczykowi piłkę do pustej bramki. 

Tuż po przerwie fatalny błąd popełnił Konate, który nie trafił w piłkę, a z sytuacji skorzystał niepilnowany Darwin Nunez. Benfikę było stać tylko na jednego gola. Za to Liverpool w samej końcówce podwyższył na 3:1. Sprytne podanie Naby'ego Keity wykorzystał Diaz.

Rewanże odbędą się w następną środę.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.