Byli już na dnie. "Leżeliśmy na deskach". Polski klub zadziwia wszystkich

Jakub Seweryn
Stadion Śląska Wrocław
screen YT

- To prawda, gramy dość toporny, niezbyt ładny dla oka, ale skuteczny futbol - nie ukrywa w rozmowie ze Sport.pl prezes Śląska Wrocław Patryk Załęczny, przyznając, że aktualnego lidera ekstraklasy można porównywać do Atletico Madryt Diego Simeone sprzed kilku lat. - Cierpimy na boisku, ale też doskonale wiemy, co robimy. (...) Ale nie można mówić, że 16 meczów bez porażki ktoś zawdzięcza szczęściu. Ono jest bardzo ważne w sporcie, natomiast obecnie jesteśmy po prostu dobrą drużyną - dodaje.

Śląsk Wrocław ma za sobą doskonałą rundę jesienną sezonu 2023/24. Zespół Jacka Magiery zalicza serię aż 16 meczów bez porażki i zdobył już 41 punktów, czyli o trzy więcej niż przez całe poprzednie rozgrywki. To daje wrocławianom pozycję lidera na przerwę zimową, a to niejedyny ich sukces tej jesieni, bo wrocławski stadion wreszcie przestał świecić pustkami. Mecze Śląska z trybun ogląda średnio ponad 23 tysiące kibiców, co daje drugą frekwencję w ekstraklasie. O rozwoju sportowym i organizacyjnym lidera ekstraklasy rozmawiamy z Patrykiem Załęcznym, prezesem klubu. 

Zobacz wideo Prezes Rakowa zdradza nam plany transferowe. "Napastnik potrzebny od zaraz"

Jakub Seweryn: Jaki jest przepis na to, by być liderem ekstraklasy?

Patryk Załęczny (prezes Śląska Wrocław): - Bardzo trudne pytanie. Nie ma jednego konkretnego sekretu, na to składa się wiele elementów. Doszło u nas wiele zmian, jeśli chodzi o zarządzanie, dyrektora sportowego czy trenera. Jacek Magiera się bardzo mocno zmienił mentalnie względem swojej pierwszej kadencji w Śląsku i sam o tym często mówi.

Co ma pan na myśli, mówiąc o tej zmianie?

- Trener Magiera ma obecnie zdecydowanie inne podejście do pracy i zawodników. Pomiędzy dwoma etapami pracy w Śląsku przewartościował sobie pewne sprawy i widzimy tego efekty. Zbudował we Wrocławiu prawdziwy monolit. To był klucz - dotarł do głów piłkarzy, bo przecież w większości jest to ten sam zespół, który w maju walczył zaciekle o utrzymanie. Teraz, wzmocniony Petkowem czy Pokornym, był w stanie wywindować się na pierwsze miejsce w tabeli. Udało się uruchomić cały potencjał, który tkwił w tej drużynie, a co najlepsze, zespół naprawdę uwierzył w to, że można w tym sezonie zdziałać coś wyjątkowego.

Mistrzostwo Polski?

- Nie chodzi nawet już o to. Nie chcemy pompować balonika, bo trzeba pamiętać, od jakiego poziomu startowaliśmy. To była walka o przetrwanie, leżeliśmy już na deskach, a jednak udało się nam podnieść. Teraz liczymy na to, że z każdym kolejnym meczem będziemy się przybliżali do Europy. Należy już głośno powiedzieć, że Śląsk Wrocław będzie walczył o to, by reprezentować Polskę w europejskich pucharach.

Mówi pan, że Śląsk leżał na deskach. Baliście się spadku z ekstraklasy?

- Mnie jeszcze wtedy w klubie nie było, ale jestem kibicem Śląska i oczywiście, że każdy obawiał się tego scenariusza. W pewnym momencie było aż pięć punktów straty do bezpiecznego miejsca, drużyna musiała grać ostatnie kolejki z nożem na gardle. Duże ukłony w stronę trenera Magiery, że potrafił tchnąć nowego ducha w tych chłopaków, którzy w pewnym momencie byli pozostawieni sami sobie. Praktycznie nikt w nich nie wierzył. A gdy drużyna zaczęła dobrze grać, to i kibice uwierzyli i zaczęli przychodzić na stadion. Było ich coraz więcej i rzeczywiście wspierali oni Śląsk. Ten okres - kwiecień i maj - to była ogólna zmiana w kontekście Śląska i środowiska z nim związanego. Powstało wówczas coś fajnego, co teraz kontynuujemy.

Ale chyba po tak trudnym sezonie nikt się z was się nie spodziewał, że kolejny będzie aż tak dobry.

- No nie, na pewno nie. Celowaliśmy przede wszystkim w top 10, aby znaleźć się w okolicach miejsc 8. - 10. To było nasze założenie przed sezonem. Natomiast trafione wzmocnienia w postaci Petkowa czy Pokornego, do tego niesamowita forma Erika Exposito, który przeżywa najlepszy okres w swojej karierze, to wszystko sprawia, że apetyty rosną w miarę jedzenia, ale staramy się stąpać twardo po ziemi, bo pamiętamy, jak to wyglądało jeszcze kilka miesięcy temu.

Jak pan myśli - na jak wiele jeszcze stać obecny Śląsk? Gdzie są jeszcze rezerwy?

- Szykujemy teraz jeszcze trzy, może cztery wzmocnienia. Nie licząc Patryka Klimali, który jest z nami od listopada, choć z tym ruchem pokładamy duże nadzieje, wierząc, że stworzy świetny duet z Erikiem Exposito. Myślę, że będziemy się bić o najwyższe cele, a po takiej rundzie jesiennej nie ukrywam, że chcielibyśmy zakończyć sezon na miejscu pucharowym.

Część wzmocnień powinniśmy dokonać jeszcze w tym roku, resztę po Nowym Roku, ale tak, byśmy na obozie mieli skompletowaną kadrę. Wierzę, że to się uda, a wtedy te miejsca 1-4 będą w zasięgu Śląska. Organizacyjnie z kolei chcemy utrzymać dobrą frekwencję, na średnim poziomie obecnych 23 tysięcy, a być może pokusić się jeszcze o trzeci komplet publiczności w tym sezonie.

Wspomniał pan o wzroście zainteresowania Śląskiem. Widać to też doskonale na liczbach, ale to chyba nie jest tylko efekt poprawy wyników? Co jeszcze musieliście zmienić, aby uzyskać drugą najlepszą średnią frekwencję w lidze?

- Wyniki wynikami, ale chciałbym też nawiązać do pracy całej grupy ludzi w klubie. Śląsk po trzech kolejkach był na ostatnim miejscu w tabeli, a ludzie mimo wszystko przychodzili na stadion, co widzieliśmy w meczach z Zagłębiem Lubin czy Lechem Poznań. Frekwencja już wtedy była na dobrym poziomie, aczkolwiek nie ma co ukrywać - wyniki też grają tu dużą rolę. W meczach, w których dwukrotnie udało nam się wypełnić stadion - z Legią Warszawa i Rakowem Częstochowa - wyniki były bardzo ważne. Szczególnie dotyczy to tego meczu z Legią, wygranego 4:0. Nieraz zdarzało się bowiem, że na stadion przychodziło wiele tysięcy kibiców, ale wówczas zawodzili piłkarze i ludzie wychodzili ze stadionu niezadowoleni. A takie mecze, jak teraz, pozwalają kibicom wierzyć, że te kilka lat marazmu już minęło, otwieramy nowy rozdział i naprawdę warto wspierać ten zespół.

A co należy zrobić, żeby utrzymać przy sobie tych kibiców? Dobre wyniki w piłce nożnej nie są wieczne.

- To jest tylko sport. Nie przegraliśmy od szesnastu spotkań, ale wiemy, że ta passa nie będzie trwała wiecznie. Dlatego mamy już długo- i krótkoterminowe strategie marketingowe. Bardzo mocno otworzyliśmy się na kibiców. Jako klub przez cały czas wychodzimy do nich, nie tylko po dobrych wynikach, ale też wcześniej. W poprzednich latach tego nie było, a tego mi bardzo brakowało. Klub tworzą kibice i nie wolno o tym zapominać. Jeździmy tramwajami, spotykamy się z kibicami, rozdajemy vouchery, czy nawet rozświetlamy choinkę z prezydentem Wrocławia. Poktpazujemy się praktycznie przy wszystkich okazjach w mieście, bo Śląsk jest częścią tego miasta. To jest klucz do naszego sukcesu, którego wcześniej ktoś nie umiał znaleźć. Potencjał marketingowy tego klubu nie był wykorzystywany, a my teraz wcale nie robimy cudów, tylko przybliżamy kibiców do Śląska. Jak widzimy - tego im faktycznie brakowało.

Czy Śląsk wobec tego jest już zdrowym klubem czy jednak wciąż potrzebuje dużego wsparcia ze strony miasta?

- Ostatnie miesiące wymagały sporych zmian, które jeszcze się nie zakończyły. Chcemy zrobić z tego klubu coś wielkiego. Wyniki sportowe czy frekwencja zdecydowanie pomagają nam w poszukiwaniu sponsorów. Oni sami też się do nas odzywają. Przy Śląsku się w ostatnim czasie dzieje dużo dobrego i teraz musimy zrobić wszystko, żeby tego nie zepsuć. Liczę na to, że Śląsk będzie przynosił profity mieszkańcom Wrocławia i będzie godnym reprezentantem nie tylko w Polsce, ale też Europie, a to z kolei sprawi, że będzie sam na siebie zarabiał, a nie będzie trzeba do niego dopłacać. Śląsk ma duże dochody, nie tylko dzięki finansowaniu ze strony miasta, a gdyby jeszcze udało się zająć miejsce 1-4, to wiązałoby się to ze sporą gratyfikacją finansową, która pozwoliłaby jeszcze bardziej zainwestować w ten zespół.

Jak pan reaguje na powtarzające się zarzuty, że Śląsk Wrocław wygrywa dzięki szczęściu, a w jego grze brakuje stylu?

- Nie da się wygrać tylu meczów tylko dzięki szczęściu. Na początku, gdy dopiero zaczynała się nasza dobra seria, wielu mówiło o szczęściu. Później były porównania do Wisły Płock, a tak naprawdę mamy już więcej punktów, niż my czy Wisła w całym poprzednim sezonie. Ci piłkarze na te dobre wyniki ciężko pracują i wiedzą, o co grają. Nie można mówić, że 16 meczów bez porażki ktoś zawdzięcza szczęściu. Ono jest bardzo ważne w sporcie, natomiast obecnie jesteśmy po prostu dobrą drużyną, która może wiele osiągnąć.

Jeśli chodzi o styl, to zgadzam się, że on nie porywa, natomiast jesteśmy rozliczani z punktów. To jest dla nas najważniejsze, a na ten moment mamy 41 punktów i jesteśmy pierwsi w tabeli. Być może z Jackiem Magierą przed metamorfozą byłoby inaczej, ale czy to przyniosłoby nam więcej punktów? Niekoniecznie. Każdy woli grać bardziej ofensywnie, ładniej dla oka, ale takie "wymęczone" zwycięstwa też smakują dobrze i budują drużynę. Takie wygrane, jak w dziewiątkę z Cracovią (1:0) czy w ostatniej sekundzie z ŁKS Łódź (2:1) cementują ten zespół i powodują, że warto w niego wierzyć. Niemniej, to już nie jest kwestia szczęścia.

Jesteście trochę jak Atletico Madryt Diego Simeone sprzed kilku lat. Drużyna, która lubi "cierpieć" na boisku.

- Zgadzam się. Cierpimy, ale też doskonale wiemy, co robimy. Jest to bardzo dobre porównanie. Wiemy doskonale, jak chcemy rozegrać drugie 45 minut. Nasz sztab bardzo dokładnie analizuje naszego przeciwnika nie tylko przed meczem, ale też w trakcie pierwszej połowy. Dzięki temu też Jacek Magiera decyduje się na zmiany w przerwie, chcąc zaskoczyć swojego przeciwnika, co mu się udało nawet ostatnio w Lubinie. Gdy dojdą do nas wzmocnienia, włącznie z Klimalą, to ta drużyna też będzie inaczej wyglądała. Myślę, że takiego duetu napastników, jak Exposito i Klimala, w Polsce jeszcze nie było.

Skoro o wzmocnieniach mowa, na jakich pozycjach chcecie się jeszcze wzmocnić?

- Atak został wzmocniony Klimala. Chcieliśmy jeszcze jednego - dwóch zawodników do obrony, bo mimo że mamy drugi najlepszy blok defensywny w lidze, to jednak wiemy, że to właśnie obrona na koniec najczęściej decyduje o miejscu w lidze. Dlatego też już pozyskaliśmy Bułgara Simeona Petrowa z CSKA Sofia. Jest to zawodnik, którego wielokrotnie obserwowaliśmy - nie tylko na wideo, ale też na żywo, i jesteśmy przekonani, że będzie dla nas wzmocnieniem. Nie bierzemy już kogokolwiek z przypadku. Odkąd przyszedł David Balda, udało nam się stworzyć w klubie odpowiednią komórkę skautingową. Każdy zawodnik, który teraz przyjdzie do Śląska, będzie dobrze przeanalizowany. Oprócz dwóch obrońców chcemy też wzmocnić drugą linię.

A czy spodziewacie się transferów wychodzących z klubu? Któryś z ważnych zawodników Śląska może odejść?

- Nie chcemy sobie na to pozwolić, aby opuścił nas ktoś z wyjściowej jedenastki. To mogę powiedzieć wprost. Nikt z podstawowych zawodników nie odejdzie zimą ze Śląska. Chcemy dalej rozwijać ten klub i równać do topowych w Polsce. Myślę, że to dobra wiadomość dla wszystkich kibiców Śląska. Zmiany mogą się za to pojawić wśród zawodników drugoplanowych. To wszystko będziemy jednak robić z głową, w porozumieniu z trenerem, który w tych sprawach ma u nas bardzo wiele do powiedzenia. Na dniach mamy się spotkać i porozmawiać, jak będziemy budowali ten zespół w przyszłym roku.

Nie boi się pan takiej sytuacji, że np. Erik Exposito przyjdzie do pana i powie: "Prezesie, mam tu ofertę życia i chciałbym z niej skorzystać"? Piłkarze też czasem lubią postawić na swoim w tej kwestii.

- Jeśli chodzi o Erika, jestem o niego absolutnie spokojny, bo jest on kapitanem Śląska z krwi i kości. Nawet gdy latem nie doszedł do skutku jego transfer do Rakowa Częstochowa, Erik bardzo fajnie się zachował. Powiedział, że docenia to, że jest we Wrocławiu, że Wrocław jego drugim domem i chce grać ze Śląskiem o najwyższe cele. Nie było mowy o obrażaniu się za brak tego transferu. Erik sam jest pewnie świadomy tego, że wiosną jego wartość może jeszcze wzrosnąć i latem będzie mógł przebierać w jeszcze lepszych ofertach. Szczególnie gdyby udało mu się przekroczyć magiczną granicę 20 goli. W przyszłym roku będzie miał 28 lat i to będzie ten czas, gdy będzie mógł podpisać kontrakt życia. Dlatego też jestem o niego spokojny.

Brzmi pan jednak tak, jakby nie było większych szans na nowy kontrakt Exposito ze Śląskiem.

- Teraz mogę powiedzieć, że szanse są 50 na 50. Rozmawiamy z Erikiem i jego menedżerami, nie są to łatwe rozmowy. Cóż, podjęliśmy latem takie ryzyko, chcąc osiągnąć z nim odpowiednie cele sportowe i to nam się spłaca z nawiązką. Czy nam się uda porozumieć? Ciężko stwierdzić, bo może to się decydować nawet w marcu czy kwietniu, kiedy zarówno my, jak i zawodnik, będziemy mieli bardziej klarowną sytuację.

Nie będziemy chcieli jednak robić kominów płacowych, bo kiedyś takie kominy w Śląsku były i nie przyniosły niczego dobrego. Tego będziemy chcieli uniknąć, ale o Erika będziemy walczyć. Wiemy, co on uważa o Śląsku i Wrocławiu, nie można też zapominać, że ma on synka, który chodzi do tutejszego przedszkola. To także są elementy, na które piłkarz w tym wieku już zwraca uwagę. Klub zrobi wszystko, aby zaproponować Erikowi jak najlepsze warunki, ale ostateczne słowo będzie należało do niego.

A czy transfer Patryka Klimali nie jest czasem zabezpieczeniem tej pozycji na wypadek niepowodzenia w rozmowach z Exposito?

- Patryk jest z nami od listopada. Myśleliśmy, że uda nam się go zarejestrować wcześniej, natomiast FIFA nie wydała odpowiednich regulacji i nie udało nam się tego zrobić. Czy to będzie zastępstwo jeden do jednego? Na pewno nie, bo to piłkarz o innym profilu, ale nasza sytuacja w tym zakresie jest z pewnością znacznie bardziej bezpieczna. Jednak żeby było jasne - przygotowujemy inne rozwiązania na wypadek odejścia Erika po sezonie. Skautujemy rynki europejskie i chcemy mieć zawodnika, który by wówczas go zastąpił. To nie będzie łatwe, bo takich zawodników jak Exposito nie ma wielu nawet w Europie, natomiast nie jest tak, że nie dopuszczamy do siebie innej myśli niż pozostanie Erika we Wrocławiu. Nie, musimy być przygotowani na każdą sytuację i myślę, że na ten drugi scenariusz także jesteśmy już gotowi.

Kontrakt Exposito nie jest jedynym, który wygasa po sezonie. Taka sama sytuacja dotyczy Nahuela Leivy, Patryka Janasika, Martina Konczkowskiego, Michała Rzuchowskiego, Daniela Łukasika, a nawet Kennetha Zohore.

- Rozmawiamy. Nie ukrywam, że szczególnie trzon drużyny chcielibyśmy utrzymać, to dla nas kluczowe, żeby nie budować wszystkiego od nowa. David Balda jest w kontakcie z zawodnikami i ich menedżerami, negocjujemy i liczymy, że nawet jeszcze do końca roku uda się część umów przedłużyć.

Wspomniał pan o Zohore - to jest naprawdę dobry piłkarz, ale u nas nie gra, bo my nie graliśmy na dwóch napastników. Nasz sztab jest zdania, że Kenneth by się odnalazł w większości klubów ekstraklasy, natomiast tu ma ten problem, że Erik Exposito jest w wielkiej formie i gra praktycznie wszystko od pierwszej do ostatniej minuty. Kenneth nie ma kiedy nawet pokazać swoich umiejętności.

Przedłużenie umowy Nahuela Leivy to dla was priorytet poza zatrzymaniem Exposito?

- Na pewno. On też daje tej drużynie bardzo dużo, co widzieliśmy choćby w trakcie jego zawieszenia za czerwoną kartkę. Poradziliśmy sobie z tym, aczkolwiek nie wszystko wówczas potoczyło się po naszej myśli. Nahuel jest czołowym piłkarzem Śląska i takich zawodników chcielibyśmy zatrzymać w klubie na dłużej. Trwa walka o to, aby się dogadać i przekazać kibicom dobre wiadomości. Nie jest to proste, ale chcielibyśmy, aby ta kadra była w dużej części skompletowana, również pod kątem przyszłości, na obóz w Chorwacji, który zaczyna się 14 stycznia. Dobrze by było, żeby już wtedy Jacek Magiera wiedział, na kogo może liczyć także w kolejnym sezonie.

Kontrakty kończą się też Aleksowi Petkowowi, Piotrowi Samcowi-Talarowi i Mateuszowi Żukowskiemu, ale tu jako klub macie opcje przedłużenia. Planujecie z nich skorzystać?

- Nie chciałbym teraz tego przesądzać oficjalnie, ale na pewno są to zawodnicy, na których stawia trener Magiera. Po rozmowach z piłkarzami wspólnie o tym zadecydujemy.

A co z Karolem Borysem? Uznawany jest on za wielki talent, w Śląsku praktycznie nie gra, a ostatnio miał wybrać się na rekonesans do włoskiej Fiorentiny.

- Nie chcemy hamować jego rozwoju. Potencjał ma ogromny, ale jest takiej, a nie innej postury, a ta fizyczność ma ogromne znaczenie w ekstraklasie. On nie przegrywa rywalizacji, jeśli chodzi o umiejętności, bo technicznie jest już bardzo dobry. To kwestia warunków fizycznych, a także tego, że gramy dość toporny, niezbyt ładny dla oka, choć skuteczny futbol, w którym zawodnikowi o tej charakterystyce mogłoby trudno się odnaleźć. A że nie chcemy go hamować, to będziemy szukać wypożyczenia do zespołu, w którym Karol mógłby regularnie grać i się rozwijać, abyśmy zarówno Śląsk, jak i reprezentacja Polski miały z niego w przyszłości dużą pociechę.

Jak wygląda kwestia prywatyzacji Śląska. Na jakim etapie jest ten proces?

- Nie jestem w komisji prywatyzacyjnej, ale wiem, że te rozmowy pomiędzy miastem a firmą Westminster się toczą oraz są owocne i pozytywne. Obie strony wiedzą doskonale, czego chcą, czyli rozwoju tego klubu. Jak to się skończy? Tego nie jestem w stanie powiedzieć, natomiast trzeba pamiętać, że gdyby nie miasto, to nie wiadomo, gdzie byłby teraz ten klub. Śląsk już kilka razy był w prywatnych rękach i zawsze potem miasto musiało wyciągnąć do niego rękę, aby go uratować. Kibice nie powinni o tym zapominać. Tutaj jednak obie strony mają wspólną wizję - chcą, aby Śląsk reprezentował Wrocław i Polskę w Europie, dlatego też w razie powodzenia rozmów wszyscy powinni być zadowoleni.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...