Canal+ walczy o ekstraklasę. I przedstawia badania. "Pokazujemy od 27 lat"

Bartłomiej Kubiak
- Weźmiemy udział w przetargu na prawa do transmisji ekstraklasy. Pokazujemy ją od 27 lat, przyczyniliśmy się do jej rozwoju i zamierzamy to kontynuować - mówi prezes Canal+ Polska Edyta Sadowska w rozmowie z "Pulsem Biznesu". Ale konkurencja nie śpi.

Canal+ pokazuje ekstraklasę od 1995 r. Obecna umowa obejmuje jeszcze przyszły sezon. Już wkrótce ruszy jednak przetarg, którego stawką będzie prawo do pokazywania meczów polskiej ligi na cztery kolejne lata, począwszy od sezonu 2023/24.

Zobacz wideo Vuković nie może narzekać na brak ofert. "Z odbieraniem telefonu nie mam problemu"

Robert Lewandowski i Hasan SalihamidzićMedia: Lewandowski odchodzi. Winny Salihamidzić? "Straszne relacje"

Canal+ ma poważnego konkurenta

Najpoważniejszym konkurentem dla dotychczasowych posiadaczy praw ma być Viaplay. To platforma streamingowa należąca do szwedzkiej grupy NENT, która rok temu weszła na polski rynek. Pokazuje już Bundesligę, Ligę Europy, Ligę Konferencji, KSW. A w kolejnych latach ma pokazywać Formułę 1 czy Premier League, którą od następnego sezonu przejmuje właśnie od Canal+.

Czy to samo czeka teraz ekstraklasę? - Konkurencja o prawa jest być może silniejsza niż wcześniej, ale uważamy, że oferujemy najbardziej atrakcyjny z punktu widzenia kibiców model pokazywania meczów - w telewizji oraz przez internet. Nie będziemy szaleli z ceną, policzyliśmy jednak, o ile więcej niż wcześniej możemy płacić, by było to racjonalne z punktu widzenia finansów spółki - mówi Sadowska.

"Dwa proc. widzów ogląda ekstraklasę tylko w internecie"

Według szefowej Canal+ konkurencja też ma swoje problemy. - Czysto internetowe transmisje sportu wyglądają dobrze w teorii, ale nie w praktyce. Z perspektywy dużych miast dostęp do szerokopasmowego internetu jest może czymś oczywistym, ale Polska to nie tylko największe miasta. Infrastruktura szerokopasmowa jeszcze przez dobrych kilka lat - przynajmniej do szerszego wejścia technologii 5G - nie będzie pozwalać na powszechne transmisje w wysokiej jakości bez buforowania, a problemy techniczne przy oglądaniu meczów na żywo nie są czymś, co kibice mogą zaakceptować - twierdzi Sadowska.

Canal+ przekonuje, że do właściwego oszacowania wartości nowego kontraktu podszedł bardzo poważnie. Spółka zleciła przeprowadzenie projektu badawczego Sewerynowi Dmowskiemu - renomowanemu badaczowi współczesnego futbolu z Uniwersytetu Warszawskiego, który w przeszłości doradzał w sprawach komunikacji zarządowi ekstraklasy (2013-2016), wyciągał z kryzysów wizerunkowych Legię Warszawa (2014-2017), pomagał ratować przed upadkiem Wisłę Kraków (2019), a ostatnio przygotowywał strategię marketingowo-komunikacyjną Rakowa Częstochowa (2020-2021).

- Z naszych badań wynika, że tylko dwa proc. widzów ekstraklasy ogląda transmisje jedynie w internecie, podczas gdy ponad 40 proc. robi to wyłącznie na dużym ekranie za pośrednictwem platformy satelitarnej czy operatorów kablowych. Reszta to klienci hybrydowi, którzy korzystają ze streamingu, gdy są poza domem, ale natychmiast przełączają się na telewizor, gdy tylko mogą. Widzowie przy oglądaniu sportu na żywo mają po prostu inne wymagania niż przy oglądaniu filmów i seriali, digitalizacja postępuje tu znacznie wolniej, niż sama oczekiwałam, gdy przychodziłam do Canal+ cztery lata temu - mówi Sadowska.

Robert LewandowskiKto zastąpi Lewandowskiego? Schick lub Nunez. "Największy postęp"

Co zrobi ekstraklasa?

Wiadomo jednak, że dla klubów kluczowe są pieniądze. Obecnie Canal+ płaci ekstraklasie ok. 200 mln zł za sezon. A kolejne 50 mln zł dokłada TVP, które ma prawo do pokazywania jednego spotkania w kolejce oraz magazynu skrótów. To rekordowy kontrakt, który został wynegocjowany w 2018 roku. Umowa została początkowo popisana na dwa lata, ale w 2020 roku - w trakcie pandemii - bez przetargu przedłużono ją o kolejne dwa. Właśnie z Canal+, który pomimo kryzysu nie renegocjował warunków.

Ekstraklasa ma wysyłać zaproszenia do składania nowych ofert już w maju. Przetarg ma rozstrzygnąć się do końca roku, ale niewykluczone, że zwycięzca będzie ogłoszony wcześniej. Na pewno władze ligi też będą miały teraz poważny dylemat, czy kontynuować wieloletnie małżeństwo z Canal+, czy rozejrzeć się za "skokiem w bok", który teoretycznie może dać więcej pieniędzy, ale będzie też rewolucją dla kibiców.

- Z naszych badań jednoznacznie wynika, że wysoka jakość obrazu, duży ekran, stabilność transmisji i brak opóźnień są absolutnie kluczowe. Właśnie dlatego kibice chcą oglądać futbol w telewizji - przekonuje Sadowska.

Więcej o: