Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Miał iść w ślady Roberta Lewandowskiego, ale przeżył dramat. "Kręgi szyjne były w drobnych kawałkach"

- Moje kręgi szyjne były w drobnych kawałkach. Miałem też problemy z wyrostkami stawowymi. W pewnym momencie lekarze zauważyli, że jeden z odłamków przemieszcza się w kierunku rdzenia. Sytuacja była bardzo poważna - wspomina Krzysztof Chrapek. Były piłkarz Lecha Poznań i Podbeskidzia Bielsko-Biała miał iść w ślady Roberta Lewandowskiego, ale życie regularnie rzucało mu pod nogi kolejne kłody.

Chrapek do Lewandowskiego porównywany był często, jak sam twierdzi: zbyt często. Ale jego kariera nie ułożyła się tak dobrze. Głównie przez kontuzję, ale też przez poważny wypadek samochodowy w grudniu 2011 r. - Jechałem na pierwsze urodziny siostrzenicy. Dojeżdżałem do Wrocławia, to była Trzebnica, główna droga. Nagle ktoś wyjechał z lasu i nie zatrzymał się przed znakiem stop. Do teraz nie wiem, czy mnie nie widziała, czy myślała, że zdąży przejechać szybciej. Nawet nie zareagowałem, to był ułamek sekundy. Dachowałem, wpadłem do rowu i dopiero tam zdałem sobie sprawę, co się stało. Byłem w szoku. Inni kierowcy zatrzymywali się, pytali, czy wszystko w porządku, a ja byłem w takim szoku, że najpierw wszystko wyłączyłem, schowałem panel radiowy do schowka i dopiero wtedy - o własnych siłach - wyszedłem z samochodu - opisuje Chrapek.

- Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Moje rzeczy były porozrzucane po całej drodze, laptop leżał po drugiej stronie jezdni, rower był zmiażdżony. Szczęście w nieszczęściu, że jechałem sam. Nawet nie chce myśleć, co mogłoby się stać, gdyby ktoś był wtedy ze mną w samochodzie - zawiesza głos były piłkarz Lecha Poznań.

"Skutki tamtego wypadku odczuwam do dziś"

- Moje kręgi szyjne były w drobnych kawałkach. Miałem też problemy z wyrostkami stawowymi. W pewnym momencie lekarze zauważyli, że jeden z odłamków przemieszcza się w kierunku rdzenia. Sytuacja była bardzo poważna. Na szczęście przy kolejnym badaniu okazało się, że odłamek się zatrzymał i operacja nie była potrzebna. Dwa miesiące chodziłem w kołnierzu ortopedycznym. Wszystko się zrosło, ale skutki tamtego wypadku odczuwam do dziś - zaznacza.

- Uwielbiałem jeździć samochodem nocą. Trasę z Poznania do Bielska-Białej niemal zawsze tak pokonywałem. Ale po wypadku miałem takie bóle głowy, że nie byłem w stanie. Nie mogłem wytrzymać. Do dziś je odczuwam, a z biegiem lat może być coraz gorzej. Ćwiczę, wzmacniam mięśnie, ale czasu nie oszukam - mówi Krzysztof Chrapek, którego ścieżka kariery przed wypadkiem była często porównywana do tej, którą przeszedł Robert Lewandowski.

Zobacz wideo Bayern szykuje transferowy hit! Lewandowski nie będzie zawiedziony

Chrapek trafił do Lecha Poznań w 2009 r. z czołowego klubu I ligi, tak jak Lewandowski. W Podbeskidziu Bielsko-Biała piłkarz urodzony w Czechowicach-Dziedzicach był gwiazdą. Sezon 2008/2009 zakończył z 18 golami, a jego pięć trafień w meczu z Turem Turek kibice z Bielska-Białej wspominają do dziś. Rewelacyjny sezon zaowocował transferem do Lecha, gdzie pierwszego gola strzelił już w pierwszym sparingu. Nadzieje i oczekiwania były duże. Aż do zerwania więzadeł krzyżowych w kolanie. - To był duży cios. Musiałem przejść operację, po której ciężko było mi wrócić do dawnej formy. Długo pauzowałem, a później odbudowywałem się w Młodej Ekstraklasie. To był trudny czas, ale zakończony mistrzostwem Polski. Szkoda tylko, że miałem w nim tak mały udział - żałuje.

"Życie rzucało mi kolejne kłody pod nogi"

Przełom miało przynieść wypożyczenie do Piasta. Marcin Brosz, który znał Chrapka ze wcześniejszej współpracy w Podbeskidziu, ściągnął go do Gliwic. Chciał mu pomóc, ale nie minął nawet okres przygotowawczy, a Chrapek znów leczył kontuzję. Tym razem ścięgna Achillesa. - Te wszystkie kontuzje zahamowały mój rozwój. Gdy wydawało się, że jest lepiej, że wracam do zdrowia, za rogiem czekał kolejny uraz. Chciałem grać, zawsze trenowałem z maksymalnym zaangażowaniem, a życie rzucało mi kolejne kłody pod nogi - mówi dziś Chrapek, który po kolejnej kontuzji swoją karierę musiał zacząć niemal od zera.

Trafił do Pasjonata Dankowice, odbudował się, a wtedy pomocną dłoń wyciągnęło do niego Podbeskidzie Bielsko-Biała. Trafił pod skrzydła Czesława Michniewicza, później Leszka Ojrzyńskiego. I właśnie u tego trenera zdobył swoją wymarzoną i wyczekaną bramkę w ekstraklasie. - Podniosłem się. Udowodniłem sobie i innym, że potrafię. Wróciłem do ekstraklasy, a ten gol w meczu z Widzewem Łódź na stadionie w Bielsku-Białej był dla mnie wyjątkowy. Tym bardziej że w następnej kolejce dołożyłem dwa Zagłębiu Lubin - wspomina.

Dziś Krzysztof Chrapek prowadzi szkółkę piłkarską "Football Project" razem z Dariuszem Kołodziejem i Damianem Zdolskim. Ma 34 lata. Sportową karierę zakończył w LKS-ie Jawiszowice, po drodze grając jeszcze BKS-ie Stal Bielsko-Biała i MRKS-ie Czechowice-Dziedzice. W ekstraklasie uzbierał 44 mecze, strzelił cztery gole. - Niczego nie żałuję. Pewnie, że mogłem osiągnąć więcej, ale nie każdy ma na koncie tytuł mistrza Polski i superpuchar. Wszystko, co przeżyłem w trakcie piłkarskiej kariery, nauczyło mnie pokory i wytrwałości. Teraz przekazuję to chłopakom w naszej akademii. Razem z Darkiem i Damianem podchodzimy do tego bardzo profesjonalnie, chcemy, żeby nasi wychowankowie zaszli jak najdalej. A kto wie, może w piłkarskiej karierze będą mieć więcej szczęścia niż ja - kończy.

Przeczytaj również:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .