Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Reprezentacja. Polska - Irlandia. Trudne chwile Błaszczykowskiego. Znów miał udział przy straconej bramce

We Wrocławiu Jakub Błaszczykowski miał świętować 102 mecz w reprezentacji Polski. Ale kadra zremisowała z Irlandią 1:1, a gola rywale zdobyli po błędzie skrzydłowego Wolfsburga. Jeżeli Kuba nie zacznie grać w klubie to jego kolejnych powołań nie wytłumaczy nawet Jerzy Brzęczek

To był test. Podobnych testów Jakub Błaszczykowski miał już w życiu kilka. Większość zdał, choć nie wszystkie na piątkę. Ten egzamin był jednak szczególny. We Wrocławiu 32-latek rozegrał swój 102 mecz w reprezentacji dzięki czemu zrównał się w liczbie występów z dotychczasowym rekordzistą Michałem Żewłakowem. Entourage tej wyjątkowej dla Kuby chwili był jednak daleki od ideału. Na kłującym w oczy pustymi miejscami stadionie, w meczu z niezbyt atrakcyjną Irlandią a przede wszystkim – w oparach krytyki jaka spadła na Błaszczykowskiego po meczu z Włochami. I wcale nie chodziło o rzut karny sprokurowany przez pomocnika Wolfsburga. Chodziło o formę, a właściwie jej brak. We wtorek Kuba znów musiał coś udowodnić. Sobie i kibicom. Nie musiał tylko Jerzemu Brzęczkowi, który w siostrzeńcu wciąż widzi piłkarza mogącego dać kadrze coś więcej, niż tylko nazwisko. I tym razem Kuba robił wiele, aby wyszło dobrze, ale wyszło jak w Bolonii – bardzo przeciętnie.

Robert na ławce, Kuba na murawie

Przed meczem prezes Zbigniew Boniek wręczył Błaszczykowskiemu srebrną paterę za setny występ w biało-czerwonych barwach. Ten był w meczu z Senegalem. Jakże to tragiczny moment w karierze Kuby: w Moskwie zagrał w podstawowym składzie, ale po przerwie już nie pojawił się na murawie. Polska przegrała 1:2, a Błaszczykowski nie podniósł się z ławki do końca turnieju. Ale latem wiele miało się zmienić. W Wolfsburgu Kuba po raz pierwszy od dawna przebrnął przez cały okres przygotowawczy, a w kadrze funkcję selekcjonera otrzymał jego wujek. Było też pierwsze powołanie i gra od początku w Bolonii. Tam Kuba dał jednak niewiele w ofensywie, a na dodatek sfaulował w polu karnym Federico Chiesę.

Jakby na złość krytykom Brzęczek postanowił jeszcze raz dać Kubie szansę. We Wrocławiu na murawie zabrakło kapitana Roberta Lewandowskiego, a nie zabrakło Błaszczykowskiego.

Momenty były. I tylko tyle 

Kubie nie zabrakło charakteru. Jak zwykle. Od początku gry był jednym z najaktywniejszych piłkarzy. Biegał, szarpał, walczył. Miał momenty. To on podawał do Arkadiusza Milika, gdy ten oddał niecelny strzał na bramkę Darrena Randolpha. To on w 16 min. odebrał piłkę pod polem karnym Irlandczyków i dograł do wychodzącego na pozycję Krzysztofa Piątka. To on przeniósł nas na chwilę na Maracanę, kiedy efektownie dograł piętą do Arkadiusza Recy. W pierwszej części gry prezentował się o niebo lepiej od mało kreatywnego Rafała Kurzawy. Ale kiedy nie było momentów, była przeciętność. Błaszczykowski nie przyśpieszał gry, wręcz czasami ją zwalniał. Nie brakowało mu umiejętności. W oczy rzucał się za to brak ogrania.

Drugi stracony gol – znów z udziałem Kuby

Może swoją cegiełkę dołożył stres, a może pech, ale Błaszczykowski miał udział przy drugiej bramce straconej przez kadrę za kadencji Brzęczka. W Bolonii to on podarował rywalom rzut karny. We Wrocławiu potknął się i pozwolił Callumowi O'Dowdzie dograć wprost na głowę Aidena O'Briena, który pokonał Wojciecha Szczęsnego. A to musi wpływać na ocenę Kuby, który w dwóch meczach okazał się zapalnikiem. Błędów w defensywie nie zrównoważyło to, co Błaszczykowski zdziałał w ataku. Po przerwie meczu z Irlandią był niemal niewidoczny.

Los Błaszczykowskiego w jego nogach

Czego dowiedzieliśmy się po meczu z Irlandią? Po pierwsze: że Kuba wciąż może. Po drugie: że nie wolno go skreślić lekką ręką. Ale nie zmienia to faktu, że jeżeli przez kolejny miesiąc wciąż będzie oglądał kolegów z trybun to sens jego powoływania będzie podważany jeszcze mocniej, niż dwa tygodnie temu. Bo nawet największą ambicją nie da się zastąpić setek minut rozegranych na boisku. A tych ewidentnie brakuje. I jeśli na sukces wpływają najdrobniejsze szczegóły to ten może co najwyżej wpłynąć na sukces rywali. A niestety w tym momencie nie zapowiada się, aby trener Wolfsburga Bruno Labbadia nagle zapałał do Polaka miłością.

Sytuacja jest trudna także dla selekcjonera. Z jednej strony musi realnie patrzeć na trudne położenie siostrzeńca. Z drugiej – wciąż mowa o Błaszczykowskim. Magia nazwiska będzie jednak gasnąć z każdą kolejną nierozegraną minutą. W pewnym momencie Brzęczkowi może zabraknąć argumentów, aby powołać Kubę. Dziś jego los jest wyłącznie w jego nogach.

Polska - Irlandia. Tak źle we Wrocławiu jeszcze nie było. Bardzo słaba frekwencja na meczu Polski z Irlandią

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ