Jeszcze przed niedzielnym meczem było jasne, że atmosfera podczas tego spotkania może być różna. Temat relacji polsko-ukraińskich od zawsze jest bardzo delikatny, a w ostatnich dniach zrobiło się szczególnie nerwowo, jako że prezydent Wołodymyr Zełenski nadał jednej z jednostek wojskowych imię "Bohaterów UPA", czyli organizacji odpowiedzialnej za masakrę na Wołyniu. Co oczywiście wywołało oburzenie polskiego rządu.
Idealnego spokoju w rzeczy samej nie było. Ukraińcy dostali we Wrocławiu solidną porcję gwizdów, zarówno przed meczem, jak i w jego trakcie. Sam hymn nie został masowo wygwizdany, a przynajmniej na stadionie nie było tego słychać. Choć jak pisały ukraińskie media, przypadki gwizdów w tamtym momencie się zdarzały. Te wydarzenia przykuły uwagę serbskiego dziennika "Kurir", który szczegółowo opisał całą sprawę.
- Gdy piłkarze Ukrainy wyszli na boisko, część kibiców zareagowała gwizdami oraz wrogimi okrzykami. Media społecznościowe zalała wręcz fala nagrań z gwizdami i obraźliwymi określeniami względem ukraińskich piłkarzy. Gwizdy pojawiły się nawet podczas prezentacji drużyn oraz hymnu Ukrainy. Szczególną uwagę zwróciło nagranie, na którym słychać wielu kibiców skandujących hasła odrzucające ideę "braterstwa" między narodami oraz wzywające Ukraińców do powrotu do własnej ojczyzny - czytamy.
- Wszystko to wydarzyło się w momencie, gdy stosunki między państwami przechodzą delikatny okres. Część napięć najwyraźniej przeniosła się na trybuny stadionów piłkarskich. Goście pokonali Polskę 2:0, ale wynik sportowy zszedł na dalszy plan w porównaniu ze scenami, które przyciągnęły uwagę europejskiej opinii publicznej - podsumowują Serbowie.