Reprezentacja Włoch zaczęła eliminacje do mundialu od wyjazdowej porażki z Norwegią 0:3. I choć potem nie było tak źle - Włosi wygrali sześć meczów z rzędu - to mówiło się tylko o Norwegach. Erling Haaland i spółka potrafili wygrać 11:1 z Mołdawią czy 5:0 z Izraelem. Norwedzy w siedmiu meczach zdobyli 33 gole - najwięcej w całych eliminacjach strefy UEFA.
Sytuacja w tabeli grupy I była więc dziś taka, że Włosi - jeśli chcieli awansować bezpośrednio na mundial - musieli wygrać z Norwegią przynajmniej dziewięcioma bramkami. To się oczywiście wydarzyć nie mogło, bo istnieją pewne granice absurdu. I się nie wydarzyło, choć gospodarze dobrze weszli w mecz - już w 11. minucie wyszli na prowadzenie po ładnej akcji w polu karnym reprezentacji Norwegii. Bramkę zdobył Francesco Pio Esposito.
Jeśli obecni na stadionie kibice liczyli na to, że Włosi odpłacą się Norwegom za wyjazdową porażkę 0:3, to mogli się zawieść. Wprawdzie gospodarze do przerwy byli lepsi, Norwedzy nie stworzyli sobie żadnej dogodnej sytuacji, a sami Włosi spokojnie mogli strzelić drugiego gola, ale ostatecznie nic takiego się nie stało - pierwsza połowa skończyła się wynikiem 1:0.
Po przerwie Włosi całkowicie zgaśli. Norwedzy na drugą połowę wyszli zdecydowanie bardziej zdeterminowani. Wymierny skutek przyniosło to już w 63. minucie, gdy indywidualnym rajdem i ładnym strzałem z dystansu popisał się Antonio Nusa.
Od tego gola zaczął się koszmar Włochów, którzy z każdą kolejną minutą byli coraz bardziej poirytowani oraz coraz słabsi. Decydujący był okres pomiędzy 78. a 80. minutą - wtedy marzenia o rewanżu na Norwegach umarły, bo dwa gole zdobył Erling Haaland. Bilans napastnika w kadrze jest kosmiczny - w 48 meczach strzelił 55 bramek.
W 93. minucie Włosi zostali ostatecznie upokorzeni. Gola na 4:1 zdobył Jorgen Strand Larsen. Mimo pewnego awansu i bardzo korzystnego wyniku Norweg i tak odważnie poszedł do przodu, kiwnął Gianlucę Manciniego i pokonał Donnarummę. Po tej bramce mecz został zakończony, a Włochów pożegnały głośne gwizdy.
Reprezentacja Włoch musi zagrać o awans na mundial w barażach - wydaje się jednak, że nikogo by nie zdziwiło, gdyby znów nie pojechali na najważniejszy turniej na świecie. Ostatnie mistrzostwa świata, na których można było oglądać reprezentantów Włoch, odbyły się w 2014 roku.
W drugim spotkaniu tej grupy Izrael "podejmował" reprezentację Mołdawii. "Podejmował", bo choć to Izrael był gospodarzem tego spotkania, to odbyło się ono na stadionie w Kiszyniowie. Mecz zaczął się fatalnie dla reprezentacji, która jeszcze niedawno budziła postrach w szeregach reprezentacji Polski. Już w 18. minucie Sergiu Perciun pociągnął za koszulkę wbiegającego w pole karne reprezentanta Izraela. Arbiter nie dość, że podyktował jedenastkę, to ukarał Mołdawianina czerwoną kartką. Mołdawia przegrywała i grała w dziesiątkę.
Jeszcze w pierwszej połowie Mołdawia dała radę doprowadzić do remisu. Bramkę na 1:1 zdobył Ion Nicolaescu, który mocnym uderzeniem pokonał izraelskiego bramkarza.
W drugiej połowie Izrael wykorzystał grę w przewadze i w 65. minucie zdobył bramkę na 2:1. W końcówce spotkania dobili jeszcze mołdawską kadrę zdobywając kolejne dwie bramki. "Gospodarze" wygrali, ale nic im to nie daje - na mundial nie pojadą.