Adam Buksa będzie długo wspominał pierwszy mecz fazy play-off, w którym New England Revolution przegrało z New York City FC w rzutach karnych 3:5. Regulaminowy czas gry zakończył się remisem 2:2.
Dlaczego to spotkanie zapadnie w pamięci Polaka? New Engalnd Revolution już od 3. minuty meczu musiał odrabiać straty po tym, jak do ich bramki trafił Santiago Rodriguez. Drużyna gospodarzy przegrywała 0:1. Kilka minut później w dobrym miejscu pojawił się jednak Adam Buksa, który wykorzystał zagranie Carlesa Gila i w 9. minucie spotkania doprowadził do remisu. Podkreślmy, że był to 17 gol Polaka w tym sezonie Major League Soccer.
Kolejne minuty to wyrównane spotkanie, w którym atakowała zarówno jednak, jak i druga drużyna. W ciągu 90 minut żadna nie potrafiła jednak przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Kolejne bramki padły w dogrywce. Pierwszą ponownie strzelił zespół New York City FC, a konkretniej Valentin Castellanos. Ten sam zawodnik cztery minuty później musiał opuścić boisko z powodu drugiej żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartki.
Gola na wagę remisu (2:2) strzelił Tajon Buchanan. Trafienie tchnęło nadzieję w zawodników New England Revolution. Nikomu nie udało się podwyższyć wyniku, o ostatecznym rezultacie zadecydowały więc rzuty karne.
Więcej treści sportowych znajdziesz na Gazeta.pl
To był moment, który Adam Buksa zapamięta na długo. Reprezentant Polski był drugim w kolejności wykonawcą. Piłkarze New York City FC zdobyli dwie bramki. W pierwszej serii okazję dla New England Revolution wykorzystał Carles Gil. Buksa natomiast przestrzelił swoją jedenastkę i jak się później okazało, był jedynym zawodnikiem, który nie trafił z 11. metrów. Ostatecznie gospodarze przegrali w karnych 3:5 i to New York City FC awansowało do półfinału play-offów MLS.
Adam Buksa jest jednym z najlepszych strzelców w MLS. Chybiony karny dziwi więc wielu kibiców jego klubu. Polak ma na swoim koncie 17 goli i trzy asysty. Więcej strzelili tylko Castellanos (21), Kamara i Mukhtar (19).