Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Niemcy - Portugalia. Das konzert na 4 gole

Thomas Mueller już jest liderem strzelców mundialu, Niemcy rozbili Portugalię 4:0. A pierwsza połowa była najlepszą, jaką ktokolwiek w brazylijskim turnieju ośmielił się zagrać

Są takie chwile na mundialach, gdy nawet notować się nie chce, żeby nie stracić ani chwili z tego, co się dzieje. To była taka chwila, a właściwie całe 45 minut. Coś podobnego zdarzyło się jeszcze w drugiej połowie meczu Holandii z Hiszpanią, ale na krócej. Patrzysz na mecz i masz poczucie, że to wszystko zostało wcześniej przemyślane, narysowane, przećwiczone, że widzisz za tym trenera, który mówi, co po kolei trzeba zrobić. Mówi o ciągłych zamianach miejsc w ataku, żeby się Portugalczykom zakręciło w głowie, o tym, kiedy przyspieszyć, kiedy zwolnić, i że Toni Kroos zawsze będzie miał dla każdego dobre podanie. A na koniec rzuca jeszcze, jak kiedyś Johan Cruyff do piłkarzy Barcelony przed finałem Pucharu Europy: "Wyjdźcie i miejcie z tego przyjemność".

Alejandro Sabella na pewno tak dzień wcześniej nie powiedział do piłkarzy Argentyny. W ich meczu tylko emocje i gol były na światowym poziomie. Reszta była raczej knajpianą rozrywką przy teatrze Niemców. To nie znaczy, że i taka odmiana nie jest potrzebna. Nie znaczy też, że Niemcy stają się teraz faworytem mundialu. Jeszcze bardzo długa droga przed każdym, wróżenie z rund grupowych to szaleństwo. Ale Niemcy przynajmniej już wiedzą, że będzie co z tych mistrzostw wspominać. Wyróżnić się efektowną grą na mundialu efektownej gry to jest coś.

Im zawsze udaje się na mistrzostwa przyjść na czas. Narzekają, że niegotowi, że plaga kontuzji, a trener zamknął się w świecie swoich pomysłów i nic już z tego nie będzie. A potem przychodzą na czas. Przed poprzednim turniejem niemieckie media lamentowały najgłośniej, a drużyna była rewelacją turnieju, kontuzja Michaela Ballacka miała być problemem, a okazała się błogosławieństwem. Teraz znów było zwątpienie po pladze kontuzji, sama strata Marco Reusa w ostatniej chwili przed finałami to byłby dla wielu drużyn wystarczająco mocny cios. Joachim Loew stracił sporo czaru dwa lata temu, po porażce z Włochami w półfinale Euro. Ale już w Brazylii zapowiedział: kto lamentuje, ten przegrywa.

I było jak z hotelem w Brazylii: nie znaleźli takiego, o jakim marzyli, to zorganizowali budowę według własnego pomysłu. Nie znaleźli na turniej pary bocznych obrońców na światowym poziomie, to tego jedynego, Philippa Lahma, przesunęli do pomocy, a wystawili czterech z powołania środkowych (np. Jerome'a Boatenga z boku, bo jest najszybszy, a trzeba było gonić za Cristiano Ronaldo). Nie mają dziś napastnika, który dawałby drużynie coś więcej, niż mogą dać artyści z pomocy, więc zagrali bez napastników. A właściwie i bez napastników, i z trzema.

Mesut Oezil, Mario Goetze i Thomas Mueller zmieniali się cały czas, Portugalczycy nie nadążali z ustawianiem się. Goetze wywalczył karnego, po którym padła pierwsza bramka, Mueller, król strzelców z zaskoczenia na poprzednim mundialu, znów może zostać królem strzelców z zaskoczenia. Strzelił Portugalczykom trzy gole, w całym poprzedmim mundialu uzbierał pięć (tyle samo mieli Diego Forlan, David Villa i Wesley Sneijder, ale Mueller miał z nich wszystkich jeszcze najwięcej asyst). A w Salvadorze do tego jeszcze przed przerwą sprowokował Pepe do ciosu głową, po którym Portugalczycy musieli grać w dziesięciu. I to wszystko zrobił, pozostawiając wrażenie, że pojawiał się tylko przy tych akcjach, a potem gdzieś znikał. Koszmar pilnującego.

Co innego Toni Kroos. On nie znikał ani na chwilę, chciał robić na boisku wszystko i udźwignął zadanie. Podawał, robił dobre wślizgi, to po jego dośrodkowaniu Mats Hummels zdobył gola na 2:0, przerywając na chwilę show skuteczności Muellera.

Poprzedni trener Bayernu Jupp Heynckes nazwał kiedyś Kroosa piłkarzem z delikatesów. Wtedy Kroos był dla Bayernu piłkarzem kluczowym, potem różnie z tym bywało, ale w kadrze od dawna wiedział, jak wielkie są oczekiwania. Gdy Loew zdecydował przed turniejem, że nie będzie świętych krów i wystawi ze składu Bastiana Schweinsteigera, piłkarza, który się chyba najbardziej kojarzy z tymi ośmioma latami ery Klinsmann - Loew, było jasne: to na Kroosa spadnie zadanie takiego pokierowania współpracą z Samim Khedirą i Lahmem, żeby brak Schweinsteigera nie stał się głównym tematem rozmów po meczu. Choć formalnie to przesunięty do środka Lahm sprawił, że dla jego kolegi z Bayernu zabrakło w pomocy miejsca. Z Khediry Loew na pewno by nie zrezygnował. To piłkarz, który łapie jego taktyczne pomysły w lot, do tego jest dobrym duchem drużyny.

Portugalczykom na tym tle została tylko rola największego rozczarowania pierwszej grupowej kolejki spotkań. Rozczarowania jednak większego niż Hiszpania, bo u nich nie było gdzie szukać nadziei. Cristiano Ronaldo bardzo szybko zaczął rozkładać ręce i patrzeć na kolegów, choć i jemu brakowało skuteczności. Portugalia znów nie przejdzie przez mundial bez czerwonej kartki (a Pepe, pomijając już cios w Muellera, grał bardzo źle), znów zostawi podejrzenia, że ci piłkarze, wyceniani na dziesiątki milionów euro, rozchwytywani przez dobre drużyny, sami wielkiej drużyny nigdy nie stworzą. Choćby dlatego, że granie razem tej przyjemności, o którą kiedyś prosił Cruyff, im nie daje.

Tu zobaczysz najnowsze wyniki, tabele i terminarz mundialu

Więcej o: