Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

Mundial 2014. Niemcy - Portugalia 4:0. Niemcy znów skuteczni i... wredni

Dla Joachima Löwa to musiał być długi, pełen niepewności sezon. Wielu wątpiło w jego obietnice, że z reprezentacji Niemiec zrobi zespół grający w stylu Bayernu Guardioli. Teraz jedynym problemem będzie radzenie sobie z rangą faworyta, choć jego drużyna wreszcie ma wszystkie najważniejsze składniki.

Przypomnijmy - 12 lat temu w Korei i Japonii pokonała ich w finale Brazylia, poprzednie dwa mundiale Niemcy kończyli na ostatnim stopniu podium, a ich problem z pokonywaniem ostatnich przeszkód potwierdzają także mistrzostwa Europy z 2008 i 2012 roku. W ostatnich czterech międzynarodowych turniejach po dwa razy zatrzymywali ich Włosi i Hiszpanie, jakby podkreślając to, że reprezentacja znana przecież z niemal maszynowego automatyzmu wygrywania nie jest na tyle dojrzała, by w dwudziestym pierwszym wieku wreszcie zdobyć jakiś puchar.

Przeniesienie tiki-taki do Bawarii zdecydowanie pomogło reprezentacji Niemiec. Przede wszystkim Guardiola przestawił Lahma do środka pomocy, dając Bayernowi oraz kadrze zawodnika równie świetnego w odbiorze co np. Khedira, ale i podającego niemal tak kapitalnie jak Toni Kroos. Inni piłkarze monachijskiego klubu także zyskali na jakości, pewniej operują piłką, lepiej opanowali sztukę dominowania w spotkaniach, nawet jeśli ostatecznie w Europie dostali od Realu lekcję pokory.

Wątpliwości związane z systemem wcale nie przeszkodziły ekspertom zgodnie podkreślać, że tak mocni Niemcy już dawno nie byli - zwłaszcza jeśli chodzi o piłkarzy kreatywnych. Nawet gdy w ostatnim spotkaniu z kontuzją wypadł Marco Reus, Löw wybrał na zastępstwo zawodnika defensywnego, Shkodrana Mustafiego. Selekcjoner argumentował, że na pozycjach ofensywnych ma już wystarczający ból głowy z selekcją. - To jest najlepszy skład w naszej historii - mówił z dumą Günter Netzer, mistrz świata z 1974 roku.

Jeszcze się rozpędzą?

Było to widać w zdecydowanym, imponującym zwycięstwie z Portugalią. Ustawienie 4-3-3 pozwoliło na spokój w środku pola (trójka pomocników Lahm, Khedira i Kroos na łącznie 209 podań tylko 13 razy zagrywali niecelnie), a kombinacje między Götzem, Özilem i Müllerem stwarzały drużynie kolejne sytuacje. Oprócz tego ostatniego brakowało jeszcze skuteczności, ale od Niemców przecież nigdy nie oczekiwano w pierwszym meczu mistrzostw pełni formy - wedle piłkarskiego stereotypu oni zwykle nabierają rozpędu z każdym turniejowym spotkaniem.

Warto zatrzymać się przy Müllerze, który w wieku zaledwie 25 lat zaczął marsz po swój drugi tytuł króla strzelców mundialu - wynik, którego nie byli w stanie osiągnąć najwięksi piłkarze w historii. Jego dzisiejszy występ byłby świetny, nawet gdyby nie strzelił żadnego gola. Kapitalnie pomagał w bocznych strefach, doskonale wymieniał się pozycjami z ofensywnymi pomocnikami i utrzymywał piłkę w ataku, stwarzając najwięcej okazji z drużyny. Po co komu rekord Miroslava Klosego, gdy to Müller spisał się tak rewelacyjnie - to jest prawdziwie mistrzowski napastnik, który, podkreślmy, z dziewięciu strzałów na dwóch mistrzostwach świata uzbierał aż osiem goli.

Znów wredni

Zresztą samotny lider klasyfikacji strzelców mundialu pokazał kolejny ważny aspekt w grze Niemców, może nawet ten, którego brakowało reprezentantom tego kraju na poprzednich imprezach. - Mamy prawie wszystkie składniki, by zwyciężyć w mistrzostwach - mówił przed turniejem w Brazylii legendarny pomocnik Lothar Matthäus. - Jedynym, czego brakuje naszym piłkarzom, to wrednych charakterów.

Müller okazji do sprowokowania rywali szukał już od pierwszych minut, często wchodząc w pojedynki fizyczne, nie oszczędzając obrońców Portugalii. Opłaciło się, gdy Pepe (delikatnie) uderzył go w twarz, a Niemiec zrobił wiele, by doczekać się kolejnej reakcji. Nie tłumaczy to obrońcy, ale też nie było to zachowanie w duchu sportowej rywalizacji - pewnie Matthäus jako jedyny doceni Müllera, ciesząc się, że już w pierwszym spotkaniu dojrzał u reprezentantów kraju coś, co cechowało ich historyczne i mistrzowskie drużyny.

Ważniejsze, że Niemcy byli dziś nie tylko skuteczni i wredni, oni przede wszystkim pięknie grali. Toni Kroos cudownymi i dokładnymi prostopadłymi podaniami uruchamiał kontry ze strefy środkowej, Götze był nieuchwytny, Özil za sprytny, a Lahm czy Khedira byli po prostu za szybcy dla Moutinho, Meirelesa czy Veloso. Obrońcy pewnie zatrzymywali Cristiano Ronaldo (patrz: zdecydowane wypchnięcie Portugalczyka za linię boczną przez Boatenga "zgasiło" wielkiego rywala na większą część meczu), nawet jeśli na więcej pozwalali rywalom przy stałych fragmentach gry. Te drobne detale Joachim Löw ma czas poprawić, rozkoszując się większym spokojem po takim popisie jego drużyny - zwłaszcza że wątpiących ma już raczej po swojej stronie.

Megagaleria kibicek MŚ 2014! [AKTUALIZUJEMY ZDJĘCIA]

Kto awansuje do 1/8 finału z grupy G?
Więcej o: