Mundial 2018. Francja - Urugwaj. Fernando Muslera takiego gola jeszcze nie puścił. Tabareza zawiódł jeden z najpewniejszych żołnierzy

Francuzi zastanawiali się, czy na mecz z Urugwajem nie zmienić bramkarza. Pewny swego golkipera był Oscar Tabarez. Fernando Muslera reprezentacyjnej bramki strzeże od 2009 roku, drużynie zapewnił m.in. wygraną w Copa America. Teraz był jednym z najlepszych na mundialu, ale po przegranym 0:2 spotkaniu z "Trójkolorowymi" nikt o tym nie będzie pamiętał.

Ponieważ w ćwierćfinałowym meczu w Niżnym Nowogrodzie wielu goli nikt się nie spodziewał, spora uwaga przed spotkaniem zwrócona była na bramkarzy. W obliczu meczów, które w ostatnim czasie Francuzi z Urugwajem bezbramkowo remisowali, eksperci szykowali się na rozstrzygnięcia w konkursie rzutów karnych. To z tego powodu trener Didier Deschampes dostał nawet pytanie na konferencji, czy na mecz z rywalem z Ameryki Południowej nie myśli o zmianie golkipera. Hugo Llorisa miałby zastąpić pamiętający finał MŚ U20 w 2013 roku  Alphonse Arreola. Człowiek, który to mistrzostwo "Trójkolorowym" zapewnił, broniąc dwie jedenastki w starciu właśnie z Urugwajem (4:1). Selekcjoner "Les Bleus" te pomysły jednak odsunął. Nie chciał w swym składzie mieszać nawet widząc dobrą dyspozycję golkipera PSG na treningach. Swoją drogą tam też udawało mu się wyciągać strzały kolegów.

Urugwajski pewniak

Tematu obsady bramki nie było w ekipie Urugwaju, gdzie Oscar Tabarez od 2009 roku systematycznie korzysta z usług Muslery, ówczesnego golkipera Lazio. Muslera zawsze miał opinię   zawodnika solidnego, zresztą kiedy zaczął grać w reprezentacji ta zaczęła odnosić sukcesy. Osiągała je też dzięki niemu. W 2010 zajęła IV miejsce na mundialu, na którym bramkarz z Buenos Aires był podstawowym golkiperem. W ćwierćfinale z Ghaną obronił strzały z 11 metrów Adiyaha i Mensaha, dzięki temu  Los Charruas trafili do półfinałów. W wygranym rok później finale Copa America zakończonym konkursem rzutów karnych, zatrzymał piekielnie mocne uderzenie Teveza, a jego ekipa triumfowała nad Argentyną.

Dobrze wiodło mu się też w klubie. Po kilku latach w Lazio, gdzie z jego dużym udziałem w konkursie rzutów karnych rzymianie zdobyli Puchar Włoch, a potem Superpuchar kraju, Muslera ocierając się o Arsenal trafił za rekordowe 12 mln euro do Galatasaray. Działacze tego klubu uznali, że będzie lepszy niż Buffon, na którego też zaginali parol. W Turcji przyzwyczajony do regularnej rywalizacji w europejskich pucharach (doszedł m.in. do ćwierćfinału Ligi Mistrzów) zawsze trzymał poziom. Rozegrał ponad 200 spotkań.

Rekordzista ze słabymi punktami

Na Mistrzostwach Świata w Rosji, Muslera przeszedł do historii krajowego futbolu. W swoim trzecim z rzędu mundialu rozegrał 14 mecz w reprezentacji, bijąc rekord najlepszego bramkarza wszech czasów czyli Ladislao Mazurkiewicza. Wydawało się, że piękny sen może trwać. Doświadczony, pewny, pech raczej go omijał. Niezbyt szczęśliwe interwencje zdarzały się sporadycznie. A jeśli już to głównie po... strzałach z dystansu. W meczu Pucharu Konfederacji 2013 roku z Włochami, od samobójczego trafienia uratował go Astori, który dobił piłkę praktycznie lecącą w światło bramki.

Te strzały z dystansu były pewnego rodzaju sposobem na Muslera. Puszczał sporo goli, po rzutach wolnych, obok gry nogami, właśnie ten element bramkarskiego fachu podważano u niego najbardziej. L'Equipe po analizie jego spotkań napisało dobitnie "Jego dwa małe, słabe punkty to zawahania przy interwencjach na przedpolu i bronienie strzałów ze znacznej odległości".

Im strzelać z dystansu kazano

Pracę domową odrobił też sztab Francji. Mimo tego, że Urugwaj przed ćwierćfinałem mundialu stracił na tej imprezie tylko jednego gola, a bramkarz rywali miał ostatnio skuteczność bronienia na poziomie 92% zawodnicy dostali sugestie właśnie o próbie jego zaskakiwania. Pewnie dlatego Mbappe w pierwszej połowie zdecydował się na szybki strzał głową z kilkunastu metrów w sytuacji, w której mógł poczekać, aż piłka spadnie mu na nogę, a Griezmann nie wahał się gdy stał niemal 30 metrów od urugwajskiej bramki. Plan się powiódł. Z kilkunastu prób uderzeń, czterech strzałach celnych, Muslera po uderzeniu napastnika Atletico Madryt schował głowę w ręce. Tak słabej interwencji w teoretycznie prostej sytuacji nie zanotował chyba nigdy. Przy wyniku 0:2 ekipie Tabareza odrobić straty było trudno. Golkipera pocieszali koledzy z drużyny. Tym razem pomóc ekipie się nie dało.

Kolejne smutne zderzenie z rzeczywistością spotka go gdy zajrzy na media społecznościowe. Tam czekają już na niego komentarza o "doskonałym" Karius challenge.

Pewnie ze zdwojoną siłą wrócą wspomnienia z 2010 roku. Wtedy, chociaż nie popełnił wielkich pomyłek przyznał, że mógł lepiej spisać się w meczu o trzecie miejsce z Niemcami (2:3) - To nie była moja noc. Popełniłem błędy, jestem przygotowany na silną krytykę - oznajmił wtedy golkiper. Czy okazje do rehabilitacji dostanie za 4 lata w Katarze? Mniej prawdopodobne. Będzie miał wtedy już 36 lat.

Więcej o: