Mistrzostwa świata 2018. Kolumbia - Anglia. Yerry Mina, najlepszy strzelec Kolumbii

W Barcelonie miał zastąpić Javiera Mascherano i rywalizować o pierwszy skład z Gerardem Pique i Samuelem Umtitim. Rywalizację przegrał, a po każdym kolejnym występie był coraz bardziej krytykowany. Na mundial w Rosji przyjechał w roli rezerwowego, a został najlepszym strzelcem reprezentacji Kolumbii, w dodatku strzelcem, który bramki strzelał tylko głową. W trzech meczach zrobił to trzykrotnie, we wtorek doprowadzając do dogrywki meczu z Anglią. Los Cafeteros do ćwierćfinału jednak nie awansowali, bo przegrali w rzutach karnych.

Spośród obrońców Barcelony, w Rosji mieli zachwycać Pique i Umtiti. O Hiszpanie i Francuzie podczas mundialu głośno już było, ale głównie ze względu na to, że obydwaj sprokurowali rzuty karne dla rywali, po niemal identycznych zagraniach piłki ręką. Jednego z nich na MŚ już nie ma, drugi szykuje się na ćwierćfinał. Do domu jedzie też Yerry Mina, ale on i tak na rosyjskim turnieju zaimponował.

Przyzwyczajony do roli rezerwowego

Polska, Senegal, Anglia - tym rywalom Mina strzelał gole na mistrzostwach świata. Wszystkie bramki zdobył po strzałach głową, choć w pierwszym składzie reprezentacji Kolumbii miał w ogóle nie grać. Z rolą rezerwowego już się przecież pogodził, bo przyzwyczaił się do niej w Barcelonie. Do Katalonii trafił bowiem w styczniu, ale do czerwca wystąpił tylko w sześciu spotkaniach. Nie dziwiło więc, że w rywalizacji w o miejsce w pierwszej jedenastce kadry nie miał szans z Oscarem Murillo i Davinsonem Sanchezem.

Duet stworzony z zawodników Pachuci i Tottenhamu nie zdał jednak już pierwszego sprawdzianu, bo Los Cafeteros w pierwszej kolejce fazy grupowej przegrali z Japonią (1:2). Jose Pekerman zdecydował się więc na zmianę - Mina zastąpił Murillo.

Mina jak Miroslav Klose

W meczach z Polską i Senegalem Mina grał więc już od początku, i za każdym razem swoje zadania defensywne wykonywał perfekcyjnie. Ale to nie solidną grą w obronie 24-latek zaimponował najbardziej, a umiejętnościami ofensywnymi. Polakom strzelił gola w końcówce pierwszej połowy spotkania, czym otworzył wynik meczu i dał Kolumbijczykom sygnał do walki o wysokie zwycięstwo. Z Senegalem długo czekał na swoją okazję, ale jak w 74. minucie dostał wreszcie dobre dośrodkowanie, to nie dał szans rosłym obrońcom Senegalu, z którymi nie radził sobie m.in. Robert Lewandowski.

- Przed meczem z Senegalem powiedziałem przyjaciołom, że strzelę kolejnego gola. Ostatnie miesiące nie były łatwe, bo nie grałem zbyt dużo, ale teraz trener sprawił, że odzyskałem pewność siebie i czuję się potrzebny w reprezentacji - mówił Mina kilka dni temu.

Długo wydawało się, że najważniejszego gola strzelił jednak we wtorek 3 lipca na boisku Spartaka w Moskwie. W 93. minucie wygrał górny pojedynek z Harrym Maguirem, i przy stanie 1:0 dla Anglii wpisał się na listę strzelców, doprowadzając do dogrywki. Tym samym stał się pierwszym zawodnikiem od 2002 roku, który na jednym mundialu strzelił trzy gole głową. Wówczas udało się to reprezentantowi Niemiec, Miroslavovi Klose.

W dogrywce Kolumbijczycy gola już nie strzelili, podobnie jak ich rywale. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były więc rzuty karne, a w nich piłkarze Garetha Southgate`a byli lepsi, bo pomylili się tylko raz. Zawodnicy trenera Pekermana zrobili to dwukrotnie, przez co zakończyli swój udział w mundialu.

Mina jak Michał Pazdan

Michał Pazdan to taki typ zawodnika, który w klubie może grać tragicznie, popełniać mnóstwo błędów i zawodzić. Kiedy jednak zakłada koszulkę reprezentacji Polski, staje się innym piłkarzem, wolnym od trosk i problemów klubowych. Takim, na którego zawsze można liczyć.

I podobnie jest z Yerrym Miną. W Barcelonie nie przypomina obrońcy, który zachwycał w barwach brazylijskiego Palmeiras. W drużynie narodowej wygląda jednak zdecydowanie lepiej.  - Kiedy wracasz na swoje miejsce, głowa pracuje zupełnie inaczej, pamięta dobre chwile. Mina w kolumbijskich barwach zawsze grał dobrze - mówił przed wtorkowym spotkaniem Ivan Cordoba, były reprezentant Kolumbii na łamach dziennika "El Pais".

Święto narodowe i wers z Biblii

Przed rozpoczęciem mistrzostw świata hiszpańskie media informowały, że Mina niebawem z Barcelony może odejść, zaledwie pół roku po tym, jak Katalończycy zapłacili za niego 12 mln euro. Teraz wydaje się jednak, że swoimi występami na mundialu 24-latek wygrał drugą szansę w zespole mistrzów Hiszpanii. Taka szansa i ewentualne występy w Blaugranie, dla kolumbijskich kibiców będą świętem, tak samo jak jego prezentacja w klubie.

Oficjalne przedstawienie Miny w barwach Barcelony było niezwykle ważnym wydarzeniem w Kolumbii. Na tyle ważnym, że prezentację pierwszego Kolumbijczyka w barwach Barcelony transmitowała otwarta telewizja południowoamerykańskiego kraju.

Prezentacja Miny została zapamiętana także z innego powodu - zawodnik wchodząc na murawę Camp Nou, zdjął buty, bo to miało przynieść szczęście i sukcesy.

- W Biblii znajduje się wers mówiący o tym, że jeśli chce się w jakimś miejscu odnieść sukces, to trzeba na tę ziemię wejść boso. Ja mam nadzieję zapisać się na kartach historii i dlatego zawsze tak robię - mówił Mina po podpisaniu kontraktu z Barceloną. Na kartach jej historii się jeszcze nie zapisał, ale Kolumbijczycy jego występu na mistrzostwach świata na pewno nie zapomną, nawet po porażce z Anglią.

Więcej o: