Mistrzostwa świata 2018. Polska - Kolumbia, czyli futbol na nie

Mundial znowu nam się nie udał. Po ciosie, który wymierzyli nam Senegalczycy, w niedzielę dostaliśmy kolejny, dużo mocniejszy - od Kolumbii, z którą przegraliśmy w Kazaniu aż 0:3.
Poland goalkeeper Wojciech Szczesny stops a shot by Colombia's Juan Cuadrado during the group H match between Poland and Colombia at the 2018 soccer World Cup at the Kazan Arena in Kazan, Russia, Sunday, June 24, 2018. (AP Photo/Sergei Grits) Poland goalkeeper Wojciech Szczesny stops a shot by Colombia's Juan Cuadrado during the group H match between Poland and Colombia at the 2018 soccer World Cup at the Kazan Arena in Kazan, Russia, Sunday, June 24, 2018. (AP Photo/Sergei Grits) SERGEI GRITS/AP

Jeszcze tydzień temu były wielkie nadzieje. Nadzieje na to, że polscy piłkarze jednak potrafią, są pokoleniem zdolnym do wielkich rzeczy. Dziś tej nadziei nie widać. Po porażce 0:3 z Kolumbią nie ma choćby cienia. Są jedynie podłe nastroje. Bo trzeci raz z rzędu zaczęliśmy mundial od porażki, trzeci raz z rzędu przegraliśmy mecz o wszystko i trzeci raz z rzędu zagramy tylko o honor - w niedzielę z Japonią w Wołgogradzie.

Adam Nawałka podczas  meczu rundy grupowej Polska - Kolumbia Adam Nawałka podczas meczu rundy grupowej Polska - Kolumbia Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

- Reprezentacja świetnie sobie radziła w trudnych momentach. Mam nadzieję, że tak samo będzie teraz. Nie zapomnieliśmy jak się gra w piłkę - przekonywał selekcjoner dzień przed meczem w Kazaniu.

Okazało się, że to była tylko dobra mina do złej gry, zakłamywanie rzeczywistości. Bo w niedzielę zamiast wielkiego święta piłkarze Adama Nawałki zafundowali wielkie rozczarowanie. Beznadziejnie grali Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński, niewiele lepiej Robert Lewandowski.

Słabości personalne można jeszcze było spróbować przykryć precyzyjnym planem gry, organizacją ataku opartą na intensywnym ruchu bez piłki całej drużyny. Ale zawiodło i to, okazało się zadaniem ponad możliwości tej kadry.

Po porażce w Moskwie była i zarwana noc w sztabie szkoleniowym, i mocne słowa na odprawie z drużyną. A potem gruba kreska, by piłkarze skupili się już na Kolumbii. Zmian było dużo, zmieniło się też ustawienie, ale akurat to drugie zakładano od dawna, jeszcze przed porażką z Senegalem.

W Kazaniu Nawałka zdecydował się na cztery zmiany. Na ławce posadził Thiago Cionka, Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego i Arkadiusza Milika. Zmienił też ustawienie na 3-5-2, które miało dać Polakom przewagę w pomocy, zabezpieczyć środkowych obrońców, by nie zostawali bez asekuracji. No i też - a może przede wszystkim - miało wykluczyć z gry Jamesa Rodrigueza.

Na początku jeszcze się łudziliśmy. Ale tak naprawdę jedyne, co zobaczyliśmy w pierwszym kwadransie, to zaangażowanie i waleczność. To nie był futbol na tak - radosny, cieszący oko. Tylko futbol na nie - prymitywny, toporny, w którym jedynym pomysłem na przedostanie się pod kolumbijską bramkę były dalekie podania.

Ale zapał naszych piłkarzy nawet i w takiej grze zaczynał gasnąć. Po kwadransie mecz się wyrównał, a potem przewagę osiągnęli rywale - wyszli na prowadzenie jeszcze przed przerwą. I to wyszli właśnie dzięki Jamesowi, który w 40. minucie oszukał naszą obronę i celnie dośrodkował na głowę Yerry'ego Miny.

A potem to już poszło, rozsypało się wszystko. Im bliżej było końca meczu, tym bardziej dominowali Kolumbijczycy - po przerwie wbili nam jeszcze dwa gole.

- Mundial to największy turniej na świecie. Wiemy, że oczy wszystkich będą skierowane na nas. Musimy sobie z tym poradzić - mówił Robert Lewandowski na zgrupowaniu w Arłamowie. Już wtedy kapitan naszej reprezentacji przestrzegał wszystkich przed nadmiernym optymizmem. Był głosem rozsądku. Ten podpowiadał jednak, że stać nas na więcej.

I to podopowiadał wszystkim - nie tylko nam, ale też całej kadrze, na czele z Lewandowskim.