MŚ 2018. Robert Lewandowski: Teraz wiele można mówić, ale turniej w Rosji zweryfikuje naszą formę [ROZMOWA]

- Dobrze, że oczekiwania wobec nas nie są rozbudzone do przesady. Faworytem grupy jest Kolumbia - twierdzi Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski chwali też Artura Jędrzejczyka, który jego zdaniem, jest w stanie zastąpić w kadrze kontuzjowanego Kamila Glika.
Trening drużyny polskiej w Arłamowie Trening drużyny polskiej w Arłamowie Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Bartłomiej Kubiak: Może zacznijmy od spraw bieżących: co z Kamilem Glikiem?

Robert Lewandowski: Doznał kontuzji na treningu, ale nie widziałem dobrze tej sytuacji. Jeśli nie zagra na mundialu, będzie to dla nas duża strata. Ale nie możemy w ten sposób myśleć. Trzeba nastrajać się pozytywnie. Dlatego ja wierzę, że Kamil do nas wróci. A nawet jeśli nie wróci, to wiem, że ktoś wskoczy w jego miejsce i nam pomoże, godnie go zastąpi.

Kto? Jan Bednarek, Thiago Cionek...

- ... a może Artur Jędrzejczyk? Jest kilku kandydatów. Mówię o "Jędzy", bo na zgrupowaniu w Arłamowie pokazał się z bardzo dobrej strony. Czytałem, że w klubie było u niego różnie z formą, a tu patrzę: "Jędza", jakiego znam.

Jest wygranym tego zgrupowania?

- Nie wiem, czy wygranym, ale pokazał fajną formę. Byłem po prostu zdziwiony, bo wcześniej słyszałem, że nie wygląda to dobrze. Ale to po raz kolejny potwierdza, że piłkarz w reprezentacji, to inny piłkarz niż w klubie.

Kto z tej kadry zrobił największy postęp?

- Jest w niej wiele nowych twarzy, więc trudno mówić o postępie. Ale jak widzę np. takiego Bednarka, jestem zbudowany. Nie grał w tym sezonie za wiele, a i tak bardzo się rozwinął. Zaimponował mi na treningach. Uważam, że szybko może stać się kluczową postacią tej reprezentacji, ale... może poczekajmy, nie rozmawiajmy o tym. Takie rzeczy najlepiej weryfikuje boisko.

Jako kapitan reprezentacji czujesz się w obowiązku, by porozmawiać z tymi, których Adam Nawałka odrzucił tuż przed mundialem?

- Nie traktuję tego jako obowiązek, ale oczywiście rozmawiałem z chłopakami. Poniedziałek, czyli dzień ogłoszenia kadry na mundial, był dla nich ciężki. Zresztą nie tylko dla nich. Dla wszystkich. Można było wyczuć większe emocje niż zwykle. No, ale cóż... Pracujemy dalej. To, że ktoś dzisiaj pożegnał się z tą reprezentacją, wcale nie oznacza, że już do niej nie wróci. Cały czas jesteśmy drużyną.

Silniejszą od tej sprzed dwóch lat?

- To pytanie wypada zadać po mundialu. Teraz wiele można sobie mówić, ale dopiero turniej w Rosji zweryfikuje naszą formę. Pokaże miejsce, w którym jesteśmy. Na pewno trafiliśmy do trudnej grupy i nie jesteśmy jej faworytem. Ale to nawet dobrze, bo ile razy tak było, że faworyt zawodził, odpadał szybko z turnieju. My mamy swoje plany, cele, marzenia. Ale nie chcemy zbyt głośno o nich mówić. Na pewno bardzo ważny będzie pierwszy mecz z Senegalem.

Odliczasz już dni do tego meczu?

- Wyczekiwanie jest, owszem. Ale bez przesady, na razie spokojnie wykonujemy swoją pracę, nie ma sensu się nakręcać. Zwłaszcza, że zanim sami zagramy, obejrzymy kilka meczów na mundialu. Zobaczymy, kto jak gra, jaka jest atmosfera, na co zwracają uwagę sędziowie. Dlatego dobrze, że wychodzimy na boisko jako ostatni, nabyta wcześniej wiedza może się przydać.

Czy przed meczem z Senegalem będziesz wiedział, gdzie zagrasz w przyszłym sezonie?

- Dla mnie teraz liczy się wyłącznie kadra.

Czyli nie będziesz się teraz w ogóle zajmował sprawami transferu?

- Nie.

Powiedziałeś, że nie jesteśmy faworytem tej grupy. Kto zatem jest?

- Kolumbijczycy, jak najbardziej. Z tego, co słyszę, oni celują nawet w półfinał. Popatrzmy, kto tam gra, w jakich klubach występują ci piłkarze.

Jaki jest twój indywidualny cel na mundialu?

- Chcę zdobywać bramki - jestem napastnikiem. Ale patrząc, jak to wyglądało na Euro 2016 - jak byłem kryty, jak mało miałem sytuacji - trudno cokolwiek zakładać.

Tytuł króla strzelców jest realny? W 2014 zdobył go James Rodriguez, którego Kolumbia odpadła w ćwierćfinale.

- Jeśli będę miał sporo sytuacji, mam szansę. Jeśli będzie ich tyle, ile we Francji, może być ciężko. Bo ciężko przy trzech okazjach podbramkowych strzelić sześć goli.

Wolisz ćwierćfinał z pięcioma twoimi golami czy półfinał bez ani jednego twojego gola?

- Półfinał bez gola. Na pewno.

Jesteś wychowany w kulcie mundiali? Zdajesz sobie sprawę, że to nimi jest pisana historia polskiej piłki - rokiem 1974, 1978, 1982?

- W tamtych czasach rozgrywki klubowe nie były aż tak popularne - tak ważne, jak dzisiaj. Do 1990 roku były jedynymi najważniejszymi, jeszcze nie uruchomiono komercyjnej Ligi Mistrzów, która stała się konkurencją. Ale mundial zachował tę przewagę, że zdarza się raz na cztery lata. Jak zawalisz, nie da się tego szybko naprawić. To coś specjalnego, dopiero dzięki występom na mistrzostwach świata ludzie cię zapamiętują. I mam nadzieję, że my też zostaniemy w ich pamięci na zawsze.

Kiedy zamarzył się tobie występ w MŚ?

- To były czas transferu do Lecha Poznań, czyli 2008 r. Choć w sumie nie, chwila... chyba nawet trochę wcześniej. Bardziej końcówka mojego pobytu w Zniczu Pruszków. Już wtedy docierały sygnały, że obserwuje mnie Leo Beenhakker. Kto wie, może gdybym grał ligę wyżej, powołałby mnie na Euro? To był właśnie ten moment, kiedy po raz pierwszy zamarzyłem o mundialu. A nawet nie tyle zamarzyłem, ile zwyczajnie uwierzyłem, że mogę kiedyś na nim zagrać.

To będzie twój ostatni mundial?

- Za cztery lata jest następny. OK, mnóstwo piłkarzy na imprezie tej rangi grali tylko raz w życiu. Jeśli ja też się do nich zaliczę - trudno.

Na Euro 2016 poleciałeś zmęczony, teraz przygotowujesz się inaczej?

- Po pierwsze: rozegrałem mniej minut w klubie, a to robi różnicę. Ale też wiem, co wówczas zrobiliśmy źle, które treningi należało odpuścić. Wyciągnęliśmy wnioski, które sprawią, że nie będę tak wyczerpany, jak wtedy.

Jakub Błaszczykowski i Arkadiusz Milik wracają po kontuzjach. Jak wyglądają?

- Arek rozegrał sporo minut, strzelał gole, nie widzę u niego żadnej słabości. A Kuba jest dodatkowo tak doświadczony, że na Euro 2016, przed którym też miał trudny czas, przekonaliśmy się, że gdy przychodzi najważniejszy dzień, to pokazuje swoją najlepszą stronę. Nie mam żadnych obaw o ich formę.

Czujesz wyjątkowy głód sukcesu w drużynie?

- Tak. Tego wydarzenia nikt z nas nie widział na żywo, nie przeżył. Choć oczekiwania nie są rozbudzone do przesady. I dobrze. Po losowaniu wybuchła euforia, ale potem ludzie sobie uświadomili, że wpadliśmy do grupy silniejszej niż na Euro 2016.

Robert Lewandowski Robert Lewandowski Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Na Euro 2016 byliście jednym z najbardziej przewidywalnych zespołów. Jak jest teraz?

- Nie jest powiedziane, że to, co działało we Francji, znów zadziała. Nie bałbym się zmian, próbowania nowego. Wiadomo, że każdy człowiek - nie tylko piłkarz - ma problem z tym, by decydować się na zmianę, gdy mu idzie. Ale zmiany są konieczne. To, że wyjdziemy w nowym ustawieniu czy z nowymi zawodnikami, nie znaczy, że będzie gorzej. Jak nie zmieniasz nic, to musi się formuła wyczerpać. Dlatego lepiej coś zmienić, zanim to nastąpi.

Przed Euro 2016 ćwiczyliście niemal wyłącznie defensywę. A teraz?

- Teraz jest czas na szukanie rozwiązań w ofensywie. Defensywne zachowania już ćwiczyliśmy, o ataku też nie możemy zapomnieć. Ale wciąż mamy dużo czasu. Do pierwszego meczu zostały dwa tygodnie. Poza tym nie musimy wymyślać czegoś nowego, tylko przypomnieć sobie schematy i mechanizmy, z powrotem zakodować je w głowach.

Ta reprezentacja będzie wyglądać jak na Euro, gdy mało strzelaliście i mało traciliście, czy bardziej jak w eliminacjach mundialu, gdy i dużo strzelaliście, i dużo traciliście?

- Zawsze wolę grać ofensywnie. Mamy siłę rażenia i musimy ją wykorzystywać. Oczywiście defensywa jest ważna, i grając dobrze w obronie, też wiele można zdziałać. Ale wydaje mi się, że najlepiej jest tę defensywę zostawić, a ofensywę jeszcze poprawić.

Zgodzisz się, że główna zmiana w stosunku do turnieju we Francji polega na znacznie większej sile ławki rezerwowych?

- Faktycznie, to największa różnica. We Francji rezerw zabrakło, a teraz - już w Arłamowie - trudno było kogokolwiek odrzucić. To spory plus, może bardzo pomóc w Rosji.

Tylko polska liga nie dostarcza nowych ludzi. Jedynak w kadrze to Rafał Kurzawa z Górnika Zabrze...

- Wystarczy porozmawiać z chłopakami, którzy niedawno wyjechali za granicę, żeby usłyszeć, jaka jest różnica. W treningu, wymaganiach, detalach, na które zwraca się uwagę. To nie piłkarze są słabi, tylko źle się nimi kieruje. Przykładowo: jeśli zawodnik ma technikę, ale całościowo coś szwankuje, to nie jest jego wina. Raczej ktoś mu nie przekazał tego, co powinien. Problem trenerów.

Bayern's Robert Lewandowski looks disappointed when his team failed to advance to the final during the Champions League Bayern's Robert Lewandowski looks disappointed when his team failed to advance to the final during the Champions League PAUL WHITE/AP

Czy po tylu ważnych meczach w Lidze Mistrzów czujesz jeszcze presję związaną z mundialem?

- Tak. To mistrzostwa świata. Znamy oczekiwania, więc stres się pojawi, adrenalina także. Ale ja sobie dodatkowej presji nie narzucam. Mundial to największy turniej na świecie. Wiemy, że oczy wszystkich będą skierowane na nas. Musimy sobie z tym poradzić.

A jeśli mundial się nie uda?

- Nie zastanawiam się nad tym. O przyszłości myślę tylko pozytywnie.

Więcej o: