"Koleżanka ma za sobą próby samobójcze, ja jestem pod opieką psychologa. Niektórzy nadal to przeżywają"

- Dziewczyny rezygnują z gimnastyki poranione, jedna koleżanka ma za sobą próby samobójcze. Ja jestem pod opieką psychologa. Nie wiem, czy do końca życia mi to nie zostanie - opowiada Weronika Berniak, była reprezentantka Polski w gimnastyce artystycznej. Berniak ma niespełna 18 lat, ale już zrezygnowała z kadry i gimnastyki. - To było toksyczne. Boli mnie, że nadal są zawodniczki, które muszą przeżywać to, co ja przeżywałam.

Łukasz Jachimiak: Byłaś mistrzynią Polski i reprezentantką kraju w gimnastyce artystycznej w kategoriach juniorskich. Dlaczego skończyłaś karierę już jako 15-latka?

Weronika Berniak: Nie wytrzymałam.

Czego?

- Wszystkiego, co zaczęło się dziać po przeprowadzce z Krakowa do Gdyni.

Tam przeprowadziła się Twoja rodzina, żebyś mogła rozwinąć karierę. W SGA Gdynia, w Szkole Mistrzostwa Sportowego i szybko też w reprezentacji Polski.

- Praktycznie od razu znalazłam się w kadrze. Wszędzie prowadziła mnie trener Anna Mrozińska [to była olimpijka i wciąż główna trener reprezentacji Polski]. Początkowo dobrze mi się z nią pracowało. Przez pierwszy rok było w porządku. A później coraz gorzej. Z czasem zaczęłam się jej bać i już nie chciałam z nią trenować. Przez to w końcu musiałam zrezygnować z klubu, ze szkoły, z kontaktów z koleżankami, bo im zabraniano się do mnie odzywać. Musiałam zrezygnować ze wszystkiego.

Co było najtrudniejsze?

- Na przykład to, że musiałam podkradać jedzenie. Chowałyśmy je z koleżankami po kieszeniach. Bo jak nakładałyśmy sobie na talerze, to trener zawsze pilnowała i pytała "A czemu tyle? A czemu z ziemniakami?" Gdy były dostępne ziemniaki, ryż i frytki, to mogłyśmy jeść tylko ryż i to w bardzo małych ilościach. Nakładałyśmy sobie dosłownie garstkę. Trenerki dyktowały, co kto będzie jadł. Tysiąc kalorii dziennie. Jedna dziewczyna zawsze na kolację dostawała tylko sok i wodę. Ja wtedy nie jadłam chleba. Moja kanapka to była szynka z serem i do tego jakieś warzywo.

Często was ważono?

- Na obozach zawsze rano i wieczorem. Wszystkie razem szłyśmy do wagi i po kolei się ważyłyśmy. Wcześniej nic nie piłyśmy i sikałyśmy żeby tylko waga pokazała jak najmniej.

Zdarzało się, że zmuszałyście się do wymiotów?

- Ja nigdy tak nie zrobiłam. Ale wydaje mi się, że były takie przypadki.

Jakie teksty padały, gdy waga pokazała więcej niż trenerzy oczekiwali?

- Normą było ironiczne mówienie, że trzeba było jeszcze więcej jeść. Albo słyszałam, że na treningach się nie staram, dlatego dużo ważę. Kiedy skończyłam trenować gimnastykę, to strasznie źle się czułam z tym, że przytyłam. Ale teraz już nie mam z tym problemu. Nawet się cieszę, że nie jestem aż tak wychudzona jak kiedyś.

Jak często czułaś, że brakuje Ci siły do treningu?

- Bardzo często, szczególnie na obozach. To dlatego, że byłam cały czas głodna. Jadąc na obóz starałyśmy się przywieźć ze sobą cokolwiek i mieć to w pokoju. To były głównie słodycze. Ale jak dobrze ich nie schowałyśmy, to były nam zabierane. Trenerki często przychodziły i mówiły, że mamy oddać wszystko co mamy. Często oddawałyśmy część, a trochę sobie zostawiałyśmy. Gdybyśmy mówiły, że nic nie mamy, byłoby to za bardzo podejrzane.

Jak ciężko trenowałaś?

- Bywały nawet trzy treningi dziennie. Albo dwa czterogodzinne. Często było też tak, że jak się w wyznaczonym czasie nie zdążyło zrobić wszystkich elementów, to się zostawało dłużej. Wychodziłyśmy nawet półtorej godziny później. Przez to szłyśmy nie na obiad, tylko na resztki, które zostały. I po 20 minutach przerwy miałyśmy kolejny trening.

Karne treningi po nieudanych zawodach też były?

- Zawodniczki indywidualne rzadko takie miały, ale dziewczyny ze zbiorówki [reprezentacja w układach zbiorowych - red.] często.

To prawda, że kiedy trener Mrozińska była asystentką Mariny Ignatiewej, to Rosjanka dawała wam wycisk i później kazała odpoczywać, a wtedy Mrozińska zmieniała jej decyzję i zarządzała dodatkowe zajęcia?

- Było tak. To dotyczyło zbiorówki, a mnie i innych zawodniczek indywidualnych rzadko. Pani Marina jak coś nam nie wychodziło, to tak umiała na nas wpłynąć, że chciało się próbować dalej i to poprawić. Wiadomo, że miała jakieś swoje odpały, jak każdy. Gimnastyka jest trudna. Jednak z panią Mariną było tak, że krzyczała, ale też potrafiła pochwalić. A inne trenerki nie.

Masz do nich duży żal?

- Nie mam.

A co czujesz, kiedy o nich rozmawiamy?

- Teraz już w sumie nic. Boli mnie tylko, że jest więcej zawodniczek, które muszą to przeżywać. Które siedzą w tym, w czym ja siedziałam. Chciałabym, żeby w końcu było wiadomo, jak jest. Żeby złe rzeczy nie były zamiatane pod dywan. Wiele razy słyszałam, jak dziewczyny przyciśnięte mówią, że w sumie to jest okej. Zgadzały się na to wszystko.

Przypomnij, od ilu lat nie trenujesz?

- Od ponad trzech.

Nie myślisz, że przez ten czas ludzie rządzący polską gimnastyką mogli się zmienić i system działa już inaczej?

- Nie. Jeśli te panie przez tyle lat robiły jak robiły i były pewne, że robią dobrze, to przecież nagle nie zaczęły inaczej. Zwłaszcza że było wiele rozmów z nimi. Rodzice moi i innych dziewczyn mówili trener Annie Mrozińskiej i jej mamie prezes Marii Mrozińskiej [to szefowa klubu SGA Gdynia i wiceprezes Polskiego Związku Gimnastycznego odpowiedzialna za gimnastykę artystyczną] na co się nie zgadzają. Po takich rozmowach było dobrze przez tydzień, dwa i znów robiło się źle. Wydaje mi się, że tacy ludzie się nie zmieniają. Tylko udają, że zrozumieli i że już będzie okej.

Myślę sobie, że trudno nie mieć żalu, kiedy się straciło pasję i na dodatek trochę zdrowia, bo przecież miałaś operację biodra.

- Jeszcze dwa lata temu mogłabym powiedzieć, że mam do nich żal. Albo nawet, że żałuję, że gimnastykę trenowałam. Ale teraz już tak nie jest. Minęło dużo czasu i cieszę się, że czegoś się nauczyłam. Gdyby nie gimnastyka, to byłabym inną osobą. Nie żałuję tego.

Czego się nauczyłaś?

- Żeby uważać na ludzi i żeby nigdy więcej nie dać sobą pomiatać. Teraz jak mi coś przeszkadza, to od razu o tym mówię. Kiedyś starałam się to ukrywać.

Co było najtrudniej ukrywać?

- Wydaje mi się, że najtrudniej było mi z tym, w jaki sposób zwracały się do nas trenerki.

W jaki?

- Kiedyś prawie dostałam płytą CD. Trenerka rzuciła we mnie, ale nie trafiła.

Trener Mrozińska?

- Tak. Trenerki odzywały się też do nas źle. Krzyczały. Jeszcze w Krakowie jedna mówiła do koleżanki "idiotko" i "debilko". One twierdziły, że krzycząc nas motywują.

To motywowało?

- Nie. Może przez chwilę. Ale nie pamiętam czy na pewno. To była dziwna zmiana. Najpierw gimnastyka była dla mnie trochę jak zabawa. Pamiętam jak to się zaczęło. W szkole pani sprzątaczka zawołała mnie i powiedziała "Werka, idź, bo na sali gimnastycznej jest test, może się załapiesz do klubu gimnastycznego". Spodobało mi się. Trenowałam, czułam, że jestem coraz lepsza. I nagle szybko straciłam całą radość. Wiem, że gimnastyka jest trudna i trzeba się jej poświęcić. Ale dla trener Ani problemem było wszystko, nawet to, że chcę pojechać na pogrzeb babci.

Twój tata mówi, że zabronił trener Mrozińskiej kontaktów z Tobą, bo reagowałaś podwyższonym ciśnieniem i krwotokami z nosa. I że trenerka nie chciała odpuścić. Jak pamiętasz tamten czas?

- Dzień później byłam w szatni po treningu już z inną osobą, z panią Hanią, gdy nagle przyszła pani Ania. Miała zaciśnięte pięści i zaciśnięte zęby. Przestraszyłam się. Zapytała czy przyjdę do niej na rozmowę, do jej pokoju. Poszłam. "Co ja ci takiego zrobiłam?", "Czy ja jestem taka zła?" - pytała zdenerwowana. Nigdy się aż tak nie bałam. Wtedy naprawdę myślałam, że coś mi zrobi.

A wtedy, kiedy rzuciła płytą?

- Nie, bo wtedy na sali były inne osoby. I takie rzucanie było standardowym zachowaniem. Wcześniej widziałam, jak rzuca w inne dziewczyny.

Za co rzucała?

- Chyba coś mi nie wyszło, jakieś ćwiczenie. I po prostu się wkurzyła. Robiła też tak, kiedy ktoś gadał. Przyzwyczaiłyśmy się do tego.

W lipcu 2016 roku przeszłaś operację biodra. Wiem, że ona zaogniła sytuację, że to wtedy nieodwołalnie zepsuły się Twoje relacje z trenerką. 

- Po operacji już z nią nie chciałam rozmawiać, bo wcześniej nie wierzyła, kiedy mówiłam, że mnie boli i mam problem z trenowaniem. Chciałam, żeby po operacji o moim stanie zdrowia informowali ją lekarz i rodzice, a ona pisała do mnie: "Halo, czekam na jakiś znak życia od ciebie, a ty nic nie piszesz". Jakbym musiała jej ciągle o wszystkim mówić.

Było tak, że przez jakiś czas dużo ze sobą pisałyście?

- Tak, na początku miałyśmy taki kontakt, że dużo pisałyśmy. Później albo nie odpisywałam, albo odpisywałam w taki sposób, żeby rozmowa się kończyła.

Czyli przez jakiś czas chciałaś mieć w trenerce starszą koleżankę, a później już nie chciałaś i ona tego nie umiała zrozumieć?

- Dokładnie. Na początku kontakt był normalny, a później zaczął coraz bardziej wchodzić w życie prywatne. Dostawałam na przykład wiadomości: "A co ty jeszcze nie śpisz?", kiedy widziała, że jestem na Messengerze.

Czyli starsza koleżanka zmieniła się w kontrolującego rodzica?

- Można tak powiedzieć. Im częściej tak robiła i im częściej krzyczała na mnie na treningach i mi nie wierzyła, tym mniej chciałam się z nią kontaktować. W końcu nie chciałam mieć z nią żadnego kontaktu poza treningami. To już było dla mnie za dużo, że i w szkole, i na treningu, i w domu ciągle o niej myślę. Czułam się osaczona.

Weronika Berniak, zaświadczenie z poradni psychologiczno-pedagogicznejWeronika Berniak, zaświadczenie z poradni psychologiczno-pedagogicznej archiwum prywatne Weroniki Berniak

Dlaczego Twoje biodro wymagało operacji?

- Przez zmęczenie treningami i startami zrobiła się przepuklina. Pamiętam, jak na jednych zawodach poczułam mocny ból i zgłosiłam to pani Ani. Fizjoterapeuta mi to zamroził i wystartowałam. Nie bolało, ale w trakcie występu poczułam jak coś zimnego mi się rozlewa w środku. Później lekarz powiedział, że teraz to już konieczna będzie operacja. Ale pozwolił mi startować do końca sezonu, do mistrzostw Europy w Izraelu, bo kontuzja już się nie mogła pogłębić. Trzeba było tylko poradzić sobie z bólem.

Co się działo po operacji, że gimnastyczką byłaś jeszcze tylko kilka miesięcy?

- Miałam mieć wakacje luzu. A zaraz były pretensje, że nie jadę na wakacyjny obóz. Trenerka powiedziała, że mogę siedzieć i patrzeć jak dziewczyny pracują. A zaraz, że mogę ruszać rękami, a skoro tak, to będę trenować. Nawet ostatnio czytałam wiadomości od trener Ani z tamtego czasu. Przychodziłam na treningi zbiorówki, żeby zapamiętywać układ. Siedziałam i patrzyłam, bo doktor Pilecki nie pozwolił nic robić. Pani Ani nie było, ale napisała mi, że trenerki się skarżą, że nic nie robię.

Lekarz powiedział jasno, że masz wrócić do treningu dopiero we wrześniu?

- Tak. A mi się dostawało za to, że nic robię. Mimo że trenerki wiedziały, że mi nie wolno. Uważały, że skoro mogę ruszać rękami i jedną nogą, to powinnam trenować.

Fragment rozmowy z trener Anną Mrozińską:

Screen z rozmowy Weroniki Berniak z trener Anną MrozińskąScreen z rozmowy Weroniki Berniak z trener Anną Mrozińską archiwum prywatne Weroniki Berniak

Screen z rozmowy Weroniki Berniak z trener Anną MrozińskąScreen z rozmowy Weroniki Berniak z trener Anną Mrozińską archiwum prywatne Weroniki Berniak

Trenerki były przyzwyczajone, że tak się pracuje. Widziałam, jak dziewczyny przychodzą na trening o kulach, a kiedyś koleżanka w ortezie zrobiła pokaz. Ja też długo trenowałam z problemami zdrowotnymi. Tak mnie bolały plecy, aż któregoś dnia rano nie mogłam wstać z łóżka. Rodzice zawieźli mnie do Warszawy do doktora Roberta Śmigielskiego. On mnie zbadał, odesłał do rehabilitanta, żeby mnie odblokował i wróciliśmy. Jak pojechaliśmy do klubu na trening, to usłyszałam, że blokadę miałam w głowie. Tata, rehabilitant pan Maciek i trener Ania siedzieli na ławce, podeszłam do nich po zajęciach i trener zaczęła mnie sprawdzać, pytać czy nie kłamię. Zanim tata wstał i mnie stamtąd zabrał, bardzo się wystraszyłam, że to już koniec, że ona jakoś go przekonała i tata jest po jej stronie, a mi już nikt nie wierzy.

Po operacji wznowiłaś treningi, ale na wniosek rodziców już nie z panią Mrozińską?

- Teoretycznie tak, ale szkoła nie chciała zrozumieć sytuacji. Zła atmosfera wokół mnie przeniosła się na nauczycieli, było mi coraz trudniej i w trybie pilnym zostałam przeniesiona do innej szkoły. Cieszę się, że już wtedy chodziłam do bardzo dobrej pani psycholog. Było mi bardzo trudno. Koleżanki przestały ze mną rozmawiać. Pisały, że mają zakaz kontaktowania się ze mną nawet przez Messengera. Z Krakowa, z poprzedniego klubu, dostałam informację, że dziewczynom nie wolno nic pisać pod moim postem na Facebooku, w którym żegnałam się z gimnastyką. Jak teraz z koleżankami o tym rozmawiam, to pytają dlaczego nic z tym nie zrobiłam wcześniej, jak mogłam tam trenować.

Ale mówisz o koleżankach z gimnastyki?

- Nie, z normalnego życia. Ludzie, którzy tego sportu nie trenowali, nie rozumieją czemu się takie rzeczy dzieją i czemu nikt z tym nic nie zrobi.

A masz dziś, po kilku latach, kontakt z koleżankami, z którymi trenowałaś?

- Z jedną czasami rozmawiam. Też już nie trenuje. Były bardzo dobre siostry Wiśniewskie. Rywalizowałyśmy, ale też super się dogadywałyśmy. One były z drugiego klubu z Gdyni, Jantaru. Też nie wytrzymały. Nie słyszałam, żeby któraś dziewczyna z moich czasów została w kadrze. Jest tak, że dziewczyny wytrzymują do momentu, w którym stają się trochę starsze, i wtedy rezygnują. Niektóre bardzo poranione. Jedna z koleżanek ma za sobą próby samobójcze.

Jak Ty sobie radzisz?

- Dla mnie jeszcze gorszy niż to wszystko, co się działo kiedy trenowałam, był czas zaraz po tym jak zrezygnowałam. Potrafiłam spać od rana do późnego wieczora i w nocy znowu. Bardzo dużo opuszczałam szkołę, prawie cały czas spędzałam sama w pokoju, miałam krwotoki z nosa. To były stany depresyjne. Cały czas jestem pod opieką specjalisty. Przy liceum mam swoją panią psycholog i do niej chodzę. Kilka miesięcy temu znowu było gorzej. Nie wiem czy do końca życia mi to zostanie, bo minęło kilka lat, a ja ciągle mam powroty do tego wszystkiego. Kiedy się gorzej czuję, to myślę co by było, gdybym jednak tam została.

Myślisz, że mogłaś coś zrobić inaczej i uratować beznadziejną sytuację? Winisz się?

- Zastanawiam się i nie wiem czy mogłam coś zrobić.

Ale nie czułaś się na siłach, żeby zostać? 

- Rodzicom mówiłam, że chcę odejść, ale nie chciałam. To był toksyczny związek. Miałam nadzieję, że coś się stanie i wszystko się odmieni, ale kompletnie nie wiedziałam co to by miało być. Jak zmieniłam szkołę, to myślałam, że może jednak minie trochę czasu i wrócę.

Nie próbowałaś wrócić?

- Nie. Zaczęłam szukać innego sportu. Lekkoatletyka, fitness, tenis, taniec - dużo tego było. Taniec trenowałam najdłużej, dwa lata.

Już nie tańczysz?

- Nie, sporo tańca było w gimnastyce, więc nie musiałam zaczynać od zera i bardzo szybko mogłam jeździć na zawody, czego bardzo potrzebowałam. Ale to nie jest sport indywidualny, to nie to samo. Lekkoatletyka bardzo mi się podobała, ale biegać szybko nie pozwoliło mi biodro. W tenisie męczyło mnie, że muszę zaczynać wszystko od początku, uczyć się techniki. Cały czas czegoś dla siebie szukam. Ale o sporcie myślę coraz mniej. Przede mną kurs na prawo jazdy, trzecia klasa liceum, niedługo matura - tym teraz żyję.

Trener Anna Mrozińska odpowiada

Poinformowaliśmy trener Mrozińską o zarzutach, jakie stawia jej Weronika Berniak. Oto oświadczenie pani trener:

Przedstawione w przedmiotowym materiale prasowym zarzuty mijają się całkowicie z prawdą. Nie stosuję wobec prowadzonych przeze mnie zawodniczek jakichkolwiek metod szkoleniowych, które wykraczałyby poza granice profesjonalnego treningu, a już tym bardziej praktyk niezgodnych z etyką zawodową lub prawem [...] Jeśli chodzi o sytuacje trudne, takiej jak kontuzja, jestem w stałym kontakcie z lekarzem kadry, który decyduje o rodzaju leczenia i rehabilitacji. Moja współpraca z zawodniczkami oparta jest na zaufaniu, jeśli są gotowe do treningu, to same to zgłaszają, nigdy nie uczestniczą w nim pod jakąkolwiek formą przymusu.

Podsumowując swoje stanowisko, dokładam wszelkich starań, aby zapewnić zawodniczkom jak najlepsze warunki rozwoju kariery i kategorycznie sprzeciwiam się kierowanym przeciwko mnie oskarżeniom.

Pragnę podkreślić, że już w przeszłości stałam się obiektem bezprawnych zarzutów stosowania niewłaściwych metod szkoleniowych, opisywanych w niemalże identyczny sposób do tych w przedmiotowym artykule. Toczące się wtedy postępowania przed organami państwowymi nie wykazały żadnych nieprawidłowości po mojej stronie.

Co więcej, napastliwość osób naruszających moją reputację zawodową, sprawiła, że zmuszona byłam skierować sprawę na drogę sądową. W rezultacie, naruszyciel moich dóbr osobistych zobowiązany jest do zaniechania dalszych naruszeń, jak i wystosował publiczne przeprosiny.

Przeprosiny od Macieja Berniaka, ojca Weroniki - pismo przysłane przez trener Annę MrozińskąPrzeprosiny od Macieja Berniaka, ojca Weroniki - pismo przysłane przez trener Annę Mrozińską archiwum Anny Mrozińskiej

Dokumenty od ojca: Badanie z tajnymi wynikami. Nazajutrz start w zawodach

Ojciec Weroniki, Maciej Berniak, informuje nas, że powyższe przeprosiny to efekt sądowej ugody. Sprawa trafiła do sądu po tym jak pan Berniak napisał w mediach społecznościowych, że trener A.M. stosuje przemoc psychiczną.

Pan Berniak tłumaczy, że w sądzie przede wszystkim zależało mu na chronieniu córki - nie chciał się zgodzić na jej przesłuchanie.

Na potwierdzenie słów Weroniki z powyższej rozmowy pan Berniak przesyła nam dwa dokumenty.

1. Opis badania wykonanego Weronice 19 listopada 2015 roku w Gliwicach na zlecenie Polskiego Związku Gimnastycznego. Pan Berniak wyjaśnia, że ani on, ani jego żona, ani Weronika aż do marca 2016 roku nie poznali poniższych wyników badań.

Weronika Berniak - badanie z 19 listopada 2015 rokuWeronika Berniak - badanie z 19 listopada 2015 roku archiwum Macieja Berniaka

Weronika Berniak - badanie z 19 listopada 2015 rokuWeronika Berniak - badanie z 19 listopada 2015 roku archiwum Macieja Berniaka

2. Dyplom dla Weroniki za zajęcie piątego miejsca w zawodach rozegranych tuż po badaniach, czyli w dniach 20-22 listopada 2015 roku.

Dyplom dla Weroniki Berniak za 5. miejsce w zawodach rozegranych od 20 do 22 listopada 2015 rokuDyplom dla Weroniki Berniak za 5. miejsce w zawodach rozegranych od 20 do 22 listopada 2015 roku archiwum Macieja Berniaka