Nanga Parbat. Adam Bielecki: Gdybyśmy zostawili Eli i poszli po Tomka, ona by umarła

- Dochodzimy do Tomka i co dalej? Musielibyśmy go znosić. A dwie osoby, bez zasobów, nie są w stanie tego zrobić. To fizycznie niewykonalne. Nikt w tych warunkach i okolicznościach nie dałby rady. Nie decydowaliśmy sami, skontaktowaliśmy się z kierownikiem akcji Jarkiem Botorem. On konsultował się z bazą pod K2, z Krzyśkiem Wielickim. Wspólnie podjęliśmy decyzję, że musimy się skupić na ratowaniu Eli - w rozmowie z dziennikarzem portalu Wyborcza.pl, Dominikiem Szczepańskim, mówi polski himalaista, Adam Bielecki.
Nanga Parbat Nanga Parbat ADAM GOLEC/AGENCJA GAZETA

Przed tygodniem Tomasz Mackiewicz i Elisabeth Revol zdobyli Nanga Parbat (8125 m n.p.m.), ośmiotysięcznik w Himalajach Zachodnich. Podczas zejścia Mackiewicz źle się poczuł. Revol sprowadziła go na wysokość 7300 m. Stan Polaka się pogorszył, nie był w stanie chodzić. Francuzka ratowała życie i zaczęła schodzić. Spod K2 śmigłowcami przylecieli Adam Bielecki, Denis Urubko, Jarosław Botor i Piotr Tomala. Uratowali Revol, do Mackiewicza nie udało się dotrzeć.

Elisabeth Revol Elisabeth Revol Blog Elisabeth Revol / himalaya-light.over-blog.com/2016/02/nanga-light-2016.html

W rozmowie z portalem "Wyborcza.pl" akcję ratunkową Revol i Mackiewicza opisuje Bielecki. - Nie miałem żadnych wątpliwości, że muszę polecieć i zrobić wszystko, co mogę. Zawahałem się sekundę dopiero na Nandze, przy kamieniu, za którym zaczyna się właściwy Kuluar Kinshofera. Zrobiłem krótki rachunek sumienia: dwa lata temu prawie zabiłem się tu za dnia, w dodatku mam zasadę, że nie korzystam ze starych lin poręczowych. A teraz miałem nocą wspinać się po starych poręczówkach. To był moment, kiedy uderzyło mnie, jak niebezpieczne jest to, co robimy. Ale zaraz przyszła myśl: "Tomek i Eli potrzebują nas, jeśli nie pójdziemy - zginą".

Bielecki, Revol, Urubko Bielecki, Revol, Urubko Fot. Adam Bielecki

- Gdybyśmy zostawili Eli i poszli po Tomka, ona by umarła. Nie mogliśmy jej zostawić, nie przeżyłaby nocy. Nie była w stanie schodzić sama, a nie mieliśmy namiotu, śpiwora, niczego poza maszynką do gotowania, co moglibyśmy jej zostawić. A Eli nie byłaby w stanie obsłużyć kuchenki zamarzniętymi dłońmi. Wyruszenie po Tomka skazałoby Eli na śmierć. Zapytałem Eli: "Czy Tomek jest w stanie poruszać się samodzielnie?". Odpowiedziała, że nie, ma odmrożone nogi i ręce, leży, nic nie widzi.

Polska wyprawa na Broad Peak, 2013 r., Artur Małek Polska wyprawa na Broad Peak, 2013 r., Artur Małek fot. Bielecki / Polski Himalaizm Zimowy

- Pogoda się pogarszała. Nawet przy optymistycznym założeniu, że prognoza by się nie sprawdziła, wiatr by zelżał, a z Denisem mielibyśmy siły, by pokonać 1300 m przewyższenia, co zrobilibyśmy po dotarciu do Tomka? A przecież te 1300 m to drugie tyle, ile zrobiliśmy, tylko na większej wysokości, przy dużo silniejszym wietrze, w większym zimnie, bez lin poręczowych, których wyżej nie ma.

Tomasz Mackiewicz Tomasz Mackiewicz Facebook

Dochodzimy do Tomka i co dalej? Musielibyśmy go znosić. A dwie osoby, bez zasobów, nie są w stanie tego zrobić. To fizycznie niewykonalne. Nikt w tych warunkach i okolicznościach nie dałby rady. Nie decydowaliśmy sami, skontaktowaliśmy się z kierownikiem akcji Jarkiem Botorem. On konsultował się z bazą pod K2, z Krzyśkiem Wielickim. Wspólnie podjęliśmy decyzję, że musimy się skupić na ratowaniu Eli.

Tomasz Mackiewicz podczas wyprawy na Nanga Parbat, styczeń 2014 Tomasz Mackiewicz podczas wyprawy na Nanga Parbat, styczeń 2014 Fot. Michał Obrycki / Forum

- Tym wszystkim, którzy śmieją się, w jakim stylu działał Tomek, krytykują go jako wspinacza, chciałbym powiedzieć, że Tomasz Mackiewicz zdobył praktycznie w stylu alpejskim jeden z najtrudniejszych ośmiotysięczników. Dokonał tego częściowo nową drogą. Zrobił to w zimie. To sportowe osiągnięcie na skalę światową. Ktoś niekompetentny nie byłby w stanie tego zrobić. Osiągnął wymarzony cel, postawił pomnik swojej niezłomności. Ma to inne znaczenie, bo zapłacił za to najwyższą cenę, ale w dalszym ciągu jest to ważne - kończy Bielecki.

Całą rozmowę przeczytasz na portalu Wyborcza.pl.